„Dziewczyny, których pożądał” – J.Nasaw

30 czerwca

Tytuł, który nie porywa, okładka, która odrobinę nudzi, a treść….niewymownie ekscytująca. Śmiem twierdzić, iż jeżeli chodzi o thriller/kryminał, jest to najlepsza pod względem fabułowym książka, którą kiedykolwiek przeczytałam. Połączenie specjalistycznej psychiatrii i seryjnego mordercy nawet najbardziej wybrednym czytelnikom zapadnie w pamięć.

Historia opowiada o Irene Cogan, wyśmienitej psychiatrze, piszącej wiele artykułów w gazetach, zajmującej się skomplikowanymi przypadkami, oddającej się swojej pracy w stu procentach. Pewnego dnia zostaje poproszona o przebadanie człowieka, który uciekając przed policją z rozpłatanymi zwłokami na przednim siedzeniu samochodu, próbuje zabić policjantkę.

Nareszcie, po 11 latach ciągłych zaginięć truskawkowych blondynek policji udaje się zatrzymać prawdopodobnie odpowiedzialnego za wszystkie porwania Casey’a. Jednak on nie chcę składać żadnych wyjaśnień, co więcej zachowuje się co najmniej dziwnie. Doktor Cogan przeprowadza z nim wywiad, jednak każda reakcja i każde zdanie wypowiedziane przez jej pacjenta ją szokuje i jednocześnie intryguje. Jest on niesamowicie obeznany w chorobach i zaburzeniach psychicznych, jest w stanie zdiagnozować sam siebie, a wszystkie testy wypełnia wzorowo. Do czasu. Kiedy prosi Irene, by mógł wypełnić jeszcze jeden ze skali MMPI. W domu psychiatra przegląda wszystkie testy i odkrywa, że każdy rozwiązany jest w sposób zupełnie skrajny, jednocześnie na pewno nie przypadkowy i najprawdopodobniej nie jest to celowe wprowadzenie jej w błąd. Tak zaczyna się przekonywać, że pacjent cierpi na dysocjacyjne zaburzenie osobowości (w języku potocznym, nie dość celnie nazywa się to osobowością wielokrotną) i nie jest to w żadnym razie jego wymysł czy próba manipulacji organów ścigania. Cogan zaskoczona jest niezwykłą znajomością swojego pacjenta własnych dolegliwości, terminów psychologicznych, a także obeznaniem się w sposobach, formach i przebiegu terapii. Przypadek ten z każdą wizytą staje się dla niej coraz bardziej intrygujący, chociaż obiekt badań wydaje się sterować ich rozmowami i być tutaj kontrolerem. Przedstawia się on jako „po prostu Max”. Zwinnie przełącza się między kolejnymi osobowościami, co da się rozpoznać po chwilowym bezwładzie, uciekaniu wzroku i tak dalej. Jest on także coraz bardziej zainteresowany doktor Irene.

Agent specjalny Pender, postanawia zorganizować prowokację, tak, żeby dowiedzieć się od podejrzanego jak najwięcej. Podaje się za gwałciciela i ląduje w jednej celi z Casey’em, mimo faktu, że jego ostatni współlokator jest w ciężkim stanie impotentem, dzięki ciosom, które spadły na niego z zaskakującą siłą i niespodziewanie. Agent FBI wyciąga z niego szczątkowe informacje i nie wiadomo kiedy, otrzymuje potężny cios w głowę, a dzięki wcześniej przygotowanemu narzędziu wydostaje się z więzienia.
Co gorsze, w nieznanych okolicznościach znika gdzieś doktor Cogan, która okazuje się mieć swój naturalny odcień włosów w kolorze truskawkowego blondu….Jedynie agent Pender wykorzystuje te nieliczne, szczątkowe informacje, które znajduje co jakiś czas żeby zdążyć powstrzymać Casey’a przed najgorszym, jednak w tym czasie Irene ma do odegrania dużo ważniejszą rolę w życiu swego pacjenta niż tylko bycie zwyczajną ofiarą, wielokrotnie gwałconą i przetrzymywaną…
Niestety więcej już nie powiem, bo warto przeczytać i samemu korzystać z uroków odkrywania wszystkich tajemnic osobiście.

Niezwykły przypadek głównego bohatera niewątpliwie mnie zafascynował. Kryje się w nim wiele osobowości, dominator Max, chcący mieć władzę nad resztą alter ego, czuły i romantyczny Christopher, niewidomy Peter, skrzywdzony 5-letni Lyssy, który w rzeczywistości jest gospodarzem ciała, gwałcona i poniewierana Allicea, genialny i autystyczny Mosze, dzięki czemu cały „system” zapamiętuje wszystko, co jeden jedyny raz przeczyta, a także morderca i sadysta Kinch, a także inne, martwe już, bądź jeszcze nieujawnione tożsamości.

Czytając tę powieść człowiek jest bombardowany różnymi specjalistycznymi określeniami i co jest w tym wszystkim najlepsze, mimo, na pierwszy rzut oka niezrozumiałego słownictwa, zaraz wszystko jest wyjaśnione, a jeżeli nawet nie wprost to w łatwy sposób można się wszystkiego domyślić. Wielki urok tej książki tkwi właśnie w tym. Można bronić się rękami i nogami a i tak wiedza no jednak mocno specjalistyczna wpada nam do głowy mimochodem. Cała historia jest niewątpliwie wiarygodna i prawdopodobna, a główny bohater Ulysses (bo tak w rzeczywistości ma na imię) mimo swego zaburzenia, a może właśnie dzięki niemu jest sprytny, pomysłowy i zaradny, w każdej sytuacji jest sobie w stanie poradzić.
Dodatkowym plusem książki jest wątek z niewiarygodnie poparzoną kobietą, która mieszka w domu Maxa (Ulysses jest tylko ciałem, dominuje Max, przez większość powieści właśnie tak Irene się do niego zwracała). Kolor włosów…Dlaczego truskawkowy blond? Dlaczego tyle osób zamieszkuje ciało jednego człowieka? Jak można przywrócić gospodarza? Czy w ogóle istnieje taka możliwość? Na te właśnie pytania odpowiada dalsza część powieści Jonathana Nasawa.

Wciągnęła mnie przerażająco wręcz i jeszcze jeden plus. Bardzo często przerywałam czytanie i zabierałam się za coś innego, pogrążając się w innej lekturze. Z każdym powrotem do „Dziewczyn…” zawsze byłam w środku akcji, nie ma takich sytuacji, że nie zagląda się do niej 2-3 dni i już nie pamięta, co się działo. Mogłam tydzień nawet jej nie ruszać i po jej otworzeniu znów byłam szczegółowo wciągnięta w fabułę i zjednana z bohaterami. Mało takich książek się znajduje niestety. Krótkie rozdziały pozwalają nie odgrywać się w środku jakiejś rozmowy czy akcji, tylko najpierw zakończyć daną cześć bez potrzeby późniejszego przypominania sobie ostatnich fragmentów, czy nawet całości.

Przeskakiwanie z jednej osobowości do drugiej, a także różne imitacje są iście mistrzowskim posunięciem ze strony autora. Wiem, że to na pewno nie jest moja ostatnia książka tego, wcześniej nieznanego mi absolutnie autora. Pozwala on na, choć delikatne wejrzenie w umysł ludzki i naszą świadomość, a także podświadomość, jak potrafi być to ekscytujące, intrygujące, oszałamiające a jednocześnie uciążliwe. Szczerze powiedziawszy, nie sądziłam, że na podstawie jednego, dość skomplikowanego zaburzenia ktoś jest w stanie stworzyć z jednej strony powieść tak frapującą, z absolutnie zawodowym słownictwem i fabułą, a z drugiej strony tak prostą i wymagającą przemyśleń. Kontrasty. Geniusz. Mistrzostwo.
Pod względem okładki i tak dalej, to jak już wcześniej zdążyłam napisać, nic nie porywa, ale walory estetyczne są zdecydowanie zachowane. Wydanie bardzo dobre pod względem jakości papieru. Świetnie się czyta, przy dzisiejszej chęci wszelakich wydawnictw do ograniczania kosztów, większość drukuje się na słabym, niewytrzymałym i niestety dosyć cienkim papierze. Tu często próbowałam rozdzielić strony, ponieważ myślałam, że się skleiły, po czym okazywało się, że to po prostu grubsza baza książki.
Polecam każdemu wielbicielowi kryminału, thrilleru, powieści psychologicznych, a także tym, którzy na co dzień nie czytują tego typu literatury.

Nie jestem w stanie wymienić chyba żadnej wady tej powieści.

Jakie są wasze opinie? Na temat tej książki, bądź tego rodzaju? Dzielcie się w komentarzach :)

Zajrzyj również tu

0 komentarzy