„Igrzyska śmierci” – Suzanne Collins

30 czerwca

Liczba stron: 351
Cena okładkowa: 29,90

„Igrzyska śmierci”- nie będę opisywać fabuły, ponieważ jest ogólnodostępna i nie ma to najmniejszego sensu.
Właśnie 10 minut temu skończyłam czytać pierwszą część sławnej trylogii Pani Collins. Tak naprawdę rozpoznawalność i bardzo dobre opinie były głównym bodźcem, który popchnął mnie ku tej historii. Większość z nas, jeżeli nie słyszała o ksiażce, na pewno spotkała się z filmem, którego na szczęście jeszcze nie oglądałam. Broniłam się rękami i nogami, kopałam i gryzłam każdego, kto próbował mnie do tego zmusić. Postawiłam sobie cel już z pół roku temu, by najpierw zaznajomić się z powieścią, nie z ekranizacją i o boże, kocham siebie za upór. Uwielbiam tę książkę. Kocham, ubóstwiam, czczę. Jest to coś, czego zdecydowanie brakowało w moim życiu. Cała sytuacja rozgrywa się w Państwie Panem (dzisiejsza Ameryka Północna) w bliżej nieokreślonej przyszłości. Nie powiem, bałam się trochę przed kupnem, ponieważ future fantasy zawsze mnie z lekka dezorientują. Przewija się tyle nazw, bohaterów, opisów świata, rzeczy, ludzi, fauny i flory, że czasem łapałam się za głowę i musiałam czytać coś drugi raz, żeby się we wszystkim połapać. Dlatego też nieczęsto kupuję tego typu literaturę, ponieważ zwykle po drodze się zwyczajnie nudzę i nie chcę mi się myśleć przy każdym bohaterze pół godziny nad tym, kim on był i gdzie o nim czytała, i właściwie co on tam robił. Przy tej pozycji stwierdziłam, że zaryzykuję i się zdecydowanie opłacało, chociaż opis książki z lekka mnie przeraził, te nazwy…trybuci, Dystrykty, dość dziwne imiona.

Powieść została jednak skontruowana w taki sposób, że czytelnik po prostu wnika do przedstawionego w niej świata, staje się jego częścią. Walka o żywność każdego z bohaterów staje się również naszą bitwą, Kapitolu nienawidzimy tak, jak mieszkańcy większości Dystryktów, a na wspomnienie Głodowych Igrzysk każda komórka naszego organizmu drży z przerażenia. W powieści przewija się także motyw miłości. Jednak nie prawdziwej, o nie, miłości na pokaz, dla mediów, by zyskać przychylność ludzi bogatych, którzy mogą pomóc w trakcie turnieju. Katniss, główna bohaterka ma nadzieję, że nigdy nie zostanie wybrana, bo ma świadomość, że nie wróciłaby stamtąd żywa, jednak gdy zostaje wylosowana jej siostra (która szansę miała na to takie, jak wygranie 10 razy pod rząd szóstkę w lotka), bez wahania zgłasza się na jej miejsce. Jest świetną łuczniczką, dzięki czemu nie jest do końca pewne, że zostanie zabita od razu, jednak wie, że trybuci (uczestnicy Igrzysk) z bogatszych Dystryktów przeważnie wygrywają, ponieważ całe życie są do tego szkoleni, przygotowywani, a wylosowanie ich jest najwyższą chwałą.

W książce ukazane jest też to, jak media kłamią. Jest to naprawdę wspaniała historia, dzięki niej widzimy do czego zdolni są dziennikarze i władze w drodze po sławę. Bezduszni organizatorzy nie widzą w Igrzyskach nic, oprócz szampańskiej zabawy i wizji zarobienia ogromnej kasy. Nie zauważają jednak, że co roku zabijają prawie dwa tuziny młodych ludzi i dzieci (od 12. do 18. roku życia). Katniss nie daje się zabić, często dzięki innym, np. Rue, 12-letniej dziewczynce, niezwykle żywotnej, kochającej, inteligentnej i sprytnej, z którą zawiera sojusz. Muszę powiedzieć, że postać ta była wielce sympatyczna, chociaż w zasadzie to już nie postać, to naprawdę żyjący człowiek, ponieważ kiedy się to czyta nie ma się wrażenia śledzenia wyimaginowanej historii, tylko bardzo krwawej, bezdusznej, nieuczciwej rzeczywistości. Na okładce książki widzimy stwierdzenie: „To nie jest książka dla dzieci.”- zdecydowanie. Nie chodzi tu o to, że one nie powinny tego czytać, wprost przeciwnie; mimo że mierzymy się z przypadkami 16-letniej dziewczyny, tak naprawdę mamy do czynienia z losami niezwykle dojrzałej, zaradnej a jednocześnie bezradnej młodej kobiety. Absolutnie wiek głównej bohaterki nie ma tu żadnego znaczenia, może jedynie potęgować biedę i okropny los mieszkańców Dwunastego Dystryktu (i nie tylko tego) i podkreślać fakt, że tak młodzi ludzie, często dzieci muszą zajmować się zdobywaniem żywności, co ówczesnych czasach nie jest takie proste, tam nie chodzi się do pracy i nie dostaje nawet najniższej krajowej, nie ma zasiłków, żadnej pomocy, a ludzie umierają z głodu na ulicach.

Jest to po prostu bajeczna książka, świetna historia opisana w taki sposób, że mogę tylko zazdrościć wyobraźni autorce i tego, że była w stanie wymyślić i spisać coś takiego, a także mogę być szczęśliwa z faktu, że mogę mieć przyjemność przeczytania jej dzieła. Od razu zabieram się za drugą część, myślę, że będzie tak samo świetna, chociaż absolutnie nie mam pojęcia o czym będzie, ponieważ na początku sądziłam, że całe Igrzyska, śmierć 22-23 innych trybutów zapewne zostanie rozbita na trzy części, jednak akcja była tak szybka i tyle rzeczy się zmieniało, że wszystko skończyło się w tej jednej. Dlatego nie mogę doczekać się kolejnej, mimo że mam ją już pod ręką. Chciałam jednak najpierw moje spostrzeżenia opisać na tym blogu, żeby nie poknocić potem niczego. Czego jescze mogę pogratulować? Zwrótów akcji? Pod koniec było ich po prostu tyle i tak spektakulatnych, że siedziałam skołowana raz z łzami w oczach, raz z otwartymi w szoku ustami. Jednak nad wszystkim się panuje, cały czas rozumie się wszystkie fakty, niczego nie trzeba powtarzać, generalnie: mistrzostwo.

Polecam w 100%

Moja ocena (mało kiedy się zdarza, że daję aż tyle): 10/10

Zajrzyj również tu

2 komentarzy

  1. Nieważne co był zrecenzowana, to przeczytałabym chyba wszystko! Tak zakochana jestem w twoich recenzjach! <3
    "Igrzyska Śmierci" już za mną. I choć mi się podobały, nie są moimi ulubionymi książkami :')
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najlepszy komplement xD Jednak pamiętaj: nie zawsze książki polecam xD Chociaż rzadko tak się zdarza, to jednak :D
      Ja je kocham po prostu, chociaż wielka szkoda, że kolejne części nie trzymały tak świetnego poziomu jak pierwszy tom

      Usuń