„Życie, które znaliśmy” – S.B. Pfeffer

30 czerwca

Książka, kupiona kiedyś tam, gdzieś tam, nie wiadomo po co :D Kupiłam ją w zasadzie po to, żeby poczytać trochę hmmm science-fiction? Generalnie po to, by wziąć się za inny gatunek niż kryminał, horror, czy thriller. Można ją aktualnie dostać za parę groszy.

Historia opisana w formie pamiętników 16-letniej Mirandy. Dziewczyny, która prowadzi zwykłe życie u boku matki i dwóch braci. Jej ojciec żyje z inną kobietą, w drodze jest dziecko. Jednak wszyscy żyją w spokoju. Do czasu. Do czasu kiedy w telewizji zaczyna hulać wiadomość, że w stronę księżyca leci wielka asteroida, a uderzenie będzie bardzo wyraźnie widać z Ziemi. Wszystko zaczyna kręcić się wokół tego niezwykłego wydarzenia. Im bliżej tego, tym bardziej wszyscy są podekscytowani, uczniowie piszą wypracowania na temat księżyca, jego wpływu itp. Kiedy zbliża się w końcu czas, kiedy asteroida ma uderzyć, wszyscy doznają szoku. Nie było to lekkie uderzenie. Spowodowało, że księżyc przesunął się w kierunku Ziemi i to znacznie. Od tego dnia nic nie jest takie samo. Przede wszystkim na początku lądy zaczynają zalewać ogromne fale tsunami, jako, że księżyc ma znaczący wpływ na pływy morskie. Ludzie panikują, wyjeżdżają, gdzie się da, wielu ginie. W wielu miejscach odczuwa się trzęsienia ziemi, jest coraz gorzej i nic nie zapowiada poprawy. Sklepy zostają całkowicie wykupione, za bodajże 50$ można wywieźć ze sklepu cały wózek czegokolwiek. Matka Mirandy zabiera rodzinę do hipermarketu i zaopatrują się we wszystko, czego potrzebują. Zajeżdżają również po świeczki, sadzonki roślin itp. Wszystkim wydaje się, że prowiantu wystarczy im do końca życia, ale to tylko pozory. Racjonują pożywienie i ograniczają do minimum, ponieważ sytuacja na całym świecie wcale się nie poprawia. Co gorsze, zaczynają się wybuchy wulkanów, nawet tych, od kilkuset lat nieczynnych. Niebo zasnuwają pyły i odpady z wulkanów. Od tego dnia słońce nie dociera już na Ziemię. Ludzie zaczynają chorować, umierać z głodu, ponieważ już nic nie rośnie, a najgorsze dopiero się zbliża…Zima…

No więc generalnie książka dość miła do poczytania, chociaż nienadzwyczajnie lotna. Największym plusem tej opowieści jest no sam pomysł, a także możliwość śledzenia poświęcenia członków rodziny dla innych, zwłaszcza dla najmłodszego. Nawet samolubna Miranda później je co drugi dzień jeden drobny posiłek, by jej brat przetrwał, chudną niewiarygodnie. Jednak jej bliskich ratuje fakt, iż mają piec opalany drewnem, dlatego zimą nie zamarzli. Jest to powieść dość barwna pod względem emocjonalnym, pokazuje, że w zasadzie każdego z nas może spotkać taka czy inna katastrofa, a także to, jak bardzo ludzie się wtedy zmieniają. Jedni stają się bardziej egoistyczni, ale drudzy wręcz odwrotnie . Widać również wtedy, jak bardzo przyzwyczajamy się także do rzeczy, których nawet nie lubimy.

Zdarza mi się czytać książkę drugi raz, jednak ta raczej by do nich nie należała. Chociaż powieść dość ciekawa, to jednak chyba nie w moim stylu, jednak dość interesująca fabuła jest zdecydowanie czynnikiem na plus. Styl pisania raczej prosty, ale dość trafny. Myślę, że z jedną jakąś tam refleksje nawet może wzbudzić ta książka.

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail