„Znowu recenzja książki, która była popularna 5 lat temu?”- moja opinia na ten temat.

30 czerwca

Do tego posta zbierałam się już jakiś czas, lecz ciągle się wahałam czy aby na pewno powinnam go stworzyć. Czara goryczy jednak się przelała i mam do powiedzenia kilka słów hejterom goniącym za nowościami.

Jakiś czas temu przeczytałam pierwszy tom naprawdę popularnej trylogii, czyli „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Muszę przyznać, że okazyjnie kupiłam cały pakiet już dobrze ponad rok temu, ale sobie elegancko stał na półce i czekał na swoją kolej. W końcu jednak złapałam za pierwszy tom, który nawiasem mówiąc bardzo mi się podobał, później napisałam o nim kilka słów na blogu. Niedługo później spotkałam się z opinią jakoby recenzja książki, która popularna była kilka lat temu jest bez sensu, że co?

Długo o tym myślałam, co autorka miałam na myśli i wiecie co? Nic nie wymyśliłam, po prostu taki tok myślenia trochę wykracza poza moją wyobraźnię.

Po pierwsze: dlaczego bez sensu? Moim zdaniem jest chyba jeszcze bardziej na miejscu, niż czytanie bestsellera kiedy jest na niego tzw. „szał”, który może lekko zaburzać nasze spojrzenie na daną pozycję. Przecież skoro 90% ludzi, którzy daną książkę przeczytali, są nią zachwyceni, a nam się nie podoba, to czy aby jest wszystko z nami w porządku? TAK. Każdy ma swój gust i jeżeli podoba nam się to, co wszystkim, wtedy możemy dopiero podejrzewać, że coś nie gra. Kiedy dana powieść nadal sieje zamęt w umysłach czytelników, nawet po kilku latach, wtedy naprawdę można przypuszczać, że autor stworzył dzieło trochę bardziej uniwersalne, niż większość, która zwykle po roku ulega zwykłemu „przeterminowaniu”.
Po dwa: kto powiedział, że trzeba czytać tylko nowości? To już w ogóle jest dla mnie szczyt imbecylizmu. Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie ludzkość czyta wyłącznie świeżo wydane powieści i to najlepiej jeszcze przedpremierowo. Oczywiście dzięki blogerom, którzy recenzują tzw. świeżynki,  jesteśmy w stanie zaplanować sobie czytelnicze zakupy i wiemy (mniej więcej), co pojawiło się na rynku i na co warto zwrócić uwagę, a co bezsprzecznie omijać szerokim łukiem. Co z klasyką? Dla mnie jest to zwłaszcza Fiodor Dostojewski i moja ukochana „Zbrodnia i kara” lub pozycja, którą nabyłam nie tak dawno, czyli „Portret Doriana Graya”  książka, która powstała w 1891 roku, a na którą od długiego czasu polowałam. Na marginesie dodam, że wciąż wydawana jest na nowo, ja posiadam w twardej oprawie, piękna jest po prostu.

Nie mówię, że sama nie nabywam nowości. Robię to jednak nie dlatego, że gonię za hmmm…można to nawet nazwać modą czytelniczą, tylko dlatego, że pozycja zwyczajnie mi się spodobała. Na mojej półce leży kilka takich „świeżynek”, które nabyłam niedługo po premierze, a które nadal nie doczekały się przeczytania. Po prostu nie przyszedł jeszcze na nie czas.

Czytam, na co mam ochotę. Właśnie to najwspanialsze jest w posiadaniu własnej biblioteczki. Podchodzę i zabieram to, co chcę i nie muszę mieć nawet żadnego powodu. Może to być jakieś czytadełko o wampirach, poważna opowieść o śmierci, komedia, która rozbawi mnie do łez, czy thriller, który wywoła we mnie takie napięcie, że nie będę mogła zasnąć.

Od zawsze wybierałam książki, które wpadły mi w oko, głównie ze względu na opis fabuły, nie ukrywam, że lubię także sprawdzać opinie o danej pozycji na portalu lubimy czytać. Kilka razy również się zdarzyło, że kupiłam daną powieść ze względu na ten cały szum, który wokół niej zrobiono po to, by zobaczyć dlaczego świat tak oszalał na jej punkcie.

Domyślam się, ze cały ten boom na punkcie nowo wydawanych książek wśród blogerów powoduje współpraca z wydawnictwami. Wiadomo, książki za darmo i tak dalej. Ja również właśnie zaczynam współpracę (huraaaaaa, nareszcie, bardzo się cieszę), jednak uważnie wybieram książki, które chciałabym przeczytać i nie biorę wszystkiego co popadnie, i prędzej rzucę się z dachu niż przestanę czytać powieści, które były wydane dawniej niż dwa miesiące wcześniej.

Oczywiście nikogo nie krytykuję i jeżeli ktoś czyta i recenzuje wyłącznie nowo wydane pozycje, super. Jednak nie cierpię hejterów, którzy myślą, że wszystko robią najlepiej i sądzą, że reszta powinna się dostosować do jego upodobań i opinii.

Zajrzyj również tu

3 komentarzy

  1. Boże!! Sto procent prawdy!! W końcu ktoś podziela moje zdanie :D Nie wiem, dlaczego musiałam tak długo szukać :D Bardzo przyjemny wpis, który daje dużo do myślenia ;)
    Masz naprawdę świetny styl pisarski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :D Ah...byłam strasznie poirytowała, więc musiałam wylać swoje gorzkie żale :D
      Baaardzo dziękuję, miód na...oczy? Bo czytam Twoje słowa, to chyba na oczy :D <3

      Usuń
  2. Ja czuję taki nacisk... gdy wstawię post z książką, której nikt nie zna, bo leży na półce już od dawna zapomniana, to od razu jest - e, wolę nowości... no spoko, czytajmy nowości, przecież po to te książki wychodzą, by je czytać. Ale nie tylko nowościami żyje człowiek, bloger, czytelnik.

    OdpowiedzUsuń