Oprawa twarda, miękka, a może wydanie kieszonkowe?

09 grudnia

Pewnie każdy z nas zastanawiał się kiedyś, jakie wydanie książki wybrać. Czy to najbardziej popularne - w miękkiej oprawie, czy może dorzucić trochę grosza i zainwestować w twardą okładkę. Chociaż te zajmują dużo miejsca, więc może pocket albo w ogóle zakupić czytnik i nie bawić się w kupowanie i zbieranie tradycyjnych książek?

Ja preferuję te w twardych oprawach, chociaż gdy widzę fantastyczną powieść, to nic mnie nie obchodzi jak została wydana, ona musi być moja!

źródło

Jednym z ważniejszych czynników, który wpływa na to, czy kupimy daną książkę, czy nie, jest jej cena. Pozycje wydane w miękkiej oprawie najczęściej posiadają cenę okładkową do 40 zł (chyba że są bardzo "grube", bądź  zdobione itp.), natomiast w twardej - w granicach 40-50 (oczywiście nie wszystkie), w porównaniu z nimi wydania kieszonkowe są wielką okazją, bo zapłacimy za nie mniej więcej 15 zł lub mniej, gdy trafi się nam promocja.

Często zdarza mi się natrafiać na książki, które pod względem wydania bardzo się od siebie różnią, zaś pod względem ceny... w ogóle.

To jeden z takich przykładów. Osobliwy dom Pani Peregrine wydano w twardej oprawie, ma piękne zdobienia i klimatyczne fotografie w środku, dobrej jakości papier, natomiast Jak poślubić wampira milionera zawiera sam tekst, żadnych ilustracji, papier jest średniej jakości, no i okładka niestety się zagina i rozwarstwia na rogach. Obie mają prawie identyczne ceny okładkowe.


Jednak jak z komfortem czytania? Pokażę wam, jak to wygląda u mnie.
Książki kładłam sobie na kolanach, bo właśnie w takiej pozycji czytam najczęściej :)

Jeżeli chodzi o książki w miękkich oprawach, na pewno zauważyliście, że niektóre po rozłożeniu, same się trzymają i nadal są otwarte, natomiast inne ciągle się zamykają. Zazwyczaj swoją pozycję zachowują te grubsze czy o szerszych stronach, jednak głównie zależy to od sposobu klejenia.

Tutaj mam właśnie taką, która bez przytrzymania - zamyka się. Ogólnie jest całkiem w porządku, jednak jest to spore utrudnienie dla osób, które lubią czytać w łóżku, podczas jedzenia czy czegokolwiek, co wymaga użycia rąk :) Wybrałam książkę, w której rozmiar czcionki jest "standardowy", o ile tak to mogę ująć.
Największą wadą pozycji wydanych w miękkiej oprawie jest to, że się po prostu zaginają. Najgorzej, gdy książka nie ma nawet skrzydełek.


Tutaj widzicie książkę, która po rozłożeniu, sama się trzyma. To mała rzecz, która bardzo zwiększa komfort czytania. Oczywiście nie radzę tak zostawiać bardzo grubych książek, bo może to skutkować złamaniem grzbietu, co dziś zrobiłam w przypadku Stukostrachów - ryczałam przez 10 minut.


Tutaj widzicie moje jedyne wydanie kieszonkowe, jakie posiadam. Żeby nie złamać grzbietu, nie mogłam jej otwierać bardziej, niż na zdjęciu. Jest to ponad 800-stronicowy klocek, więc podejrzewam, że książki mniejsze objętościowo można na spokojnie uchylać bardziej :). Jednak pamiętam, iż czytało się to tragicznie. Mam wadę wzroku (niedużą w sumie), ale nie mogłam za dużo siedzieć przy tej powieści, bo po godzinie, czy dwóch, oczy mi po prostu wypływały. Wszystko przez mikroskopijną czcionkę.


Tutaj porównanie czcionki z wersji kieszonkowej i wersji w miękkiej oprawie.
Właśnie przy okazji tego zdjęcia złamałam grzbiet Stukostrachom. Brawo ja.
Tego wydania zwyczajnie nie można otworzyć, jeżeli zależy nam na dobrym stanie książki. Kompletnie odradzam. Jeżeli pockety to tylko do 400-500 stron, chyba że nie zależy nam na idealnej kondycji naszego nabytku.


No i tu pokażę wam powód mojej miłości do książek w twardych oprawach. Można je nie tylko kłaść na płaskich powierzchniach i trzymają się bez problemu, ale też wręcz można je wyginać w drugą stronę i nic się nie dzieje. Oczywiście nie wszystkie powieści z tego typu okładką można umieszczać w podobnej pozycji. Niektóre nie otwierają się tak chętnie ;).


Uwielbiam, gdy książki mają ten mały paseczek, dzięki któremu nie muszę trzymać w nich zakładki. Kiedy czytam, zawsze gdzieś ją zagubię, a to rozwiązuje mój problem :D. Mała rzecz, a cieszy.

Jeżeli chodzi o książki w twardych oprawach, należy wyróżnić te, które posiadają obwolutę. No i mamy trzy trzy przypadki: kiedy okładka i obwoluta niczym się od siebie nie różnią; gdy różnią się od siebie, ale mają wspólny motyw; no i trzecia sytuacja, kiedy obwoluta z okładką nie ma nic wspólnego. Kolejno wyglądają tak:


Odkopałam tę książkę w mojej biblioteczce i stwierdziłam, że jak najszybciej muszę się za nią wziąć! To jedyny multimedialny thriller, który dotychczas spotkałam. Polega to na tym, że w pewnych momentach, musimy przejść do wskazanego w książce linku, zalogować się (podany jest login), a tam czeka na nas jakieś wideo czy nagranie, na które natykają się śledczy w tej historii. Dzięki temu możemy odtworzyć sobie to, co słyszą, czy widzą bohaterowie.


Osobiście najmniej podoba mi się ta opcja. Do czytania i tak przeważnie zrzuca się obwolutę, żeby się nie pogięła i wówczas jedyne, co nam zostaje, to jednolita okładka. Wybaczcie za jakość tego zdjęcia na dole, ta książka strasznie zlewała mi się z kanapą ;/.
Najbardziej lubię, gdy obwoluta i okładka są identyczne, bo i tak zrzucam wierzchnią powłokę książki i jest mi ona zupełnie niepotrzebna, więc chcę mieć ładną książkę :).


Ostatnio trafiły do mnie książki, które są idealnym kompromisem między oprawą twardą, a miękką. Okładka jest dość sztywna, ale nie gruba. Największym plusem tego wydania jest to, że nie stosuje się tutaj kleju. Są szyte <3. Dlatego grzbiet nam się nie złamie, nawet przy otwieraniu powieści "na full".
Genialna sprawa, mogłabym zrezygnować nawet z moich ukochanych twardych, na rzecz tych cudeniek.


Uwielbiam "mieć" książki. Miziać je, przekładać, układać, oglądać, wszystko :D Macie tak samo? Jeżeli tak, to pewnie macie także problem z miejscem. Ja zaczęłam składować swoje zbiory już nie tylko u siebie w domu. Niedługo będę zmuszona wynieść łóżko z pokoju.

Kiedy liczy się miejsce, najlepszym rozwiązaniem są wydania kieszonkowe. Zabierają o wiele mniej miejsca, niż "pełnometrażówki".


Są zatem tańsze, zajmują mniej miejsca, wszędzie można je ze sobą zabrać, jednak nie czyta się ich zbyt komfortowo.

W swojej biblioteczce znalazłam bardzo dziwny twór. Nie mogłam tego uchwycić na zdjęciu, bo bardzo różniły się objętością, ale te dwie książki mają identyczne wymiary. Jednak powieść Arno Strobela nie jest wydaniem kieszonkowym. Czcionka dorównuje wielkości tej, którą znajdziemy w przeciętnej książce z miękka okładką. W dodatku cena okładkowa wynosi 32 zł. Jeszcze jej nie czytałam, ale na pewno będzie bardzo wygodna, ponieważ można ją bez problemu otworzyć dość mocno, a i wielkość liter jest satysfakcjonująca. 


Jeżeli chodzi o transport. To moja zmora. Im dłużej czytam daną książkę, tym gorzej ona potem wygląda. Wszystko przez jej przewożenie. Wpakuje człowiek do torebki, czy plecaka, a ona biedna przewala się tam ciągle, brudzi i zagina. Dramat. Dlatego każdy książkoholik powinien mieć etui. Przyznam jednak, że to dość drogi interes, bo takowy gadżet kosztuje około 50 zł. To w końcu dwie książki, prawda?

W takich przypadkach najwięcej przetrzymają powieści w twardych oprawach, jedyne co może im się stać, to zabrudzenie. Niestraszne są im żadne zagięcia. Okładka miękka absolutnie odpada, po jednej przewózce będzie wyglądała jak po wybuchu bomby.

Z drugiej strony zabierają pioruńsko dużo miejsca, ponieważ nie są tak gibkie, jak te z miękkimi okładkami. 

Jak już wcześniej wspomniałam, pockety zajmują zdecydowanie mniej miejsca, a co z pozostałymi formami? Zawsze myślałam, że książki w twardej oprawie są bardziej obszerne. Wybrałam więc po trzy książki, które łącznie mają mniej więcej tyle samo stron. No i wygląda to tak:


Zajmują praktycznie tyle samo miejsca!
Jednak kiedy ułożyłam je pionowo okazało się, że te w twardych są zdecydowanie wyższe. Nie wiem czy jest tak w przypadku każdej książki, ale w mojej biblioteczce powieści w miękkich oprawach są dużo niższe.


Najczęściej jednak, jako czytelnicy, nie mamy wyboru. Przeważnie książki wydaje się tylko w jednej formie i już. Jednak czasem zdarza się, że dana powieść ukazuje się w oprawie twardej, miękkiej, a nawet jako pocket. Wtedy musimy po prostu przemyśleć na co stawiamy podczas czytania i czego szukamy.

A wy? Jakie wydanie książek lubicie najbardziej? :)

Zajrzyj również tu

96 komentarzy

  1. Bardzo podobają mi się książki w twardych oprawach, ale kupuję je dość rzadko, ponieważ często gdy wychodzę z domu zbieram ze sobą książkę, więc te w miękkich okładkach są po prostu lżejsze ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są zdecydowanie lżejsze :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Mi się mega podobają książki w grubych oprawach, ale mało jest takich książek wydawanych, a jak już są to tylko nieliczne mnie interesują. Na swojej półce mam 6 książek w grubej oprawie, a wolałabym więcej. No i ta różnica między cenami, wiadomo lepiej kupić taniej, ale jak niektóre wydania są takie piękne, to warto kupić. Osobiście nie znoszę wydań kieszonkowych, źle się je czyta i mają najokropniejszą czcionkę ever, nie mogę z taką czytać...
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie Cię rozumiem, też ich nienawidzę ;)
      Ja u siebie mam ich zdecydowanie więcej i jak tak pomyślę, to wolałabym mieć ich połowę mniej, ale wszystkie w twardej oprawie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. No, nareszcie ktoś mnie rozumie :D
    Kocham książki w twardych oprawach, są cudowne :D
    Twarda oprawa może jest cięższa, ale ładniejsza :)
    W obwolutach, mam tylko Małego Księcia, ślicznie jest! :D
    Za to uważam, że do niektórych książek nie pasuje twarda oprawa :D
    Pozdrawiam cieplutko! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, ja chyba do tej pory nie spotkałam się z taką książką, do której nie pasowałaby twarda oprawa :)

      Usuń
  4. Mi nie zależy na idealnym wyglądzie książek, więc otwieram je tak szeroko, jak tylko zechcę. Zwykle kupuję wydania kieszonkowe - bo są tanie i często w promocjach, albo w twardej oprawie - kiedy zbieram kolekcję. Czasem kupuję też coś w antykwariacie, wtedy okładka nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i zazdroszczę... Ile prostsze byłoby moje życie, gdybym nie przejmowała się stanem książki :)

      Usuń
  5. Oczywiście, ze twarde ! Sa takie piękne i w ogóle tylko kompletnie nieporęczne jeśli chodzi o noszenie ich :) Poproś Mikołaja to może przyniesie ci piękne etui - mi też marzy się takie etui w którym mogłabym zabierać bezpiecznie książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh <3 Bardzo bym chciała, ale Mikołaje się skończyły i każdy już ma zlecony prezent dla mnie ;<

      Usuń
  6. Oprawy albo twarde, albo takie, hm, półsztywne ze skrzydełkami <3 Takie uwielbiam, choć dziwnym zrządzeniem losu posiadam najwięcej książek w miękkiej okładce :D
    Pockety - mówię im zdecydowane nie. Po prostu nie lubię. Ani to ładne, ani wygodne.

    Pozdrawiam! :)
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam najwięcej książek w miękkiej oprawie, bo zazwyczaj w takowej się wydaje :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Uwielbiam książki w twardych oprawach, nie dość, że pięknie wyglądają to się nie niszczą.
    Nie przeszkadza mi ich ciężar i rozmiar, wynagradzają to swoją cudownością :P

    Pozdrawiam, Volusequat

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja sama nie mogę się zdecydować jaką oprawę lubię najbardziej ;P Chyba miękkie okładki - twarde czasem niewygodnie mi się czyta. W przeciwieństwie do Ciebie, czytając trzymam książkę trzymając ją w rękach, więc w moim przypadku miękkie sprawdzają się najlepiej. Książki z twardymi okkładkami jednakbpodabają mi się bardziej wizualnie ;)
    Pozdrawiam
    Moment Of Dreams ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę nie twarde głównie dlatego, że przy czytaniu nie muszę używać rąk :)
      Zdecydowanie są śliczne!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Jakie okładki wolę? Nie mam żadnych preferencji, no może oprócz książek takich jak Nigdziebądź czy dwie inne tego autora które posiadam (jedna dopiero będzie moja, gdy dojdzie zamówienie), i których nie widzę w miękkiej oprawie cy formacie. Ale to wyjątek, w większości przypadków nie zwracam w ogóle uwagi na takie elementy. Masz rację, że te w twardej oprawie są dużo trwalsze i bardziej cieszą oko (patrz ostatnie wydanie Księgi Dysku czy serii Trudi Canavan), jednak łatwiej jest w podróż zabrać ze sobą taką w miękkiej oprawie. Albo już edycję kieszonkową.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie wydane są książki Gaimana (w tej nowej wersji)!
      Ja swoich książek nie sprzedaję, więc chcę, zeby służyły mi przez lata :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Nienawidzę wydań kieszonkowych, ugh. Te z twardą są piękne, ale w Polsce jest ich jak na lekarstwo. Ale moje ulubione to te ze skrzydełkami. Takie coś po środku. Bo w sumie wolę kupić wiecej książek w miękkiej niż mniej w twardej. A te twarde nawet nie są jednakowej wysokości żeby ładnie wyglądały na półce więc jakoś tam przeżywam same miękkie. No i lepiej się je nosi i łatwiej mi je ukryć na lekcji xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również!
      Pośrodku są takie półsztywne, szyte :) Te są najlepsze, zdecydowanie.
      HA! O tym nie pomyślałam xD Jesteś moim guru :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Szczerze mówiąc to ja nie zwracam zbyt dużej uwagi na to czy książka ma twardą, czy miękką oprawę - ważne aby treść była dobra! :D
    Chociaż nie lubię wydań kieszonkowych przez tą mikroskopijną czcionkę - bardzo mnie to drażni (dlatego nie kupuję kieszonek) i unikam takich książek, a kiedy widzę nawet w normalnej książce małą czcionkę odrzucam ją i nawet nie zabieram się za czytanie, bo po prostu by mnie to męczyło.
    Pozdrawiam! :)
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo, wiec doskonale Cię rozumiem :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Z miękkich okładek lubię najbardziej te ze skrzydełkami, bo nie zaginają się rogi okładki, a nieraz już się tak zdarzyło, że w jakiś sposób róg okładki się uszkodził. Twarde oprawy są najlepsze, ale czasem szkoda tych kilku złotych więcej, zwłaszcza kiedy kupuje się kilka książek i różnica między oprawami wystarczy na kolejną książkę. :D
    Kieszonkowych wydań nienawidzę, kiedyś skusiłam się na kilka takich i powiedziałam sobie "nigdy więcej". Czcionka tak mała, że to boli i nie da się nie złamać grzbietu. W jednej takiej książce złamałam go w dwóch miejscach... Masakra. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je lubię!
      Ja akurat na książki w twardej oprawie zawsze znajdę kilka złotych więcej :)
      Straszne to jest...

      Usuń
  13. Mam identyczny problem z miękkimi okładkami, a dokładnie taki, że takie książki trudno utrzymać otwarte, cały czas trzeba mieć się na baczności, żeby się nie zamknęły. Książki w twardej okładce u mnie zdecydowanie zwyciężają. Mogę je sobie oprzeć na kolanach i super się czyta :D Jasne, zajmują więcej miejsca, ale jakoś to przeboleję ;)
    Wydania kieszonkowe u mnie odpadają. Przeczytam rozdział, czy dwa i moje oczy wymiękają.
    Co do obwolut, to zazwyczaj wolę żeby ich nie było, bo z reguły mnie tylko denerwują ;P
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajmują niewiele wiecej miejsca :D
      Ja zawsze je zdejmuję, więc nie widzę w nich sensu...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Ja preferuję książki w miękkich okładkach, jednak niestety czasami ich grzbiety cierpią :(
    Myślę, że każde wydanie ma swoje wady i zalety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego nienawidzę, ostatnio serducho mi pękło razem z grzbietem "Stukostrachów"...

      Usuń
  15. U mnie wygrywają książki w twardych oprawach. Niejednokrotnie zdarzyło mi się zniszczyć książkę w miękkiej oprawie właśnie przez wożenie jej ze sobą, więc chyba czas najwyższy kupić sobie etui, o którym wspominałaś.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już chyba czas najwyższy, kurde, trzeba raz poświęcić to 50 zł i te dwie potencjalne książki, które można byłoby za to kupić ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Zdecydowanie najbardziej preferuję książki w twardej oprawie, są bardziej estetyczne i trwalsze, ale jednocześnie niestety droższe. W przypadku książek w miękkiej oprawie, zwracam uwagę na to, czy jest ona ze skrzydełkami, co poniekąd chroni przed zaginaniem. Natomiast mam też kilkadziesiąt książek w formie wydań kieszonkowych, a w przypadku większości z nich cena nie przekraczała 5 zł, stąd mój zakup :) Uważam, że każde wydanie, czy to w twardej czy miękkiej oprawie bądź kieszonkowe ma swoje wady i zalety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ze skrzydełkami są zdecydowanie lepsze od tych zwykłych, w miękkiej oprawie.
      Ja nie kupiłabym pocketu nawet i za 2 zł ;/ Nie cierpię ich czytać...

      Usuń
  17. Często czytam w podobnej pozycji jak na zdjęciu albo kładę na stole, ale oczywiście tylko książkę z twardą oprawą, bo innych się nie da. Na drugim miejscu jest miękka okładka, natomiast kieszonkowych nie czytam, bo irytuje mnie w nich wszystko: od małych literek, po trudności w otwieraniu książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem da się rozłożyć w ten sposób książkę w miękkiej oprawie, gdy mają szerokie strony np. :)
      Mam dokładnie to samo!

      Usuń
  18. Uwielbiam pozycje z twardą okładką. Jakoś inaczej mi się wtedy czyta.
    Przeważnie jednak trafiam na miękka.
    Natomiast nie cierpię kieszonkowych, bo niewygodnie się czyta.
    pozdrawiam i zapraszam
    polecam-goodbook.blogspot.com
    fuzja-recezentow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również :) Pocketów nie cierpię także!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  19. Ja chyba jestem jakimś wyjątkiem bo ja wolę miękkie okładki. W przeciwieństwie do innych mi jest tak łatwiej czytać, bo ja (proszę nie bij!) nie zwracam zbytnio uwagi na to czy mi się złamie grzbiet czy nie... Ale ja to tak bardziej zwracam uwagę na treść niż na oprawę i w sumie mi to jest obojętne w jakiej oprawie jest książka, ale moim faworytem są miękkie okładki ze skrzydełkami :) Ale za to nie lubię kieszonkowców, bo wtedy to już mi się najtrudniej czyta. A tak po za tym to ja najczęściej wypożyczam książki w bibliotece, a one i tak już mają połamane grzbiety i wszystko. Oczywiście szanuję książki, nie myśl sobie, że nie, ale kiedy złamię grzbiet to nie ma jakiejś tragedii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo no proszę :)
      Nie biję - zazdroszczę, moje życie byłoby o wiele prostsze, gdybym nie zwracała uwagi na kondycję mojej ksiązki eh...
      Ja też nie lubię "kieszonkowców" xD :D

      Usuń
  20. Ja nie posiadam żadnej twardej okładki bo zdecydowanie bardziej wolę te miękkie :) A za wersjami kieszonkowymi nie zbyt przepadam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. O wiele bardziej wolę wersję zwykłe, niż kieszonkowe. Nigdy nie podobały mi się takie malutkie wersje książek. A co do okładek - nie mam zdania. Twarde ładniejsze, a miękkie są lżejsze do noszenia np. w torebce, co jest plusem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę wszystko, co większe :) Dobra, dziwnie to zabrzmiało, ale mam na myśli ksiązki ;)

      Usuń
  22. nie lubię wydań kieszonkowych ze względu na małe marginesy (czasem jest problem z otwieraniem książki) i małą czcionkę. od twardych opraw wolę miękkie - książka jest lżejsza. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej jak tekst ma małe marginesy od środka, wtedy jest osadzony tak głęboko, że trzeba ksiązkę otworzyć na full ;/ Co znaczy złamany grzbiet...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  23. Jak dla mnie twarda oprawa zdecydowanie rządzi, dlatego strasznie ubolewam nad tym, że Puzyńskiej Prószyński nie chce wydawać w solidnej oprawie, bo ta miękka okładka jest aż nazbyt delikatna dla siedmiuset stron, a te zgięte grzbiety to taka moja bolączka, któreś znieść nie mogę, ale muszę ;) Miałem możliwość porównania na żywo miękkiego i twardego wydania "Osobliwego domu Pani Peregrine" i powiem Ci, że niby różnica nieznaczna, ale mimo wszystko całkiem zmienia się klimat książki. Takie to dzieło Riggsa staje się Burtonowskie, a w twardej oprawie od początku jest tajemniczo... :)
    Wszystkie lektury jakie mam w domu, oprawione są na twardo, dzięki czemu przetrwały i te wydania sprzed siedemdziesięciu lat... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Zdecydowanie, serię Bondy, która zaczyna się od Pochłaniacza też mogliby wydać w twardej oprawie.
      Jest klimatyczne i za nic nie zamieniłabym jej na to nowe wydanie...
      Też tak chcę za 70 lat! :D

      Usuń
  24. Fajny post. A jakie ja lubię książki? Sama nie wiem, ale więcej w swojej biblioteczce mam tych w miękkich okładkach. Chociaż tak jak wspomniałaś może być problem z czytaniem podczas leżenia w łóżku czy jedzenia bo trzeba jej trzymać inaczej się zamykają. Chociaż i niektóre w twardych też mają taką przypadłość :)
    Wydanie kieszonkowe mam tylko jednej książki, jednak chyba nie przepadam za nimi. Wiadomo są wygodniejsze, może i czasem lżejsze, jednak czcionka jest mniejsza co mi osobiście przeszkadza, dlatego wybieram normalne rozmiary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Ja lubię jeść przy książkach, a miękkie mi to przewaznie uniemożliwiają niestety...
      Ja wolę dopłacić, ale czuć przyjemność z czytania, niż męczyć się przy mikroskopijnej czcionce :)

      Usuń
  25. Ja strasznie nie lubię wydań kieszonkowych, mam jedno i cięęężko mi się to czytało z tego co pamiętam :/ Najlepsze oczywiście w twardej, twardej i jeszcze raz twardej oprawie! Ale oczywiście miękkie okładki też mogą być piękne :) Z zamykaniem chyba nie mam aż takiego problemu - kiedyś strasznie "rozwierałam" te książki wręcz, ale kiedy zobaczyłam, jak przetyrałam grzbiety, to się przeraziłam.. i teraz staram sie to robić z wyczuciem, żeby żadna książka i moje poczucie estetyki nie ucierpiały :P

    Pozdrawiam, Seeker Of The Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prawie umarłam jak zobaczyłam, że połamałam grzbiet, więc rozumiem Cię całkowicie :/
      Pozdrawiam ciepło! :D

      Usuń
  26. Uwielbiam książki w twardych oprawach! Jestem sroką okładkową i zazwyczaj te mają najpiękniejsze szaty, od których nie mogę oderwać oka! *-*
    Co do kieszonkowych wydań - NIE! Niby tańsza cena, wszędzie można je zmieścić, ale niedobrze mi się je czyta! Litery bardzo często się zlewają w jedną całość i tak jak napisałaś - nie można ich nawet do końca otworzyć! :(

    Obserwuję i zapraszam na konkurs!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/12/zimowy-konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Sroki okładkowe łączmy się <3
      Bardzo mi miło i dziękuję za informację, zobaczę czym prędzej cóż to za konkurs! :D

      Usuń
  27. Ja kiedyś wolałam właśnie książki w twardej oprawie, ale teraz wolę raczej te z miękką, choć w sumie sama nie wiem dlaczego. Możliwe, że dlatego, iż zawsze wyginam okładkę razem z kartkami, tak jakbym chciała zawinąć je do tyłu, a z twardymi niestety nie mogę tak zrobić. Choć przyznam, że miękka okładka szybciej się niszczy i nie polecam jej za bardzo do grubych tomisk.
    Pozdrawiam, Recenzje filmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Przeraża mnie takie zaginanie :D
      Zdecydowanie! Katastrofalnie czyta się 900-stronicową cegłę w miękkiej oprawie...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  28. Czy ja tu widzę wiedźmę? Wszędzie poznam te zdobienia xD ja zazwyczaj kupuję książki w miękkiej oprawie, gdyż zbyt wielu funduszy na książki nie mam, a jestem też osobą która nakupywała by sobie wszystko, ale jak przyjdzieco do czego to razem z pieniędzmi zamykam się w twierdzy otoczonej przez fosę pełną krokodyli xD tak więc wolę wydać na książki mniej, ale nie jestem jakimś masochistą by kupować pokety xD
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot. com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie Wiedźma, to Rok szczura, który również ma takie zdobienia! :D
      Czyli w granicach zdrowego rozsądku :D
      Buziaki :*

      Usuń
  29. A u mnie to całkowicie zależy od tytułu. Ciężko mi to wytłumaczyć, ale po prostu niektóre książki są wręcz stworzone do tego, by były w twardej okładce, lub tylko w miękkiej. A jeśli już pojawia się ta obwoluta, to tylko jeśli pod spodem okładka jest taka sama. Nie lubię strasznie tego oszustwa z jednolitą okładką. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :)
      Ja także, czuję się jakaś taka oszukana -.-

      Usuń
  30. Uwielbiam książki w twardych oprawach - jednakże bardzo często ich gabaryty i waga nie pozwalają mi zabierać ich w podróż, czy "wrzucić" do torebki, co jest smutne, bo codziennie spędzam sporo czasu w autobusie i jakaś chwila na czytanie zawsze się tam znajdzie...
    Miękkie uwielbiam jeśli mają "skrzydełka", wtedy tak łatwo się nie niszczą i są naprawdę poręczne.
    Pockety mają wiele zalet, jakie wymieniłaś - niska cena, mały gabaryt - posiadam kilka, jednak czytanie jest dosyć niewygodne, szczególnie gdy masz dość sporą wadę wzroku, jak to jest w moim przypadku ;)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Ola aka Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam zawsze wrzucę, a jak nie upchnę do torebki to teraz mam taką ładną lnianą torbę z motywem Behawiorysty <3
      Jeżeli wada nie jest duża, to też nie za fajnie, uwierz!
      Pozdrawiam kochana!

      Usuń
  31. Ja w ogóle nie czytam książek w wydaniach kieszonkowych, ponieważ wadę wzroku mam dość dużą i muszę po prostu oszczędzać oczy. Czasem wolę dopłacić kilka złotych i nie męczyć się tak przy czytaniu ;)
    Większość książek z mojej biblioteczki to te w miękkiej oprawie i szczerze powiedziawszy, to jakoś specjalnie nie robi mi różnicy, czy czytam powieść w twardej oprawie, czy miękkiej, chyba że mam zamiar coś kupić i te dwa wydania bardzo różnią się wizualnie, jak chociażby w przypadku "Osobliwego domu pani Peregrine". Ale trzeba przyznać, niektóre książki po prostu ciężko się czyta, aby nie złamać grzbietu np. "Trawers" Remigiusza Mroza jest w miękkiej oprawie, a ma prawie 600 stron :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okularnice, łączmy się! :D
      To tylko 600 stron, a wyobraź sobie pierwszy tom Archiwum Burzowego Światła Sandersona - 960 stron w miękkiej....

      Usuń
    2. O tak, ta książka to prawdziwy kolos! Już nawet jak widziałam ją w księgarni, miała złamany grzbiet...

      Usuń
    3. O BOŻE. To mnie przeraża, co muszą robić ludzie, żeby złamać książce grzbiet w księgarni :<

      Usuń
  32. Lubię ładnie i starannie wydane książki, nie kupuję wydań kieszonkowych.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja najchętniej to zbierałabym tylko książki w twardych oprawach, ale sama jeszcze nie zarabiam, więc liczy się przede wszystkim to, by dostać nową powieść jak najtaniej. W wydaniach w miękkiej oprawie denerwuje mnie to, że tak łatwo złamać ich grzbiet i później nie wyglądają już tak pięknie na półce. Nie jestem wielką fanką wydań kieszonkowych, ale wszystko zależy od ich ceny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh ja też <3
      Rozumiem, jak zaczniesz sama zarabiać, wtedy będziesz mogła kupować ksiażki, jakie tylko będziesz chciała! :D

      Usuń
  34. Zdecydowanie nie lubię wydań kieszonkowych - czcionka jest tak mała, że czytanie nie sprawia tyle przyjemności, ile bym chciała. Wiadomo, iż atutem w tym przypadku jest zarówno cena, jak i wymiary, które idealnie pasują do torebki, aczkolwiek na półce nie prezentują się już tak dobrze. Oprawy twarde lubię za to, że nie niszczą się zbyt łatwo, a grzbiety zostają w nienaruszonym stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę, gdy ksiązka zajmuje trochę więcej miejsca, ale wygląda pięknie na półce :)

      Usuń
  35. Widzę, że nie tylko ja przeliczam pieniądze na książki xD
    Osobiście preferuję twardą oprawę, przy miękkiej zawsze stresuję się, czy aby nie wygięłam grzbietu, czy rogi równe itd. Już wolę dopłacić to parę złotych, szczególnie kiedy książka jest dla mnie ważna.
    Obwolut nie lubię, bo wydaje mi się, że jeszcze bardziej się niszczą niż książki w miękkiej oprawi.
    Muszę nabyć to etui na książkę, ale chyba sama uszyję. Wyjdzie taniej i będzie jedyne w swoim rodzaju. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie tylko Ty <3
      Ja chcę, żeby moje ksiązki za kilkanaście lat wyglądały nadal pięknie, a miękka oprawa mi tego nie gwarantuje ;/
      Pozdrawiam cieplutko! :D

      Usuń
  36. Ja czytam wszystko :) Wydania kieszonkowe wciskam najchętniej do torebki (tak przy okazji, bo zawsze mam ze sobą czytnik), w domu maleństwa czytam rzadko, w aucie bardzo często (wady wzroku nie mam, więc wchodzi). Najwięcej książek w mojej biblioteczce to wydania w miękkich okładach, najbardziej cenię sobie te ze skrzydełkami. Z przyjemnością sięgam po książki w twardej oprawie - są najporządniejsze i najbardziej wytrzymałe, czyta się je najlepiej, ale... cena i dostępność robią swoje.

    Świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem! :D Wszystko i w jakim tempie!
      Najbardziej dobija mnie ta dostępność ;/ Powinien być na to jakiś paragraf, ksiązka powyżej np. 600 czy 700 stron musi być wydana również w twardej oprawie...
      Ślicznie dziękuję :)

      Usuń
    2. Bardzo pociągają mnie wydania całego cyklu w jednym tomie - właśnie ze względu na oprawę. Mam "Niezgodną" w takim klocu (ponad 1000 stron) i naprawdę czytanie tak wydanej książki, to bajka :)

      Usuń
    3. O, o ! Też takie lubię <3 Aczkolwiek zawsze jestem w kropce: kupić jedno porządne w twardej oprawie, czy mieć trzy książki, ale w miękkiej?
      #problemy xD

      Usuń
  37. Twarda czy miękka oprawa - nie ma to dla mnie większego znaczenia. Jedyne, czego NAPRAWDĘ nie znoszę, to wydania kieszonkowe. Nieraz zdarzało mi się biec w kierunku książki, którą wypatrzyłam gdzieś z drugiego końca sklepu, a potem odkładałam ją z zawodem, bo była to wersja kieszonkowa. Nie dość, że czcionka jest mała, książka nieporęczna, to do tego na półce wygląda jakoś dziwnie w otoczeniu pełnowymiarowych czytadełek. Inna sprawa, że wszystkie moje książki oprawiam samoprzylepną folią, dzięki czemu dłużej zachowują wręcz nietykalny stan i nawet jeśli mają miękką okładkę, są zwyczajnie twardsze. :)

    Pozdrawiam cieplutko
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tez ich nie cierpię!
      O matko! To dużo masz roboty, ale jak pięknie muszą wyglądać Twoje książki :)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  38. ''Osobliwy dom Pani Peregrine '' jest u mnie, w szkolnej bibliotece i to w tym wydaniu! Nie mogę się doczekać, aż zaksięgują, zapieczętują (czy co oni tam robią tym książką) i będę mogła sobie ją wypożyczyć. Co do cen okładkowych, fakt ot przegięcie, chociaż ja rzadko zwracam na to uwagę. Księgarnie internetowe i tak zawsze opuszczają te ceny.
    Czytanie w łóżku... Moja pozycja♥ Tyle, że ostatnio zawsze usypiam w łóżku :")
    Nigdy nie miałam książki z obwolutą... Ach trzeba to zmienić, bo niezwykle mi się podoba gdy na Yt ściągają te obwoluty, a tam buum ''nowa okładka''.
    Sama nie mam ulubionego wydania, choć wydania kieszonkowe nie należą do moich ulubionych. W sumie chyba najbardziej lubię używać tych w miękkich wydaniach.
    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Zazdroszczę takiej biblioteki!
      Ja też czasem zasypiam :D
      Fajnie, gdy ta niespodzianka jest przyjemna, gorzej gdy ściągasz a tam.. nic. Pustka. Straszne...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  39. Wszystkie wydania byle nie te kieszonkowe, przy których bardzo, bardzo się męczę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także okrutnie się męczę przy nich ;/

      Usuń
  40. Wszystko tylko nie kieszonkowe wydania. Czyta się je okropnie, ale na szczęście w księgarniach każdy znajdzie coś dla siebie. Od dużych formatów przez kieszonkowe wydania i miękkie oprawki aż po twarde, bardziej solidne oprawki. Zapraszam do mnie http://zaczytananapoddaszu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo :) Wpadnę na pewno!

      Usuń
  41. Kupuję tylko w miękkiej, bo są tańsze, zajmują mniej miejsca i wygodnie się je czyta. Twardych nie lubię właśnie ze względu takiego, że ciężko mi się je czyta. A kieszonkowych książek nie miałam okazji czytać, ale wiem, że to nie dla mnie, bo bym się strasznie denerwowała :(

    Bardzo, ale to bardzo fajny pomysł na post! Strasznie mi się spodobał :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Wielka szkoda, bo komfort jest naprawdę niewiarygodny!
      Nie kupuj, ja osobiście nie polecam :<
      Ślicznie dziękuję kochana!
      Pozdrawiam cieplutko :D

      Usuń
  42. A dla mnie to bez różnicy w jakiej formie jest książka :) Kupuję wszystkie: w twardej, miękkiej, kieszonkowe... :) Nie lubię tylko zniszczonych, ha ha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię absolutnie, nienawidzę niszczyć książek :<

      Usuń
  43. To czy twarda czy miękka okładka nie ma dla mnie znaczenia ;p Byleby się samodzielnie trzymała :D Jedynie co to nienawidzę kieszonkowych xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jedno i zdecydowanie wystarczy -.-

      Usuń
  44. Uwielbiam szyte książki<3 z reguły żydzę na twarde oprawy jeśli mam wybór, chyba że książkę znam i mi się podoba (np. Harry Potter). Z reguły nie robi mi to różnicy - chociaż jeśli biorę książkę w podróż, to unikam twardych opraw. Kręgosłup cierpi... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podróż wybitnie nie lubię brać książek w miękkiej oprawie, bo zawsze coś złego się z nimi dzieje ;/

      Usuń
  45. U mnie na półce przeważają książki w miękkiej okładce. Kupuję takie ze względu na cenę, ale jak słusznie zauważyłaś czasami niewiele się ona różni, a w sumie lepiej dopłacić to 5 zł i mieć piękną książkę w twardej oprawie odporną na wszelkie złamania. Czasami jednak nie ma książek w twardej oprawie nad czym ubolewam, bo chętnie zobaczyłabym na swojej półce solidne wydania niektórych powieści. Książki w twardej okładce są świetne i myślę, że będę kupowała więcej takich, gdyż teraz na mojej półce stoi sobie "Słowik" i ŁO MATKO! Jakie to jest śliczne! Gapiłam się i macałam tę książkę przez 20 minut. Sprawdzałam, jak się otwiera no i byłam w siódmym niebie, bo mogłam ją wygiąć, a ta nic! Jeszcze nie trzeba przytrzymywać jej rękoma, więc czas najwyższy sięgać po twardą oprawę!

    Co do wydań kieszonkowych, to prawda, że są one dużo tańsze i zajmują mniej miejsca na półce, ale są jednak nie dla mnie. Nie lubię mikroskopijnej czcionki, a u mnie w bagażu zawsze na jedną "normalną" książkę miejsce się znajdzie.

    Moje najszczersze wyrazy współczucia dla "Stukostrachów" (ja bym nie ryczała, ale mi tam na wyglądzie niezbyt zależy).

    Ściskam mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nad niektórymi książkami wielce ubolewam. Chciałabym mieć np. "Igrzyska śmierci" w twardej oprawie, a także "Panią noc", bo to spora cegła, a wypchnięta w miękkiej okładce ;/
      "Słowika" widziałam i rzeczywiście jest śliczny <3

      Eh... wolę nie przypominać sobie o tych przeklętych "Stukostrachach" ;/
      Buziaki :*

      Usuń
  46. Nie wyobrażam sobie czytać książek, które nie są z papieru. Jasne, że książki w twardej oprawie bywają droższe, ale są bardziej wytrzymałe (no może nie wszystkie, ale prawie). Chociaż ja mam większość książek w miękkiej okładce, to nie zmienia faktu, że także wolę te w twardej. Co do pocketów to niezbyt je lubię. Zazwyczaj są o wiele tańsze i nawet mam kilka takich które ktoś mi sprezentował. Zauważyłam też, że o wiele szybciej się niszczą. Myślę więc, że lepiej trochę dołożyć i kupić coś w twardej oprawie, lub nawet w miękkiej, ale pockety (pomimo, że zabierają mniej miejsca) sobie odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, pockety jestem w stanie zrozumieć, bo zajmują mało miejsca w podróży i są praktycznie 2 razy tańsze od, jak ja to mówię, "pełnometrażówek", jednak dla mnie komfort czytania jest zdecydowanie najważniejszy, a i wzroku męczyć nie lubię...

      Usuń

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail