„Gruba” – Natalia Rogińska

30 czerwca

W dzisiejszych czasach osobom otyłym zdecydowanie nie jest lekko. W dobie sylwetki fit, człowiekowi (a nie oszukujmy się- zwłaszcza kobiecie) z kilkoma nadprogramowymi kilogramami inni nie ułatwiają życia. Podczas, gdy na plaży widuję się ekstremalnie wyćwiczone  lub wychudzone ciała, egzystowanie z krąglejszymi kształtami okazuje się zatrważające wstydliwe. Jedyne, co może nas przed tym uchronić to odpowiednia dieta i ćwiczenia. Sama nie jestem uosobieniem słowa „fit”, więc dobrze wiem jak to łatwo się mówi, a jak trudno utrzymuje w praktyce.

Człowiek otyły ma wiele problemów, zdrowotnych, a także społecznych- nie trudno to zauważyć. Wiele z nich przedstawia w swojej książce Natalia Rogińska.

Dosłownie przed chwileczką skończyłam znalezioną gdzieś tam kiedyś powieść, zapewne gdybym sama nie walczyła z kilogramami nawet bym jej nie tknęła :) Generalnie nie czytuję zbyt często polskiej literatury, ale muszę przyznać, że jest to naprawdę przyjemna odmiana, kiedy rodzinnym miastem głównej bohaterki jest Warszawa, a nie Londyn, gdzie płaci się w złotówkach a nie dolarach, no i oczywiście realia są zdecydowanie bliższe niż amerykańska rzeczywistość, opisywana w wielu książkach.
Historia opowiada o 28-letniej graficzce o imieniu Magda, waży ona ok. 130 kilogramów, kocha jeść, uwielbia smak wszystkich pochłanianych przez siebie potraw, przekąsek i fast-foodów. Nadal mieszka z matką, chociaż dobrze powodzi jej się w pracy. Obok niej zawsze są dwie osoby: jej rodzicielka i babcia. Kompletne przeciwieństwa. Matka- lubiąca się gimnastykować, na okrągło oglądająca wiadomości, fakty, wydarzenia i inne, złośliwa, wredna i nie da się ukryć- niezbyt błyskotliwa kobieta. Zawsze w ciążę w wieku siedemnastu lat z przypadkowo spotkanym żołnierzem, bo chciała „zaszaleć”. Nie przepada za własną córką, nigdy nie przytula, nie chwali, nawet nie mówi po imieniu, nazywa ją:” fałdką”, „grubasem”, „hipototamem” oraz wieloma innymi wielce przykrymi wyrażeniami, do których Magda stara się przyzwyczaić. Z drugiej strony przy jej boku trwa kochająca babcia, czasem niestety dla jej wagi, za bardzo kochająca. W Magdzie uwielbia wszystko. Kocha ją bezgranicznie i bezwarunkowo, zawsze upominała matkę głównej bohaterki, że jej córka po prostu wyglada zdrowo i jest szczęśliwa. Wieczna pocieszycielka, ale także źródło wielu kalorii już od dzieciństwa.

Młoda Jabłczyńska odnosi spore sukcesy w pracy, ma tam również przyjaciółkę, która broni jej jak lew. Jej spokojne, wysłane niegrzecznościami ze strony innych życie, zmienia się w momencie kiedy na swojej drodze spotyka sporo od siebie młodszego, wspaniale wysportowanego mężczyznę, który pyta ją o godzinę. Epizod, który przez kilka dni nie opuszcza jej pamięci, staje się czymś więcej kiedy po raz drugi spotyka umięśnionego przystojniaka. Od tego czasu miewa liczne fantazje, ale z drugiej strony wie, że ktoś tak piękny nie mógłby chcieć nawet dotknąć takiego monstrum jakim jest ona sama. Jednak to drugie przypadkowe spotkanie jest dla chłopaka ciut mało sprzyjające, ponieważ w wypadku autobusowym (niegroźnym) wpada na niego 130 kilogramów żywej wagi należących do naszej kochanej Madzi. Piękniś ląduje w szpitalu, ale to wcale nie kończy się unikaniem Jabłczyńskiej z jego strony, wprost przeciwnie…
Nie będę tu jednak za dużo spoilerować, powiem tylko, że sama końcówka mnie bardzo zaskoczyła :D
Jednak mimo pierwszego wrażenia, że będzie to zwykła historia o odchudzaniu dość „puszystej” kobiety, bardzo się pozytywnie rozczarowałam :D Powieść w lekkim stylu opowiada jak ciężko jest osobom otyłym, jak bardzo ich to ogranicza i tak naprawdę jak ciężko jest coś z tym zrobić, jak ciężko zabrać się do długoterminowej pracy. Warty uwagi jest też fakt, że gdy Magda schudła i to już ponad 20 kilogramów ludzie, którzy jej nie znali nadal się naśmiewali z jej ponadprogramowej masy ciała. To jest szczególnie demotywujące dla większości ludzi. Jednak tak, jak powiedziałam, to nie jest taka zupełnie zwyczajna książka, fakt, jakoś górnolotnie pisana nie jest, ale kto z nas codziennie czyta Shakespeare’a i nie ma czasem ochoty na coś lekkiego? To zdecydowanie taka książka i polecam, na wieczór lub dwa, na pewno nie zawiedzie, a też zmusza do wyciągnięcia paru sensownych wniosków. Przy tym także jest nieco zabawna, co w książkach jest dla mnie szczególnie ważne, żeby się nie zanudzić.

To chyba tyle, aktualnie czytam parę innych książek i co najważniejsze wam pragnę powiedzieć, wzięłam się za trylogię Greya, choć broniłam się przed nią rękami i nogami, gryzłam i kopałam, ale specjalnie dla tych, którzy mają podobny gust książkowy co ja, będą mogli w końcu pomóc sobie w decyzji: czytać, czy nie czytać- bo własnie oto jest pytanie.

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail