„Grey. 50 twarzy Grey’a oczami Christiana” – E.L. James

30 czerwca

Następująca po słynnej na cały świat trylogii część, pisana z zupełnie innej perspektywy. Dotąd historia zamkniętego w sobie Christiana Grey’a, miliardera z ogromnym bagażem emocjonalnym z dzieciństwa i Anastasii Steele, nieśmiałej dziewczyny, wkrótce kończącej studia przedstawiona zostaje nam z punktu widzenia tytułowego „Szarego”. Dosyć spora objętościowo książka wymaga więcej czasu na przeczytanie niż którakolwiek z poprzednich części.

Wielu ludzi na całym globie czekało na ukazanie się tej pozycji, nie zawaham się tutaj użyć określenia- rzesze. Ja również wypatrywałam tak długo wyczekiwanej książki. Pierwszego października w Polsce wyszedł e-book i w taki o to się zaopatrzyłam. Szczerze powiedziawszy i dobrze, że tylko w tę formę, ponieważ wersja papierowa troszeczkę zawalałaby mi na półce (która już piszczy od nadmiaru ciężaru).

Może na początek, co zawiera owe „dzieło”? Jak już wspomniałam historię kochanków z punktu widzenia Christiana. Ukazane zostają jego lęki, liczne obowiązki no i oczywiście ogromna trauma z dzieciństwa. Podczas czytania zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać Anę, praktycznie tak, jakby opisywana była kompletnie inna kobieta, niż ta, która przedstawiała nam swoje uczucia do przystojnego bogacza.

Co do języka. O mój Boże. Niestety inaczej nie mogę się wysłowić, to wszystko powinno tłumaczyć. Jednak tak, jak w przypadku trylogii nie miałam pewności, czy moje niezbyt przyjemne odczucia dotyczące słownictwa, składni, gramatyki itd., były winą przekładu czy po prostu braku umiejętności pisarskich autorki. Teraz jednak mam 100% pewniaka. Okropne, ohydne, obrzydliwe stylistycznie tłumaczenie. Kuźwa no, ja nie mówię, nie każdy musi umieć pisać i nie każdy też musi być wielkim poetą, sama robię miliard kulfonów na minutę, jednak jeżeli wydawnictwo decyduje się na taki krok, na wydanie takiego no nie oszukujmy się bestsellera (bo od razu było wiadomo, że Ci, którzy przeczytali poprzednie części Grey’a obalą również tę), to można byłoby chociaż zatrudnić jakiegoś zawodowca, albo ja nie wiem, po prostu zostawić to komuś, kto się sprawdzi. Wydaje mi się, że po przełożeniu ktoś powinien to sprawdzić i to paręnaście razy tak? NIestety w tym przypadku wygląda to tak, jakby za bardzo nikt się tym nie przejął. Oczywiście nie jest to tłumaczenie agonalne, ponieważ bez problemu można byłoby je uratować, wystarczyłoby poprawić kilka rzeczy i byłoby naprawdę dobrze. Jednak te „kilka rzeczy” są to punkty tak irytujące i zniechęcające, że po prostu odechciewa się czytania, podczas gdy reszta jest w porządku.

Kolejna rzecz, to nieuniknione odczucie przeżywania deja vu. Super, że większość rozmów, które śledziliśmy w „50 twarzach…” możemy na nowo przeżywać, wnikając w psychikę Christiana. Jednak czasem niestety robi się to trochę nudnawe. Autorka chyba trochę za często chciała oddać wszystkie szczegóły, zapominając, że większość czytelników czytała już tę historię i w zasadzie brała w niej czynny udział. Głównie przez to, dosyć sporo czasu zajęło mi przeczytanie jej, podczas gdy Grey’a, jakkolwiek nie byłby on pisany, ogarnęłam w mig.

Mimo wszystko to dość dobra książka, nie wiem jak wyglądałaby, gdybym nie czytała poprzednich części. Ta jest zdecydowanie bardziej dosadna, przez liczne wulgaryzmy (nie tylko przekleństwa) a także przez ciągłe zmiany głównego bogatera. Wydaje mi się, że generalnie jest bardziej dynamiczna, ze względu właśnie na przemiany wewnętrzne Christana. Ten efekt zaburzały jedynie czasem zbyt rozwleczone wątki (głównie romowy).

W zasadzie ta część zbyt wiele do fabuły nie wniosła. Oczywiście jak zwykle możemy znów znaleźć liczne powtórzenia -wcześniej było to np.: „rozpadam się na milion kawałków”, teraz natomiast „weź się w garść Grey”.  Dramatem jest, że książka mająca 560 stron skończyła się w zasadzie w tym punkcie historii, gdzie w „50 twarzach…” to było trochę dalej niż w połowie. To jest zdecydowanym, ogromnym minusem, nie, tam przed tym znakiem jest symbol nieskończoności. Tak, jak wcześniej historia ta wzbudzała emocje najróżniejsze, w szczególności albo nienawiść, albo uwielbienie, tak wobec tej części nie mam złudzeń i myślę, że większości się ona nie spodoba.

Gdybym miała ją ocenić, oczywiście wiadomo, dla każdego będzie to wyglądać inaczej, to dałabym tu 4/10. Jak wasze odczucia w związku z najnowszym Grey’em? Na pewno różne i skrajne będą wasze opinie, tego jestem pewna :D.

Zajrzyj również tu

2 komentarzy

  1. Hmm, Twoja recenzja jest interesująca, ale mimo to nie przekonam się do Grey'a w jakiejkolwiek formie, nawet oczami tytułowego Kryszczjana. :D

    http://bookline-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze na niego mówię "Kryszczyn" :D Myślę, że wiele nie stracisz nie czytając go :D

      Usuń

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail