„Szalone życie wampira” Nancy Haddock

30 czerwca

Liczba stron: 326
Wydawnictwo: Amber

Książka kupiona na promocji, typowa lektura rozrywkowa „dla odmóżdżenia”. No i rzeczywiście, niczym więcej nie jest, aczkolwiek można przeczytać :).

Może od początku: tytuł- okropny, jeżeli ktoś określa egzystencję „szalonym życiem” to nie rokuje ani dobrze, ani ambitnie. Jednak przez to zwróciłam uwagę na tytuł oryginału (hiszpański), co z rzadka czynię, znalazłam „La vida vampire”, co oznacza „Życie wampira”, co jest o 1000% lepszym rozwiązaniem, nie zawiewającym kiczem, lecz zwyczajnością. Okładka- hmm, szału nie ma, w zasadzie jest przeciętna jak musztarda, a wręcz nawet mi się nie podoba. Babka w sukience i …tyle, Ma się ona w zasadzie tak, jak szaleństwo w tytule.

Historia opowiada o Francesce, wampirzycy na 200 lat zamkniętej w skrzyni pod ziemią, którą w końcu znajduje Maggie, zwykła śmiertelniczka zajmująca się renowacją i sprzedażą domów. Cesca dostaje pracę jako przewodnik wycieczek na trasie mocno owładniętej przez duchy. Mamy tu syntetyczną krew, telepatię i wszechobecny Wal-Mart (bardzo popularny market) i tu się pojawia problem. Wśród fanów Charlaine Harris już na pewno pojawiają się pomruki niezadowolenia . Rzeczywiście niemożliwie „przypadkowe” odniesienie do cyklu o Sookie Stackhouse, nie jest jedynie pozorne, na szczęście pojawia się może na pierwszych 70-80 stronach, jednak rzeczywiście, oburzyło mnie to, nawet bardzo. Widzę dość mocną tendencję wśród coraz to nowszych powieściach o wampirach, a mianowicie- braku pomysłów. Dużo kopii i odniesień, mało kreatywności. Przez to uważam, że tę książkę nie można uważać za coś przełomowego, zdecydowanie (za przełomowe w tym gatunku uważam wspomnianą wcześniej serię Pani Harris, a także „Pamiętniki wampirów”, wydane w bodajże 1992 roku).
Cesca nie jest zwykłym wampirem. Próbuje bowiem żyć jak człowiek, nie tyka ludzi, pije tylko butelkowaną krew ( nigdy, gdy jest w zasięgu wzroku śmiertelników), śpi mniej więcej 6-7 godzin w ciągu dnia, uwielbia podgryzać lód a także słodkie ciasteczka, ale jej ulubionym zajęciem jest śmiganie po całodobowych marketach. Nie korzysta ze swoich przyrodzonych zdolności, bo zwyczajnie nie umie. Tym bardziej jest przerażona faktem, gdy podczas surfowania wraz z Neilem (facetem Maggie) odnajduje ciało kobiety, która kilka dni wcześniej była na jej wycieczce. Została zastrzelona, ale na udzie miała ślady kłów…i to nie ludzkich… W tym momencie wiadomo, pojawia się super przystojny, kipiący seksem blondasek- ekspert od zjawisk paranormalnych (pracuje w FBI, CIA, czy coś podobnego trzyliterowego), niegdysiejszy zabójca wampirów. Feromony, pasja, pożądanie i tak dalej :D

Co do samej fabuły i stylu pisania Pani Haddock – pierwsze jakieś 100 stron, było dla mnie istną męczarnią, po prostu zero pomysłu, praktycznie nic się nie dzieje, nuda, rutyna i ciągnie się jak flaki z olejem. Później…No cóż, miałam wrażenie, że czytam zupełnie inną książkę, wszystko osadzone w fabule, ale może autorka miała jakieś olśnienie albo coś? Nie wiem, w każdym razie dalej wszystko się rozkręca, intrygi, kryminalne powieści (które bohaterka namiętnie czyta), zabójstwa, pobicia, a no i oczywiście wątek erotyczny, tradycyjnie (ale przecież to lubimy ;)). W pierwszej części ani razu się nie uśmiechnęłam nawet, za to później, niektóre niesamowicie zabawne wypowiedzi doprowadzały mnie do chichrawki, a kilka sytuacji do wygiętego do 90 stopni banana na twarzy (mój chłopak, widząc mnie w trakcie czytania lekko się zastanawiać co mi się tam dzieje xD).

Generalnie mam dosyć mieszane uczucia względem tej książeczki, myślę,że ogólna ocena to:
6,5/10

Pozdrawiam! :D

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail