Tych książek nie lubimy... - 16 blogerów o najgorszych powieściach, jakie w życiu przeczytali

22 lutego

Dziś wyjątkowy wpis. Każdy z 16 blogerów opowie wam o najgorszej książce, jaką w życiu przeczytał. Przestrzegamy przed tymi "perełkami", abyście i wy nie musieli tracić na nie swego cennego czasu. Oczywiście jeżeli komuś z was dana książka się podobała, to nie bierzcie poszczególnych wypowiedzi do siebie. O gustach się nie dyskutuje. W teorii, bo w praktyce zazwyczaj toczą się o nie wojny, ale nie po to ten wpis! :D
Zapraszam!


Amanda z Amanda Says


Cześć!
Są książki, które zapowiadają się naprawdę dobrze - jest humor, jakiś pomysł na fabułę, ale im dalej czytamy, tym bardziej to wszystko jakoś znika, paraliżując nas w zamian swoją głupotą. I o takiej książce moich słów kilka.

"Coś do stracenia", autorstwa Cory Carmack, to historia 20-letniej Bliss, której dziewictwo ciąży niczym obowiązek szkolny krnąbrnemu gimnazjaliście. Za radą przyjaciółki postanawia się tego balastu pozbawić i to jak najszybciej. Odstrzelona jak stróż w Boże Ciało jedzie do klubu, gdzie znajduje delikwenta, który ma jej w tym pomóc. Jednak do czynu nie dochodzi, gdyż dziewczyna panikuje i ucieka, zostawiając półnagiego faceta w swoim mieszkaniu, rzucając jedynie jakiś dziwaczny tekst o kocie. A żeby jeszcze dokopać naszej bohaterce bardziej, wkrótce okazuje się, że ów porzucony mężczyzna to jej nowy wykładowca.

Schemat stary jak świat, jednak trzeba przyznać, że potencjał w historii jakiś był. Początek był naprawdę zabawny i już myślałam, że autorka chce podejść do tematu w humorystyczny sposób, serwując lekką i przyjemną lekturę. I niestety, bardziej nie dało się pomylić. Po dobrym wstępie przyszedł czas na prawdziwy książkowy koszmarek i nasza bohaterka z mameły, stała się jeszcze większą irytującą mamełą, którą do czerwoności rozpalała sama obecność swojego nauczyciela. I tak lawirujemy między scenami, kiedy bohaterka chce rzucić się na Garricka, a potem uznaje, że nie może z nim być i tak w kółko. A wszystkiemu towarzyszy patetyczny klimat, pozbawiony jakichkolwiek żartów. Litości!

Bohaterka miała tracić dziewictwo, a się okazało, że to ja coś straciłam – dobry nastrój i jakieś dwie godziny swojego życia, których nikt mi już nie odda.

Trzymajcie się ciepło i z daleka od tej książki,
Amanda ;-)

Judyta z House of Readers


Jedną z najgorszych książek jakie przeczytałam było „Trzynaście powodów” Jaya Ashera. Na wstępie nadmienię, że doceniam pomysł na fabułę, gdyż warto pisać o samobójstwach wśród młodzieży oraz psychicznym znęcaniu się nad rówieśnikami. Ale o czym tak naprawdę jest ta książka? Opowiada historię nastoletniego Claya, który na ganku swojego domu znajduje dziwną przesyłkę z kasetą magnetofonową w środku. Jak się okazuje jest to nagranie Hannah, jego koleżanki ze szkoły, która niedawno popełniła samobójstwo. Na taśmie wyjaśnia trzynaście powodów, które doprowadziły do podjęcia tak drastycznego kroku. Każdy powód wiąże się z inną osobą, która w jakiś sposób przyczyniła się do samobójstwa dziewczyny. Bez owijania w bawełnę - dla mnie Hannah jest hipokrytką. Ktoś na nią krzywo spojrzał, powiedział jedno chamskie słowo czy pchnął na korytarzu w szkole, a później dostaje od niej kasetę z informacją „to przez ciebie” – bo właśnie takie powody są przedstawiane w tej książce – ok, może nie konkretnie takie, bo nie chcę spoilerować, ale chciałam zobrazować poziom jej oskarżeń. Oczywiście nie pochwalam takiego zachowania, ale dziewczyna odwdzięcza się pięknym za nadobne i nie baczy na to, że może sama przyczyni się do tragedii. Zdaje sobie sprawę z tego, że trudno oceniać i to jest kwestia mocno indywidualna i może Hannah jest wyjątkowo wrażliwą i zakompleksioną osobą, ale jej zachowanie momentami było gorsze od całej reszty. Sama była bierna wobec krzywdy innych i swoim postępowaniem zaprzeczała samej sobie. Do mnie ta książka nie trafiła. Nie wywołała żadnych emocji (no chyba, że irytacje). Wydaje mi się, że jestem na nią za stara i może, gdybym sięgnęła po nią mając 13-16 lat, to bym ją bardziej doceniła. Cały zamysł powieści jest godny uwagi i rozumiem o co chodziło autorowi, ale w moim mniemaniu za bardzo przerysował postaci, a argumentacja przedstawiona na kasecie pozostawia sporo do życzenia. Jay Asher wszystko zbyt uprościł i do granic możliwości starał się wypełnić książkę emocjami i tym samym wzbudzić zgorszenie i współczucie czytelnika. Efekt był taki, że wyszło zbyt płytko i niezbyt dojrzale.

Natalia z Book Paradise


Wśród tak wielu książek jedna szczególnie zapadła mi w pamięć i to nie w ten pozytywny sposób. Numer jeden na mojej liście koszmarnej twórczości i książek, na widok których mnie mdli, zajmuje "dzieło" "Sny Morfeusza" - K.N. Haner. Tak dziwnej i głupiej książki jeszcze nigdy nie czytałam. Nawet Ana z Greya umywa się w porównaniu z główną bohaterką, która występuje tutaj. Tak infantylnej postaci jeszcze nie było. Naprawdę. W jej głowie panuje pustka i jedna, wielka otchłań, czarna dziura. Jak wiatr zawieje, to jednym uchem wpada i drugim wylatuje, bo nic go nie zatrzymuje. 

A fabuła jest tak koszmarna. Przede wszystkim zastanówcie się, jak można pisać przez pięćdziesiąt stron o okresie! Ludzie! Toż to jest tak niesmaczne, że może robić za dietę cud. Jak zaczniecie czytać, to na tydzień odechce się wam jeść.

Oczywiście nie mogło zabraknąć władczego biznesmena, który dał pracę swojej przyszłej ukochanej po tym, jak ta mu nadstawiła tyłka w klubie. 
Dno pełne mułu, od którego nie można się odbić.

I wiecie co jest najlepsze? Po pięćdziesięciu stronach wymiękłam. Tyle byłam w stanie przeczytać.
Osobiście uważam, że tyle drzew zmarnowało się podczas tworzenia tego chłamu. I nie, nie boję się o tym pisać, bo to polska autorka. Mało mnie to obchodzi. Pamiętajcie, że szczerość jest najważniejsza. A to, czy was później taka panna prywatnie do innych recenzentek itd. obrazi od *** to tylko świadczy o niej.
Ach i najlepsze jest nieodmienianie słowa kutas. Przykładowo "Weź swojego kutas". HAHAHAHA!

Buziaki :* i pozdrawiam autorkę oraz życzę uśmiechu na twarzy ;)

 Doviko z Wielopasja


Wybrać jedną złą książkę spośród wielu naprawdę gównianych to niełatwe zadanie, jednak moim faworytem w tej kategorii zostały ,,Zapomniane dzieje'' Mateusza Żygadło, a to wszystko za sprawą tego, że większość złych książek przynajmniej ma ładne okładki. Ta nawet w tym aspekcie zawodzi. Nie wiem skąd wzięli tego grafika, ale to wygląda tak jakby otworzył painta, grafikę i... nigdy nie widział żadnej dobrej oprawy graficznej. Pierwszy raz zastanawiałam się czy nie zepsuć książki - oczywiście w celach wyższego dobra, czyli dla ładnych zdjęć. Wrócę jednak do treści, bo to ona jest najważniejsza. Autor może miał całkiem dobry pomysł, ale wszystko wprowadzał karkołomnie. Próbował wykreować własny, magiczny świat? Wyszła mu mieszanka Smerfów, paplanda nauczycieli o tym jak ważna jest nauka oraz bogatych dzieciaków. Jego opisy momentami były niedokładne, sprzeczne, a zachowania bohaterów wprowadzane mocno na siłę tylko po to, aby zaraz wywołać kolejną dramę. Do tego sztuczna wyniosłość, nierealne zachowanie nastolatków, wiele niedopracowanych epizodów, trójkąt miłosny, który nie dość, że jest nudny do wyrzygu to jeszcze w tym wypadku był infantylny, a to wszystko wyłuskane z emocji. Po tej książce na dobre odcięłam się od wydawnictwa Novae Res.

Kuba z Blue Kuba Books


Znacie to uczucie, kiedy opis książki jest naprawdę obiecujący, a po przeczytaniu macie ochotę wyrzucić tę powieść przez okno? Jeśli nie, to zazdroszczę, jeśli tak, to witajcie w klubie. Miałem bardzo wiele tego typu pozycji, "Panika Lauren" Oliver była przereklamowana, a "Simon oraz inni homo sapiens" autorstwa Becky Albertalli zbyt cukierkowe. Jednak, dzisiaj opowiem Wam o jednej, takiej, której lektura zajęła mi około miesiąc – "Ballada o przestępcach" Marcina Hybla.

Powieść osadzona jest w średniowiecznym Londynie, opowiada o dwójce braci – Williamie oraz Gilbercie. Po pewnym incydencie, który wyjątkowo odcisnął się w ich pamięci, zostają rozdzieleni. Młodszy brat, Gil pod okiem zakonników uczy się technik zabijania, natomiast Will poznaje złodziejski fach. Na ich drodze czeka wiele niebezpieczeństw, a poczucie spokoju jest tylko złudzeniem..Brzmi ciekawie? Też tak myślałem. W ostateczności wychodzi bardzo nudna powieść z płaskimi bohaterami. Przez większą część książki nie dzieje po prostu nic poza ćwiczeniami chłopców. Być może znajdą się pasjonaci technik grabieży, ale dla mnie nie było tam nic ciekawego. Warto wspomnieć, że jestem fanem akcji w książkach, uwielbiam kiedy coś się dzieje. Niestety, tutaj się jedynie nudziłem. Jeśli myślicie, że autor nadrobił charakterystykami miejsc lub postaci - zdecydowanie zaprzeczam, zamiast barwnych krajobrazów można było zapoznać się z opisem wagin. Mimo wszystko pozytyw jest – klimat. To tylko tyle, cała reszta nadal woła o pomstę do nieba. Liczyłem na porywającą powieść historyczną, dostałem niedopracowaną i niekiedy głupią książkę. Odradzam!

 Jabłuszkoo z Szelest Stron


Rainbow Rowell - ,,Fangirl"- wybrałam tę książkę, ponieważ bardzo dużo osób się nią zachwyca i ją lubi. Ogólnie dość duży szał na nią był i w pewnym sensie dalej jest. U mnie czytanie tej książki przebiegło inaczej niż u większości osób. Było to moje pierwsze podejście do autorki, a wiem, że niektórzy już mieli wstęp z jej stylem książką ,,Eleonora & Park". Ja nie należałam do tego grona. I dalej nie nadrobiłam zaległości, jeżeli chodzi o przeczytanie tej książki. Autorce mówię po prostu ,,NIE". Nie wiem co takiego wspaniałego jest w jej stylu pisarskim, ale mnie to na pewno nie urzekło. Lektura ,,Fangirl" dłużyła mi się okropnie, była nudna i męcząca. Sama nie wiem i do dziś się zastanawiam co takiego Cath, główna bohaterka ma w sobie, czego ja nie zauważyłam. Co przeoczyłam? Przecież przeczytałam tę książkę od deski do deski. Naprawdę nie rozumiem szału na tą powieść (i autorkę), a tym bardziej byłam zaskoczona jej zimową wersją, ponieważ dużo osób ZNOWU się nią zainteresowało i pokochało. Nie mówię, że to coś złego. Być może jestem inna i dziwna, ale nie widzę nic wartego uwagi w tej książce. Była to zdecydowanie jedna z najgorszych książek jakie przeczytałam w swoim życiu.

Book Prisoner z Book Prisoner


Przeczytałam wiele książek i choć wśród nich były prawdziwe perełki, zdarzały się też takie, które nazywam „bubelkami”. To takie książki, które według mnie są bardzo kiepskie i drugi raz bym ich nie tknęła. A jednym takim największym bublem była książka Elizabeth Chandler – „Pocałunek anioła”. Książka opowiada o dziewczynie imieniem Ivy. Ivy jest nastolatką, której można wiele pozazdrościć – urody, przyjaciół czy Tristiana - przystojniaka, który uratował ją na szkolnym basenie. Tak jak się spodziewacie, oboje się w sobie zakochują. To jednak nie jest koniec tej historii. Kiedy zauroczeni bohaterowie nie widzą świata poza sobą, ktoś próbuje im przeszkodzić. A potem zdarza się coś, co wstrząsa Ivy.

Książkę tę pożyczyłam z biblioteki może nie z ciekawości, ale z faktu, że okładkę skądś kojarzyłam. Więc zabrałam „Pocałunek anioła” do domu z zamiarem przeczytania krótkiej, sympatycznej książki, która być może zapadnie mi w pamięć. I owszem, zapadła – bo była tak zła. Cała historia przestawiona była nieciekawie, a każdy z bohaterów był irytujący i słabo wykreowany. Tristian to męska miękka klucha, których tak bardzo nie lubię, a cała ta miłość do Ivy była cukierkowa i po prostu mdła. Robi się sztucznie i zbyt słodko, żeby można było potraktować to poważnie. Język autorki jest prosty i choć można by to uznać za plus, bo czytało się ją lekko, zabrakło opisów i odpowiedniej kreacji klimatu, żebym mogła przy tej lekturze poczuć cokolwiek poza zażenowaniem. Tristian jest jednym z tych książkowych adonisów, którzy są wspaniali, mega przystojni, oddani i kochający całym sercem – po prostu bez skazy. Nie zapomnijmy również o tym, że dziewczyny ze szkoły się w nim podkochują.

Podsumowując, serdecznie nie polecam, jeśli nie macie zamiaru cierpieć przez cukrzycę. Może i Tristian wydaje się być perfekcyjnym chłopakiem, o którego wiele dziewczyn byłaby zdolna się pobić, jednak ta ciepła klucha, jak i inni bohaterowie w tej książce są potraktowani przez autorkę po macoszemu, a cała historia jest po prostu zbyt słodka i nieciekawa.

Matka Puchatka z Matka Puchatka


Ja się tak nie bawię! Czemu jedną?

"Służąca" autorstwa Agaty Haidi to jedna z tych książek, które grzeszą już samym pojawieniem się na rynku wydawniczym. Bardzo cenię sobie historie oparte na faktach, o mocnej, ciężkiej tematyce, zmuszające do refleksji, do rozejrzenia się wokół; kiedy mam mieć do czynienia z przemocą domową – tematem niezwykle delikatnym – oczekuję czegoś konkretnego lub tak subtelnego, by poruszyło moje serducho. W Służącej nie ma nic. To opowieść kobiety, którą bił mąż (o czym w sumie dowiadujemy się tylko pobieżnie) i która musi zarabiać na życie, więc postanawia sprzątać. Opowiada o swoich „przygodach” w domach, w których pracowała, o ludziach i pieniądzach. Styl jest fatalny – gdzie był korektor? Gdzie? – Znikoma interpunkcja, nawarstwiające się błędy stylistyczne, logiczne, a do tego chaotyczność i mnogość dygresji. Kusi Was okładka? To chyba największy (poza liczbą stroną) plus tej książki, szkoda tylko, że nie ma nic wspólnego z treścią. Może to nadinterpretacja, a może nikt tego przed wydaniem nie przeczytał? Na koniec mamy rzyganie kolorową tęczą: ciąg motywujących, podnoszących na duchu cytatów – tak z tyłka, bez sensu: "Napisz na ścianie - Zawsze tak nie będzie!"; może pomoże? W tej opowieści brakuje emocji, a jednak było mi cholernie smutno, kiedy czytałam tę historię, bo nie mogłam zrozumieć, dlaczego wcale nie jest mi przykro, dlaczego nie drżę i nie wylewam łez, kiedy temat jest taki ważny.

Ameruja z Osobisty Ósmy Księżyc


Miałam opisać najgorszą książkę, z jaką miałam do czynienia, więc... panie i panowie, chłopcy i dziewczęta - przedstawiam Wam "Grę o Ferrin" Katarzyny Michalak!

Książka nie ma świetnych ocen na LC, choć na okładce porównują twórczość Michalak do tej Andrzeja Sapkowskiego! To mnie zachęciło i postanowiłam przeczytać - to był błąd. Ogólnie książkę dostałam od mamy - ponieważ w pracy zajmowała się akurat działem książek i co kilka dni przywoziła nową książkę do domu "Bo wydawała jej się fajna". No i w większości były fajne - oprócz "Gry o Ferrin".

Książka miała opowiadać o młodej lekarce Karolinie, która jest świadkiem śmierci swojej bliźniaczki. Mogę Wam powiedzieć, że o tej bliźniaczce nie wiemy totalnie nic! Ona wygląda tak samo jak główna bohaterka, ale wcześniej się nie znały. Zaciekawieni? Ja byłam, no cóż, o bliźniaczce nie wspominają już ani razu, więc nie zaspokoicie swojej ciekawości.

Ogólnie pani Katarzyna miała stworzyć nowy, niesamowity świat fantasy - ale przedobrzyła, bo chciała wrzucić wszystko na raz i wyszła taka ciapa. Później walczy dobro i zło - oczywiście na czele obu armii stoją superprzystojni panowie, a Karolina kocha oczywiście obu. Zamysłem autorki chyba było to, abyśmy zadawali sobie pytania: "Którego wybierze?". Niestety, od początku było wiadomo, którego 'kocha po przyjacielsku'. Taki friendzone, wiecie.Książka była zła, pamiętam niewiele - a wszystko z tego niewiele było złe. Nie ogarniałam co się dzieje, kto z kim rozmawia. To było złe. Jedyne co potrafię pochwalić, to imię głównej bohaterki, Karoliny, w tym świecie fantasy. 'Anaela', bardzo mi się podobało. Tak więc książki nie polecam, nikt nie zasługuje na te katorgi, przez które przechodziłam czytając "Grę o Ferrin".



W tym roku – całe szczęście – jeszcze nie udało mi się trafić na taką książkę, którą mogłabym komukolwiek odradzać i którą mogłabym uznać za złą. W ubiegłym roku trafiło mi się kilka paskudek, chociaż biorąc pod uwagę całkowitą liczbę książek, które udało mi się przeczytać, to było ich niewiele. Mogłabym tu napisać o Motylku Kasi Puzyńskiej albo o Purgatorium Evy Pohler. Mój wybór jednak padł na "Jak powietrze" Agaty Czykierdy-Grabowskiej.

Śmiesznie się zaczyna już przy samym wyborze lektury, gdzie na okładkowym blurbie wydawca zapewnia, że jest to pierwsza polska powieść New Adult. Jak powietrze została wydana w 2016 roku przez Wydawnictwo Znak (OMGBooks), a poprzednia książka tej autorki – Kiedy na mnie patrzysz – nie dość, że wydana została rok wcześniej (przez Novae Res), to też została zakwalifikowana jako New Adult. Przypadek? Ja na pierwszy rzut oka odniosłam wrażenie, że ktoś chce małym kłamstewkiem ugrać sobie odrobinę więcej czytelników.

Jedynym plusem czytania tej książki było to, że zupełnie mnie nie zaangażowała i przebrnęłam przez nią w chwilkę. W między czasie wyszło, że autorka niesamowicie umiejętnie potrafi lać wodę i wybijać czytelnika z każdego prowadzonego wątku garścią zupełnie niepotrzebnych informacji. Jej styl zupełnie mnie nie przekonał – nie lubię książek, w których niepotrzebnie wykorzystuje się przekleństwa. Do tego dochodzą płytkie postacie, które mimo że przeszły w życiu wiele, nie potrafiły wzbudzić we mnie niczego więcej poza nudą i zrezygnowaniem, a później jeszcze frustracją i zażenowaniem. Ich dialogi były bezsensowne, a samo zachowanie nie miało żadnego pokrycia z rzeczywistością. Fabuła okazała się niesamowicie przewidywalna – zresztą jak to już bywa przy młodzieżowych książkach. Ot taka bajeczka, dla czytelników, którzy uwierzą we wszystko co się napisze. Nigdy do niej nie wrócę, a i inne powieści autorki będę omijać szerokim łukiem. Książka ma masę zwolenników, ale ja odradzam jakiegokolwiek kontaktu z nią.

Quidportavi z Drzwi do innego wymiaru


Zazwyczaj o historiach, które mnie zawiodły w jakiś sposób staram się zapomnieć byle szybciej. Kto by tracił czas na pamiętanie takich rzeczy? Myślałam i myślałam… i wtedy aż trzepnęłam się w ten mój nie do końca pełny łeb. Przecież na takie okazje mam moje (nie)ulubione "Endgame". Wezwanie – jedyną książkę, która zawiodła mnie do tego stopnia, że na stałe wryła się w mój umysł. 

Miało być pięknie. Opis zapowiadał walkę, wybuchy, krew i flaki, a do tego zagadki i tajemnice. Okładka krzyczała, że jak ruszę głową, to mogę nawet się przy czytaniu wzbogacić i to nie o 10 ziko, a o 13 000 000zł! Bez kitu, może i materialistka ze mnie marna, ale wiecie, ile za to książek można kupić? Stwierdziłam: „Pierdziele, bierz mnie książko!”. 

No… i mnie wzięła. Wzięła, wymemłała i zostawiła w stanie ogólnej irytacji. Czemu? Zacznijmy od rozkładu tekstu. W Endgame nie uświadczycie ani pół akapitu. Tekst jest ślicznie wyjustowany i ciągnie się od marginesu, do marginesu tak, że nie
pozostaje nic
tylko 
sobie 
oko wydłubać.
Serio.

Drugą sprawą jest to, co widzicie powyżej. Nie, Kasi nic się nie rozjechało. Chciałam wam po prostu pokazać jak co jakiś czas rozpieprzono w książce zdania na siedemnaście linijek. Bo czemu nie? Do tego dochodzą wszechobecne w tekście wartości liczbowe, takie jak kąt lotu oderwanego przez bombę palca, szerokość geograficzna, na jakiej znajduje się największe zagęszczenie jaszczurek zwinek i takie tam różne inne zupełnie nieinteresujące przeciętnego zjadacza chleba dane, a każda podana z dokładnością do dwudziestego miejsca po przecinku! A wszystko to dla szukających wskazówek do nagrody pieniężnej… Cóż, jestem tumanem i się tego nie wstydzę – nawet początku tejże zagadki nie znalazłam.

I może bym tak nie jojczała na sposób wydania, gdyby książka nadrabiała treścią, ale nie! Nie dość, że zasypano mnie pierdyliardem bohaterów o imionach tak pokręconych, że po przeczytaniu połowy książki nadal nie wiedziałam kto jest kim. Każda postać miała swoje 5 minut – dosłownie. W Endgame mamy bowiem 13 perspektyw, tak więc na ponowne pojawienie się postaci z pierwszego rozdziału czekamy tak długo, że jeśli czytacie w wannie, to zdążą się wam palce tak śmiesznie pomarszczyć, sprawdzone info. Cała sprawa z poszukiwaniem klucza schodzi na drugi plan, a pierwsze skrzypce w książce gra zabawa w „kto zabije więcej kolegów w bardziej finezyjny sposób?”. Ubaw po pachy, serio. Na domiar złego nic tu się nie trzyma kupy i… 

Nie no, ta książka to zło. Tak po prostu. Nie polecam i przestrzegam – nie dajcie się zwieść świetnemu opisowi z tej genialnej okładki. Opis kłamie.

Tatiana z Lost In My Books


Zazwyczaj staram się sięgać po książki, które mi się spodobają, no ale cóż, każdemu się czasem trafi gniot. 

Dla mnie jedną z najgorszą książek jaką przeczytałam jest powieść Johna Greena ,,Papierowe miasta". Spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego po tych wszystkich opiniach i ocenach, ale nie sądziłam, że to będzie aż tak okropne. Bardzo się rozczarowałam, wręcz się wkurzyłam, że zmarnowałam czas na czytanie nic nie wnoszącej i nudzącej lektury. Nie chodzi też o sam fakt, że była nudna, lecz o to, że cała ta fabuła jest tak beznadziejna, że mam wrażenie iż autor usiadł i napisał byle co, byleby tylko napisać. Być może zamysł miał nawet dobry, ale wykonanie okropne. 

Bohaterowie w tej książce są tak głupi i irytujący, że miałam czasami ochotę wyrzucić książkę przez okno. 

Mamy tutaj chłopaka, który kocha się w Margo, która jest szkolną gwiazdą i ma go gdzieś, mimo iż się kiedyś z nim przyjaźniła. Margo jest dziewczyną, której się w dupie poprzewracało, ma wszystko co może mieć nastolatka, ale nie... Bo ona ma swoje jakieś durne wymysły jak ''papierowe miasto". Postanawia zostawić wskazówki i uciec na drugi koniec kraju, bo tak jej się podobało. A głupi Quentin postanawia olać wszystko, zbiera przyjaciół, jadą za nią jak debile na drugi koniec kraju, a jak ją znajdują, to ona im mówi, żeby spadali... I koniec książki. 

To wszystko jest tak beznadziejne, że nie rozumiem jak książka mogła stać się hitem. Ta fabuła jest całkowicie obdarta z sensowej treści, bo ani nie skłania do przemyśleń, ani nie uczy nic mądrego. Powiem Wam, że oglądałam film, który jak się okazuje jest jeszcze gorzej wykonany niż sama książka.

Blair czyta z Blair czyta


W książkach, które czytam, zazwyczaj staram się zwracać uwagę na ich pozytywne aspekty. Nawet w słabych utworach literackich zwracam uwagę na ich pozytywne i mocne strony. Ale gdy usłyszałam proponowany przez Kasię temat, od razu wiedziałam, którą pozycję wybiorę.

Szczerze nienawidzę książki "Auteczko" Bohumila Hrabala. Tytułowa Auteczko to rudo-biała kotka, której właścicielem jest sam autor. Hrabal przez całą lekturę przekonuje czytelnika o swoim ogromnym uwielbieniu do kotów, a jednocześnie drobiazgowo opisuje, jak samodzielnie je zabijał, gdy te nadmiernie się rozmnożyły. Daruję Wam szczegółowy opis, ale sposób śmierci wybrany przez Hrabala daleko odbiegał od humanitarnego uśpienia. W jednym z wywiadów udzielonych przez pisarza twierdził on, że odczuwa ogromne poczucie winy, ale jednocześnie wiedział, że nie ma innego wyjścia. Do dziś nie wiem jednak, dlaczego, bo mi samej podczas czytania przyszło do głowy co najmniej kilka rozwiązań tej sytuacji i żadne z nich nie wiązało się z cierpieniem zwierząt. Wielu odbiorców żałuje go, uważając, że "Auteczko" jest przepełnione bólem i krzywdą, jakiej doznał autor oraz trudnymi wyborami, z jakimi musiał się zmierzyć. Za pokutę zaś uznał wypadek samochodowy, którego sam był ofiarą. Mówi o swoim cierpieniu, wyrzutach sumienia, odkupieniu i wybaczaniu samemu sobie. Oczywiście te uczucia nie przeszkadzały mu absolutnie w brutalnym mordzie kotów, na których śmierć patrzył i słuchał ich błagalnego płaczu.

Jest to jedyna książka Hrabala, którą w życiu przeczytałam i w pełni świadomie całym sercem bojkotuję tego autora. Rzekome poczucie winy obrócił w swoje kolejne "dzieło" - pewnie właśnie dlatego, że tak bardzo "cierpiał". Nie wierzę w szczerość ani w pokutę Hrabala. Ta książka potłukła moje serce na miliony kawałeczków w jeden z możliwie najgorszych sposobów i nigdy go nie posklejała. Całym sercem żałuję, że ją przeczytałam, ale jeszcze bardziej żałuję, że ona w ogóle istnieje. A rana po lekturze sączy się nawet długie lata po jej przeczytaniu.

Daniel z BelikovBookBlog


Cześć! Dzisiaj opowiem trochę o „Córce łowcy demonów”. A właściwie przedstawię, dlaczego jej nie lubię. Po opisie można by pomyśleć, że fantasy jak fantasy – ot, nic ambitnego ani specjalnego. Nie bierzcie tego do serca. Jest jeszcze gorzej! Mamy głupiutką nastoletnią bohaterkę, córkę znanego na cały świat łowcy demonów, która nagle od najprostszych zadań zlecanych przez Gildię chce przejść na „wyższy poziom wtajemniczenia”. Wszyscy wiemy, jak to zwykle w tego typu książkach jest. Ale co jeszcze jest w niej takiego złego? Praktycznie zero wartkiej akcji. Niby są „dramatyczne” zwroty akcji, niby są walki, niby są polowania, ale wypada to raczej mdłe. Same postacie demonów – według mnie – potrzebowałyby zdrowego kopa. Na szczęście przynajmniej nie padają jak muchy (zazwyczaj!). Co prawda książki nie doczytałem – poddałem się około 250 strony, ale mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z nudniejszych pozycji, jakie miałem nieprzyjemność czytać. Wydaje mi się, że autorka chciała stworzyć coś innego, nowego, ale jakby potknęła się i leży do tej pory. Jeśli miały to być „lepsze” „Dary Anioła” – przepraszam, nie ten poziom, pani dziękujemy!

Justyna z Livingbox


Wśród książek, które do tej pory przeczytałam, odnalazłam wiele pozycji, które nie przypadły mi do gustu. Niektóre z nich nie podobały mi się gatunkowo, inne raziły mnie swoim swoim stylem pisania bądź przedstawioną historią, jednakże jedna z nich szczególnie wyróżniała się na tle innych - otóż: bardzo mnie zirytowała. Mowa tu o książce "Cudowne tu i teraz" Tima Tharpa. Zachęcona piękną, wiosenną okładką oraz nie najgorszymi opiniami skusiłam się, jednak krótko po lekturze żałowałam czasu, który przeznaczyłam na ową powieść. Główny bohater jest dość rozrywkowym imprezowiczem, który poznaje cichą, niezbyt towarzyską Aimee. Chłopak postanawia pokazać dziewczynie, jak wygląda nastoletnie, pełne wrażeń życie, którego ona nie miała okazji doświadczyć. Opis książki nie był najgorszy, jednak to, co zastałam wewnątrz, zawiodło mnie. Według mnie, fabuła zapowiadała się dość obiecująco i niepospolicie, lecz niestety, z każdym rozdziałem było coraz gorzej. Losy bohaterów stawały się monotonne, nie działo się nic ciekawego, a akcja (a właściwie jej brak) pozostawiła we mnie niesmak i poczucie, że czegoś w całej historii brakuje. Do ostatnich stron liczyłam na nagły, spontaniczny zwrot akcji, porywające emocje oraz zapierające dech w piersiach zakończenie. Jakże się przeliczyłam.... Film na podstawie książki podobno jest lepszy, jednak zrażona książką nie mam w planach kolejnego spotkania z ową historią.

Kasia z Recenzje Kasi [czyli moja nieskromna osoba]


Dobra, jako że barman nalewa do swojego kieliszka na końcu, tak i ja wypowiem się dopiero teraz. Najgorsza książka, jaką przeczytałam w życiu to "Grey" E. L. James. Chodzi o tę część pisaną z perspektywy tytułowego Kryszczjana. Przeczytałam całą trylogię. Tak. Powiem więcej: sama historia nawet mi się podobała, bo była dość oryginalna i inna niż wszystko, co do tej pory czytałam, a ja lubię wszystko, co dziwne. Pomijając tragiczny styl pisania autorki, błędy wszelkiej maści i w ogóle cały ten kipisz, to było całkiem okej. Co prawda z Greyem miałam do czynienia już jakiś czas temu, więc możliwe, że chwilowy stan niepoczytalności już mi przeszedł i dziś nie mogłabym przebrnąć przez tę powieść. Wracając jednak do tego cuda, wydanego dla kasy, popularności i Bóg wie czego jeszcze. Książka napisana była fatalnie. Błędy składniowe, stylistyczne, często nawet szyk zdania nie był poprawny. Dorzućmy do tego fantastyczną fleksję, czego przykładem może być: "Portlandu". Sam Grey w podstawowej trylogii jakoś mi nie zawalał, był w porząku. Może ciut psychopatyczny, może zaborczy, może dziwaczny, może odpychający, ale jakiś. W tym cudzie, wydanym na siłę okazał się być wieśniackim chłopkiem - roztropkiem, z niebywale ubogim słownictwem, do tego cham i prostak. Całe szczęście, że dziś już nie bardzo pamiętam tę książkę, którą, po wielu trudach, znojach, płaczliwym ryku, tupaniu i gryzieniu, w końcu domęczyłam. Mogę jedynie współczuć wszystkim, którzy bezwiednie wydali na nią swoje ciężko zarobione pieniądze. Ten twór nie jest wart nawet sekundy waszego życia. Nie wspominając o tym, że na ponad 500 stronach rozgrywa się zaledwie połowa wydarzeń, mająca miejsce w "50 twarzach Grey'a". Ciągnie się jak gluty z nosa. Polecam zainwestowanie kasy w 50 odsłon el grey'a. Na pewno emocje będą większe.


No i to już koniec na dziś! 

Z całego serca dziękuję wszystkim dziewczynom i dwóm rodzynkom za udział w utworzeniu tego wpisu :D. Było mi bardzo miło i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś stworzymy coś razem!

Oczywiście w planach mam już kolejny post tego typu, więc jeżeli chcielibyście się w nim udzielić, to piszcie na mój adres mailowy, który znajdziecie w zakładce "Kontakt".

W komentarzach koniecznie napiszcie o najgorszej książce, jaka wam się przydarzyła, no i oczywiście, czy może z którymś z blogerek lub blogerów się nie zgadzacie :).

Zajrzyj również tu

110 komentarzy

  1. Hahahahaha padłam! Uwielbiam ten post, naprawdę <3!
    Zgadzam się z książką "Jak powietrze". Mnie w niej odrzuciło, gdy główny bohater podniecał się na widok jedzącej głównej bohaterki ymmm... no tak, bez komentarza.
    Zmartwiłam się tym, co Doviko napisała, jednocześnie śmiałam się głośno. Ta książka leży u mnie na półce i czeka na recenzję! MASAKRA!
    I Kasia! HAHAHAHA! Cała prawda o Grey'u <3! Koniecznie sięgnij po "Sny Morfeusza", chętnie przeczytam co o niej myślisz. Polski Grey :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję kolejne posty tego typu :D
      No to juz widzę jaka będzie recenzja xDD
      No nie wiem... Ale mam na półce "Na szczycie" tej autorki, więc wiesz xD

      Usuń
  2. Natalia z Book Paradise rządzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów się biedna naraża na nieprzychylne komentarze xD

      Usuń
  3. No dobra, to już wiem czego kijem nie ruszać xD Amanda mnie rozbroiła! #kochamjąchyba
    Wiesz co jest w tym poscie najfajniejsze? Tyyyyyleeeee krytyki! Łapka w górę kto nie lubi krytycznych recenzji? *swierszcze cykają* *cyk cyk cyk* KAŻDY LUBI!
    A co do tego pytania na końcu - Kaśka a jak ja sie sama ze sobą nie zgadzam? XD bo ten... Łowczyni pobiła Endgame jednak xD
    Buziaki i jak cie najdzie na kolejny post taki to ja się zgłaszam na ochotnika ;*
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie tykaj, będzie zabawnie xD
      Hahahaha xD Nie wiem czy mam się cieszyć, czy płakać :D
      To następnym razem będziesz miała szanse się wypowiedzieć na temat tej Łowczyni xD
      Buziaki :*

      Usuń
  4. Pamietam tą wątpliwą przyjemność lektury "Gry o Ferrin" Pani Michalak, która już od razu skojarzyła mi się z Grą o Tron(ciekawe dlaczego?) Nie da się opisać uczuć podczas czytania tej książki :) Zwłaszcza gdy autorka nawet nie pamiętała ile bohaterka ma lat itp.
    Grey ukochany i znienawidzony widzę, że też miał swoje miejsce w tym zestawieniu :)
    Jak dla mnie jeszcze taką pozycją mogłaby być "Dziewczyna z pociągu" - komercha w czystej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawe? :D Słyszałam o tym własnie, podobno w innej książce tej Pani było podobnie, bohaterka wyjechała gdzies tam na wakacje, a ze 100 stron później napisane było, że nie była nigdy za granicą...
      Oczywiście!
      Tego jestem ciekawa :D

      Usuń
  5. Zgadzam się, co do powieści Michalak. Gra o Ferrin nie jest godna swej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będę się trzymac z daleka :)

      Usuń
  6. Zapamiętać, "Sny Morfeusza" dobre na odchudzanie xd
    "Fangirl", "Jak powietrze", "Papierowe miasta" to bardzo słabe książki ;/
    "Pocałunek anioła" czytałam kiedyś, ale nawet nie pamiętam, czy to mi się podobało. ;p

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, chyba sobie kupię w takim razie xD
      Ja miałam kiedyś ochote na tę serię, bo ma ładne okładki xD

      Usuń
  7. Nie mogło zabraknąć tutaj Greya! Najgorsza książka, którą "przeczytałam" to niewątpliwie "Pochłaniacz", który ciągnął się jak flaki z olejem... Niby taka królowa kryminału, a nie potrafiła mnie zainteresować. Swoją drogą, świetny pomysł na akcję!
    Pozdrawiam // ksiazkiwpiekle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to mój numer 1 :D
      Przeraziłas mnie troszeczkę, bo mam dwa tomy tej serii ;/
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
    2. Z "Pochłaniaczem" się zgadzam. Nie kompletnie nie rozumiem szały na Bondę. Pierwsza dama polskiego kryminału. Też coś. Chmielewskiej może najwyżej buty wiązać.

      Usuń
    3. Niedługo mam nadzieję przekonać się, za czym ludzie tak szaleją :) Po waszych opiniach jestem jeszcze bardziej ciekawa twórczości tej Pani!

      Usuń
  8. Ekstra post!! Z ogromną radością stwierdziłam, że większości książek nie czytałam, a te co czytałam.. Mam identyczne zdanie co autorzy posta. :) Mam tylko jeden wyjątek - nie czytałam "Funfgirl", ale "Załącznik" tej samej autorki był dla mnie.. Urzekający. Więc może warto jeszcze z nią spróbować? ;)
    Gdybym miała wybrać najgorszą książkę.. To w sumie miałabym problem, bo jest ich kilka. Do absolutnych tragedii (prócz wymienionych w poście) zaliczam kilka debiutów (np. "Dzieci Nocy" Unity Blair), "Życie i śmierć" autorki "Zmierzchu" czy "Dziewczynę z pociągu" Hawkins, ale w sumie z bardziej znanych i powszechnie dosyć lubianych wymieniłabym "Fatum i Furię". Ta książka w ogóle do mnie nie trafiła, była dla mnie niezrozumiała, męcząca, a od pewnego czasu po prostu irytująca i z prawdziwą ulgą pozwoliłam sobie rzucić ją w kąt czego praktycznie nigdy wcześniej nie zrobiłam z żadną książką. Miał być głęboki przekaz, może był dla mnie zbyt głęboki.
    Ja z przyjemnością udzieliłabym się w takim kolejnym poście! W tak zacnym gronie od razu nawet kiepskie książki stają się przynajmniej zabawne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Byc może, Rowell ma wielu fanów, więc może i Ty zaliczysz się do tego grona :)
      Życie i śmierć to według mnie książka pisana wyłącznie dla pieniędzy, podobnie jak dramat z konwencji HP, który ukazał się niedawno...
      W porządku, będę o Tobie pamiętać! Na pewno Cię zaproszę :)

      Usuń
    2. "Życie i śmierć" jest zdecydowanie napisane wyłącznie dla pieniędzy. xD Zresztą podobne wrażenie mam o "Dziewczynie z pociągu" i kolejnej nadchodzącej książce Hawkins.. No ale, nie uprzedzajmy faktów. :D

      Usuń
    3. Dziewczyny z pociągu nie czytałam, więc nie wiem w sumie xD Ale wiele jest takich odgrzewanych kotletów wydanych dla pieniędzy, niestety ;/

      Usuń
  9. Całkowicie zgadzam się co do książki "Sny Morfeusza"! Żadna inna książka mnie tak nie irytowała, bohaterowie naprawdę dziwni, a główny bohater jest idiotą z kompletnym brakiem szacunku do kobiet. Postać która powinna mnie w jakiś sposób pociągać, została zamieniona na taką, na której widok przeszłabym na drugą stronę ulicy. Zgadzam się też co do "Papierowych Miast". Ja z kolei kompletnie nie rozumiem jak komuś mogła podobać się seria "Dom Nocy". Była okropna. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie czytałam Snów Morfeusza, ale w swojej biblioteczce mam "Na szczycie" ów autorki, wygrałam tę książkę kiedyś w konkursie, no cóż, zobaczymy co to za twór.
      Ooo, mam w domu pierwszy tom, jestem ciekawa xD
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  10. "Córka łowcy demonów" była kiepska, ale każda kolejna część rozkręcała tę serię i mnie się całkiem podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, bo zastanawiam się nad kupnem :)

      Usuń
  11. Większość tytułów na tej liście w ogóle mnie nie zaskakuje. :D
    Kiedyś próbowałam czytać ,,Trzynaście powodów" ale jej nie dokończyłam...
    Co do ,,Greya" to może i jest to najgorsza książka, ale za to śmieszka jak cholera. :D
    Kasiu pomysł na post genialny i z chęcią poczytam takich więcej, więc czekam na drugą edycję. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, mnie nie smieszyła, gdy ją czytałam xD
      Bardzo dziękuję :) Mam nadzieję, że uda się zorganizować i kolejny :D

      Usuń
  12. Czytałam "Trzynaście powodów" i książka mi się podobała. "Papierowe miasta" może nie zasłużyły na miano bestsellera, ale też nie wspominam tej lektury jako wielką tragedię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że nie męczyłaś się przy tych lekturach, jak niektóre osoby powyżej :)

      Usuń
  13. Czytałam jedynie "Sny Morfeusza", które również zupełnie nie przypadły mi do gustu, a czytanie było męczarnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś już nigdy nie trafiła na podobną ksiązkę! Tego życzymy Ci wszyscy :)

      Usuń
  14. "Sny Morfeusza" sprawiają, że wciąż mam koszmary. Tak samo "Gra o Ferrin". Książki, które nigdy nie powinny zostać wydane.
    Trochę nie zgodzę się do "Fangirl", bo jako wielka fanka fanfiction doceniłam poruszenie tego wątku w jakieś powieści :)
    "Papierowe miasta" są niestety jedną z najsłabszych książek Greena. Jakieś takie bezbarwne.
    Oczywiście "Grey", choć tutaj to była czysta komercja.
    "Jak powietrze" było fajną próbą napisana polskiego new adult, czy wyszło? No trochę zgrzytów było, ale jak dla mnie sama książka nie jest taka zła.
    Fajne zestawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy kolejna część nie ma tytułu "Koszmar Morfeusza"? Tematycznie, nie ma co xD
      "Fangirl" nie czytałam, ale miałam styczność z "Nie poddawaj się", czyli właśnie ff Cathy i naprawdę bardzo mi się podobało :)
      Bardzo mi miło :)

      Usuń
  15. Cudowny wpis, dziękuję za zaproszenie :)
    Najpiękniejsze w nim jest to, że każdy widzi w książkach coś innego - nawet w tym samym tytule ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak na razie jestem przerażona recenzją Kuby, ponieważ właśnie zaczęłam czytać Balladę o przestępcach i początek wydaje się niczego sobie (ale na razie jeszcze oficjalnie nie wiadomo, co będzie z chłopcami). Ale jeśli faktycznie dalej będzie tak źle, to... Biedna ja.

    Reszty nie czytałam (chociaż Endgame i tak planuję kiedyś dorwać), kojarzę niewiele więcej, a na złe tytuły i tak notorycznie trafiam. Mam jakiegoś pecha czy co?

    Pozdrawiam autorkę i wszystkich współtwórców i w przyszłości życzę samych dobrych lektur :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś chciałam ją przeczytać :) Mam nadzieję, że Tobie się spodoba :)
      Współczuję... Ja na szczęście trafiam na dobre powieści :D
      Bardzo dziękuję, wzajemnie i również pozdrawiam!

      Usuń
  17. Mam fart - nie zetknąłem się z żadną, choć najbliżej byłem ENDGAME... zetknąłem się za to z wieloma innymi, z którymi wolałbym się nie zetknąć.

    OdpowiedzUsuń
  18. Brawo, Natalia :-D! Rozwaliłaś system ;-).
    Kasiu, gratuluję pomysłu na post.
    Wszystkim współczuję tragicznych lektur, ale ciężko się od nich uchronić i dzięki nim jeszcze lepiej wiemy, jaką literaturę lubimy czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuję :)
      Jestem tego samego zdania!

      Usuń
  19. Hahahahahah, Amanda, Kasia, Quidportavi, uśmiałam się jak głupia przy Waszych nie-polecajkach :D
    Mnie z kolei rozwaliła książka Ewy Seno ("W ogień"?). Dobra do tej pory panienka podpisuje pakt z diabłem, żeby pomścić śmierć swojej przyjaciółki. Miota się jak szalona pomiędzy miłością i namiętnością do wspomnianego Piekielnego, a chwilowymi przebłyskami rozumu. Takie to było słabe, że OMÓJBOŻENIGDYWIĘCEJ!

    Pozdrawiam Was wszystkie, jesteście super! :)
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie <3
      O matko, byłam o krok od tej książki, ale przewidziałam, że niekoniecznie mi się to spodoba... I miałam rację jupi <3
      Pozdrawiam Paulino, Ty również! :)

      Usuń
  20. O ja szczęśliwa - żadnej z nich nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś nigdy nie natrafiła na złe ksiażki! :)

      Usuń
  21. Ile złych książek xD "Papierowe Miasta" miałam w planach :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo się nazbierało xD Może Tobie się spodobają :)

      Usuń
  22. Świetny post! Nie dość, że wiem, czego koniecznie nie czytać to do tego poznałam parę świetnych blogów! Ach, jak ja uwielbiam narzekania na książki.
    Łączę się w nienawiści do "Fangirl". Niestety, są od niej jeszcze gorsze książki...
    Przy opinii Book Prisoner źle działa link. :)
    Pozdrawiam!
    Smacznych pączusi! <3 🍩
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Niestety... ja również xD
      Już poprawione, dziękuję! :)
      Pozdrawiam i dziękuję, były pyszne <3

      Usuń
  23. Twój typ najlepszy. Czytałam trylogię i serdecznie miałam dość, więc sama rozumiesz, że Greya nie tknę nawet patykiem.
    Fangirl, fuj.
    Endgame... takie sobie
    Po 13 powodów i tak sięgnę :D

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, że przy tej ostatniej części, to trylogia była niczym Shakespeare...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  24. Zgadzam się z Greyem i Fangirl, jednak bolało mnie jak ktoś hejtował Endgame i Sny Morfeusza ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bierz do siebie! Ale rozumiem Cię, mnie otworzył się nóz w kieszeni, gdy widziałam mega negatywną opinię na temat Darów anioła :<

      Usuń
  25. Uff, całe szczęście nie czytałam żadnej z tych książek. I, co oczywiste, nie mam zamiaru tego zmieniać ;) inicjatywa świetna, bardzo podobają mi się tego typu posty, które nie tylko informują o wybranym temacie, ale też pokazują sylwetki, charakterki blogerów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiste :D
      Bardzo mi miło :) Własnie chciałam stworzyć post, którego bez udziału innych blogerów nie byłabym w stanie skonstruować, no i udało się :)

      Usuń
  26. Gratuluję świetnego pomysłu na post. :) Czytałam go z przyjemnością, choć szczerze współczuję Autorom recenzji lektur, które aż tak bardzo nie przypadły im do gustu. Chciałabym jedynie zwrócić uwagę Natalii z Book Paradise. Rozumiem, że książka odrzuciła Cię tak bardzo i masz ochotę ulżyć swojej irytacji i złości, ale jednak jesteś blogerką i recenzentką, a w postach czy ocenach jakichkolwiek pozycji są pewne granice. Uważam po prostu, iż niektóre teksty były nie na miejscu. Tym bardziej krytykowanie autorki jako osoby, której się w ogóle nie zna. ;)

    Jeśli chodzi o powieść, której nie lubię, mogę tutaj śmiało wyrazić swoją opinię o "Nie mogę powiedzieć ci prawdy" Lauren Barnholdt. Jako członek Dyskusyjnego Klubu Książki miałam za zadanie przeczytać tę książkę. Znalazła się ona już wcześniej na mojej liście pozycji do przeczytania w najbliższym czasie, ale cały czas ją zrzucałam na plan dalszy. I teraz żałuję, że nie robiłam tego dalej.
    „Nie mogę powiedzieć ci prawdy” Lauren Barnholdt opowiada o dwójce młodych osób, którzy w życiu nie mają wcale łatwo. Obydwoje zostali wyrzuceni z prestiżowych szkół, obydwoje mają swoje tajemnice.
    Kelsey nie pozwoli na popełnienie znów tych samych błędów, więc w nowym – tym razem publicznym – liceum całą swoją uwagę skupia na nauce, nie szuka miłości.
    Natomiast Isaac jest synem senatora, który dba o wizerunek swojej rodziny. Dlatego też prawda o usunięciu jego potomka z tylu dobrych szkół została zatuszowana.
    Ich pierwsze spotkanie na pozór wcale nie wróży przyjaźni. Kelsey zachowuje się opryskliwie w stosunku do Isaaca, a on wydaje się nie zainteresowany dopiero co poznaną dziewczyną. Jednak jedno nie potrafi nie myśleć o drugim.
    Czy znajomość, którą zbudują od fundamentów, zawali się, gdy odkryją nawzajem swoje sekrety?

    Przede wszystkim nie znalazłam tu ciągu akcji. Może byłam ciekawa, jakie sekrety skrywają bohaterowie, ale zanim zdążyłam wciągnąć się w bieg wydarzeń, wszystko stało się jasne, a końcówka przewidywalna. Pierwszy raz miałam styczność z tak irytującymi postaciami. Kelsey w ogóle nie zdobyła mojej sympatii i wiele razy robiłam krzywą minę, śledząc jej poczynania i słowa. Isaac bardzo przypominał mi bohatera serialu „Teen Wolf” nie tyle imieniem, co zainteresowaniami, czy zachowaniem. Śmiało mogę stwierdzić, że nie utożsamiłam się z żadnym charakterem w książce. Najbardziej rozczarowała mnie końcówka, która jest niedopracowana. Wiele wątków nie zostało zamkniętych i wyjaśnionych. Może Autorka chciała pozostawić Czytelnikom miejsce na własne domysły, teorię? Nawet jeśli, kompletnie jej to nie wyszło.

    Odradzam lektury zdecydowanie. :/
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Mam nadzieję, że Twoje konstruktywne uwagi dotrą do autorki fragmentu, który nie do końca Ci się podobał :)

      Bohaterowie, z którymi ciężko jest się zżyć czy utożsamić, nigdy nie wróżą książce dobrej przyszłości. Ja w ogóle nie czytam typowo romantycznych historii, ponieważ zwykle są dla mnie zbyt nudne i nic się w nich nie dzieje...

      Moge się domyślać, co czujesz, bo sama nienawidzę książek nijakich... Wolę złe, ale "jakieś", niż takie nico.

      Na pewno będę się strzec tej lektury!

      Dziękuję za tak wyczerpującą wypowiedź i również pozdrawiam gorąco! :)

      Usuń
  27. Na okładce coś do stracenia ten gościu wygląda jak by jego włosy były mackami, które chcą oplątać bohaterkę xD
    Hannah Montana popełniła samobójstwo? xD
    Kurcze, a chciałam przeczytać te 13 powodów :/ I tak to pewnie zrobię, ale z większym dystansem XD
    Jezu za dużo tyk "iksde" xD To przez cb! Kiedyś w oóle tego nie pisałam, a teraz cały czas
    Zapomniane życzenie ma tak piękną okładkę, że aż chyba od razu ją sobie kupię <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 Nie no żartuję! Prędzej rzygnę niż to zrobię xD
    Zdecydowanie Kuba! Miałam już tak, aż DWA RAZY! M.in z "Poszukiwaczem" oraz "Bogini oceanu"...opis tak mnie zaciekawił (bo jednak z jakiegoś powodu sie za nie zabrałam, bo okłądki za piękne nie są :P), a po przeczytaniu...co ja gadam Poszukiwacza nawet nie skończyłam! XD
    E! Ty szmat..Ścierko xD Nie wzięłaś mnie do tego posta ;.; Foch forever na 5 minut...no dobra na 10 xD
    Nawet ci aż buziaków nie dam.
    Podanie ręki! Nawet na to nie zasługujesz, no, ale jestem dobrym człowiekiem xD
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz, rzeczywiście xD Ten róż skutecznie mnie rozproszył xD
      No wiesz, może Tobie się spodoba :D
      Hahhaha znasz mnie za długo xD
      Nie gadaj, Bogini oceanu przeczytałaś, bo trafiłaś, że mogłaś kupić za 3 zł xD
      Hahhaa do kolejnej edycji już jesteś zaangażowana :D

      Usuń
  28. „Trzynaście powodów” Jaya Ashera czytałam i uważam, że książka naprawdę daje do myślenia, jest pomysłowo skonstruowana i nie brakuje w niej emocji. "Grey" z punktu samego zainteresowanego również mnie nie urzekł :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że Tobie się podobała :) Każdy szuka czegoś innego i stąd te różnice :)
      "Nie urzekł" to dość delikatnie powiedziane xD
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  29. Zgadzam się z tym zestawieniem w 100%!
    Większość z tych tytułów również bardzo mnie rozczarowała.
    Najtrudniej jednak było mi przebrnąć przez "Papierowe miasta" i "Fangirl", nie mówiąc już o "Jak powietrze" którą całkowicie sobie odpuściłam po kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu przeczytanych stronach.
    Pozdrawiam
    Moment Of Dreams ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że i Ty nadziałaś się na te intrygujące tytuły...
      Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
  30. Długo mnie tu nie było, ale już powracam do żywych i nadrabiam Twoje posty :D
    "Trzynaście powodów" dotychczas widziałam jedynie w pozytywnym świetle, poza tym ostatnio zrobiło się dość głośno na temat tej książki ze względu na film, czy to serial, już nie pamiętam. Ale skoro problemy, które zmusiły Hannę do samobójstwa są takiego pokroju, to raczej odmówię lektury.
    "Balladę o przestępcach" czytałam i chociaż nie była wyjątkowa, to całokształt oceniam całkiem pozytywnie. A już na pewno nie wynudziłam się aż tak na tej książce ;)
    "Fangirl" to jedyna Książka Rowell, która mnie interesuje, więc zapewne w końcu po nią sięgnę, choć z pewnym dystansem. W końcu opinie są dość mocno podzielone :)
    Hmm... nad "Endgame" ciągle się zastanawiam. Nie wiem, czy zniosłabym tekst bez wyjustowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie, tęskniłam <3
      Czasem dobrze jest przeczytać zupełnie inną opinię :)
      Mnie "Fangirl" nie interesuje, choć czytałam "Nie poddawaj się" i naprawdę bardzo mi się podobało :)
      Ten tekst jest tragiczny, widziałam kiedyś ;/

      Usuń
  31. Czytałam kilka dni temu Fangirl i w sumie to nie rozumiem czym tak dużo osób się zachwyca. Jak dla mnie było to po prostu nuuuudne. :P
    Natalia z Book Paradise - rządzisz! xDD Raany, kocham twoja wypowiedź <3 xDD
    Papierowe miasta były w sumie całkiem spoko, ale zakończenie zepsuło całą książkę. ;/
    Endgame stoi u mnie na półce może z półtora roku i dalej tego nie ruszyłam. xDD Ale kiedyś to zrobię na 100%! xD (mimo tej niepochlebnej opinii).
    A okładka książki M. Żygadło jest straasznie kiczowata i brzydka. :P Fuuj!
    Pozdrowionka, fajne zestawienie. ^^
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja nie mam ochoty na tę ksiązkę :)
      Spaprane zakończenie? Najgorsze, co może spotkać dobrą powieść :/
      No jest okropna xD Myślę, że ja byłabym w stanie zrobić front na lepszym poziomie, ale cóż, może to efekt zamierzony?
      Pozdrawiam i dziękuję! :)

      Usuń
  32. Ale świetny post z tego wyszedł, bardzo mi miło, że wystąpiłem w tym poście ;)
    Zdecydowanie zgadzam się z "Fangirl", przereklamowana książka. Główna bohaterka była tak irytująca i nieporadna, że miałem ochotę wydłubać sobie oczy. Masakra, na myśl o tej książce mam mdłości..
    Boli mnie serce, kiedy widzę tam "Endgame: Wezwanie", mnie się podobała ta pozycja. Być może następne tomy spodobają się bardziej autorce :P
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!
    http://czytamboczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również bardzo miło :)
      Pamiętam Twoją recenzję na temat tej książki xD
      Wątpię, by autorka miała ochotę sięgnąć po następne tomy, bo znam ją trochę i raczej kijem nie tknie :D
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  33. haha to jest genialne zwlaszcza ze neiktore czytalam lub mialam czytac lub nie chcialam czytaci wiem ze nie przeczytam :D haha rozwalily mnei teksty dziewczyn dobry post genialny! :) pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Będą kolejne :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  34. Fajny wpis:) I dobre ostrzeżenie:) Nie czytałam żadnej z tych pozycji, oglądałam jedynie film ,,Papierowe miasta" i to był jeden z najnudniejszych filmów jakie widziałam, mówię mu stanowcze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Więc raczej trzymaj się od nich z daleka!

      Usuń
  35. Zgadzam się w stu procentach z opinią na temat "Trzynastu powodów". Główna bohaterka tak bardzo mnie irytowała swoimi oskarżeniami, że nie byłam w stanie jej nawet współczuć. Obwiniała wszystkich dookoła i może faktycznie niektóre sytuacje mogły ją skłonić do takiej decyzji, ale większość była jednak mocno podkoloryzowana i przesadzona, jakby autorowi po prostu zabrakło pomysłów na to, czym mogli jej ci ludzie zawinić. Czytałam tę książkę już dobry czas temu, ale chyba nigdy aż tak mocno nie irytowała mnie główna bohaterka.
    Co do "Fangirl" - tutaj się jednak nie zgadzam, ponieważ według mnie książka była naprawdę dobra, ale myślę, że żeby to dostrzec trzeba mieć do czynienia z pisaniem opowiadań na blogach. Wtedy można się bardziej wczuć w sytuację Cath, dzięki czemu w pewnych momentach miałam wrażenie, że czytam książkę o samej sobie. Na pewno należy do moich ulubieńców, chociaż też nie ze względu na to, co się w niej działo, tylko przez to utożsamienie się z główną bohaterką :)
    Oprócz tych dwóch czytałam jeszcze "Papierowe miasta" i "Cudowne tu i teraz". Ogólnie żadna z książek Greena mi się nie podobała i na wszystkich się zawiodłam, oczekując czegoś dobrego. A "Cudowne..." przeczytane-zapomniane, nic nie wniosła do mojego życia.
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że musiałaś trafić na coś, co tak bardzo ci się nie podobało ;/
      I bardzo dobrze! Jak ja lubię odmienne opinie :)
      Czytałam "Nie poddawaj się", czyli właśnie to ff Cath i bardzo mi się podobało :)
      Pozdrawiam ciepło i dziękuję za tak wyczerpującą wypowiedź!

      Usuń
  36. Sny Morfeusza i inne książki tej autorki jeszcze przede mną ;) Zobaczymy jak ja je ocenie :) Jeśli chodzi o Greya czytałam go w gimbazie, więc byłam zachwycona. Teraz pewnie oceniłabym ją zupełnie inaczej. Bardzo ciekawy post i jak będziesz tworzyć kolejny chętnie się w nim udzielę :) http://czytamybokochamy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej biblioteczce leży "Na szczycie", zobaczymy jak to będzie.
      Super, na pewno do Ciebie napiszę :)

      Usuń
  37. W końcu udało mi się znaleźć chwilę, żeby skomentować, bo czytałam już dawno, co pewnie widziałaś, bo tam podrzuciłam też u siebie na fb link do tekstu. ;D
    Oprócz książki, którą przedstawiłam, czytałam tylko Papierowe miasta i przyznam, że chociaż mi się podobały, to jednak była to dla mnie najsłabsza książka Greena, bo tak bardzo powielała jego własne schematy, że aż się odechciewało momentami czytać. I jedynie ten jego humor mnie nakręcał, żeby ciągnąć to dalej.
    A co do Fangirl, to też czytałam sporo negatywnych recenzji, ale i tak dam szansę tej książce, bo Eleanor & Park było tak urocze, że mam ochotę przeczytać coś jeszcze tej autorki. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie <3 Tak, widziałam :)
      No proszę, tyle osób teraz mi tu pisze, że to słaba książka, a dotychczas na blogach widziałam tylko zachwyty na jej temat...
      Oby Ci się spodobała! :)

      Usuń
  38. Hej! Pośród nich jest kilka powieści, które znajdują się wręcz w gronie moich ulubionych lub mam je na oku :( Moje serduszko płacze... Ale tak serio, to w takich momentach widać, jak różne są gusta. Może to i dobrze - czuję się trochę wyjątkowa, kiedy mam inne zdanie niż wszyscy :D No i może zrezygnuję z tych powieści, które miałam w planach. :)

    Gorące pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    PS. Od dzisiaj u mnie na blogu trwa konkurs, więc jeśli masz ochotę, to zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xD No pewnie! Najważniejsze, to mieć dystans do opinii innych :)
      No i brawo!
      Widziałam, ale taki świetny konkurs, że wątpię, bym miała szansę :<
      Pozdrawiam!

      Usuń
  39. Nie czytałam żadnej z wyżej wymienionych (i pewnie słusznie ;)) ale jestem zdania, że każda, nawet najgorszą książkę warto przeczytać, chociażby dlatego, żeby później móc uargumentować czemu była taka zła, a nie, że była zła, bo wszyscy tak mówią.
    Najgorszym gniotem , który przeczytałam było, i chyba nie będzie to dla nikogo zaskoczeniem "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Ale wcale nie przez tematykę, tylko przez język i tę nijakość samego Greya... Do tej pory nie wiem co w nim było takiego, że Ana się w nim zakochała... Może chodziło o kasę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Teraz jest nagonka na Zmierzch, a 80% ludzi, którzy twierdzą, że to dno, nawet go nie czytali... Tego nigdy nie zrozumiem.
      Haha xD Podobno nie, ale kto to wie na pewno? :D

      Usuń
  40. Kilka książek zdecydowanie mnie zdziwilo, będę musiała się zastanowić czy po nie sięgnąć, a do tej pory miałam ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Hahahha :) Sporo tu książek, nad którymi widziałam wiele zachwytów :D Aż chyba którąś przeczytam :)
    A zupełnie serio to jest jeden z najlepszych postów jakie ostatnio czytałam, taki zbiór "zastanów się dwa razy zanim spróbujesz przeczytać" i to jest mega, bo oszczędza mój czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! O! To polecam Ci Grey'a, wydłubiesz sobie oczy z wrażenia xD
      Ale mi miło <3 Dziękuję!

      Usuń
  42. Świetny post! :D Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy, bo większości tych książek nie czytałam ;P

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :)
      Wobec tego czekaj na kolejny post z tej serii :)

      Usuń
  43. Wow, udało mi się nieprzeczytane żadnej z nich - pozostaje tylko dalej trzymac się z daleka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak pozostało :D
      P.S. Fantastyczny nick!

      Usuń
  44. "Pocałunek anioła" - koszmar! Nie przebrnęłam nawet do końca! Po prostu.. egh..
    Tak samo nie rozumiem szału "Papierowych miast", jak dla mnie nudna, bohaterowie lekko schematyczni... Nic wyjątkowego!
    Pozdrawiam serdecznie :3
    Zapisane w słowach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chciałam to kiedyś przeczytać, bo podobały mi się okładki tej serii eh...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  45. Cudowny pomysł na posta! W dodatku współpraca z innymi bloggerami to dodatkowy atut. :)
    Również nie rozumiem tej całej fascynacji Johnem Greenem (zauważyłam, że powoli ucichła, całe szczęście :)) Film "Papierowe miasta" nawet mi się spodobał. Jednak książkę ciężko miałam dokończyć.
    Jeśli chodzi o "Zapomniane dzieje", to ta okładka jest chyba jakimś żartem. Na grafice w ogóle się nie znam, ale jestem w 100% pewna, że skleciłabym coś co nie raziłoby tak w oczy.
    Co do "Jak powietrze" miałam ogromną nadzieję. Jednak widziałam parę negatywnych opinii, które skutecznie mnie odstraszyły.
    Pozdrawiam!
    czytamogladampisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3
      No cóż, sama nie byłabym w stanie go stworzyć, a tak chociaż więzi między blogerami się zacieśniają :)
      Tak! Ostatnio również go nie widuję.
      Hahhahaha zgadzam się xD
      Okładka ładna, ale ja i tak podziękuję :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  46. Ja osobiście uwielbiam "Endgame"- być może dlatego, że miałam co do niej naprawdę niskie oczekiwania, a bardzo bardzo miło się zaskoczyłam ^^ Od siebie dorzucam "Dzikie stwory" Dave'a Eggersa- paskudna książka, kompletnie bez sensu i jakiegoś ogólnego zarysu fabuły. Wyrzucam z pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie w dużym stopniu są zależne od oczekiwań czytelnika :)
      Ooo, dzięki! Będę się trzymać z daleka!

      Usuń
  47. Kasia- you made my day ;) Od kilku minut siedzę i myślę, którą z przeczytanych książek mogę zakwalifikować jako najgorszą i... nic nie przychodzi mi do głowy :( Były takie, które mi się nie podobały, były takie średnie i takie naprawdę super. Ale żeby któraś z nich zasłużyła na to 'wyjątkowe' miano? No właśnie. Jadę za chwilę na grila. Zamiast gadać o pierdołach będę myślała, intensywnie przeglądając swoją życiową listę wszystkich przeczytanych kiedykolwiek książek- w poszukiwaniu 'tej jedynej' ;) Jak ją znajdę/przypomnę sobie, to się zgłoszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło <3
      Jak już się namyślisz, to daj znać, koniecznie musisz wrzucić swoje trzy grosze do tego wpisu!
      Hahahahahhaha wejśćie na mojego bloga grozi chwilową utratą głowy <3

      Usuń
  48. To szczęście kiedy znajdujesz w tej liście coś, czego nie cierpisz i myślałaś, że jesteś w tym zupełnie sama :") Super pomysł! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość osób wchodzi tutaj z podobną myślą :D Dziękuję!

      Usuń
  49. To ja dorzucę swoje trzy grosze, a co! Ktoś zabroni? Brak chętnych? To dorzucam:

    Nie rób sobie tej krzywdy i nie próbuj czytać "Krwi marzeń" autorstwa Susan Parisi. Blurb twierdzi, że to to jest podobne do "Pachnidła", ale biedny Patrick Süskind pewnie wyrywałby sobie resztki włosów z głowy, gdyby o tym wiedział. A może wie i dlatego wyłysiał... W każdym razie nie sięgaj, chyba że lubisz książki, które można sprowadzić do:

    "ooo ćpam sobie, ćpam, jestem gwałcona, ćpam sobie ćpam, jestem gwałcona, och jak świetnie, seks, nie chcę, chcę, ćpam sobie ćpam, seks, ćpam sobie ćpam, ćpam"

    Może to jest zbyt ambitne dla mojego prostego umysłu, ale jeśli tak, to nie chcę być intelektualną perełką świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje trzy grosze zawsze mile widziane :D

      Hahahaha xD Szczególnie epickie było te "ooo" na początku :D
      No cóż, w takim razie całkowicie sobie odpuszczę tę książkę :D Dzięki za ostrzeżenie!

      Usuń
    2. Ta, trzy, pewnie liczysz na nie trzy a pięć, i nie groszy, ale milionów dolarów! :C

      Ta książka tak mi brzmiała właśnie jak takie "ooo hurr durr jestem wyzwolona, ćpam, puszczam się, ćpam i jeszcze ooo i w ogóle wielbcie mnie, ooo!". :P Takie rozumiesz, takie gardłowe i niskie "ooo". Z taką ekstazą i w ogóle. :P

      Usuń
    3. Nie no aż tak drogo tu nie jest xD
      Już chyba czytałam to zdanie na wszelkie sposoby :D

      Usuń
  50. Super post, świetnie się czyta, a ostatnie zdanie powaliło mnie na łopatki... :)

    OdpowiedzUsuń
  51. PS. Dla mnie najgorsze książki, jakie musiałam przeczytać, to lektury szkolne, które czytać MUSIAŁAM, a które przez to znienawidziłam. Większość czytałam z własnej woli i z pełnią zachwytu, ale 3 zapamiętałam jako koszmar ciągnący się w nieskończoność. Są to jednocześnie 3 książki w moim życiu, przez które nie byłam w stanie przebrnąć do końca, choć próbowałam dłuuugo:

    - "Pieśń o Rolandzie" - zupełnie nie rozumiem, po co każą to czytać współczesnym nastolatkom? Nie da się z tego nic zrozumieć, nie da się czerpać przyjemności z czytania tego nudziarstwa. Czysta strata czasu. Nawet streszczenie mnie znudziło.

    - "Ludzie bezdomni" Żeromskiego - w literaturze polskiej książka uważana chyba za jakiś cud, ale ja totalnie nie pojmuję, dlaczego. Ogólnie nie lubię lektur pozytywistycznych, ale przez tę nie byłam w stanie w ogóle przebrnąć. Udało mi się skończyć 3 rozdziały i w międzyczasie 2 razy przysnęłam w tracie czytania. Polecam osobom mającym problemy ze snem. Rozumiem, że uczniowie średnich szkół muszą zrozumieć idee epoki i hasła pozytywistyczne, ale moim zdaniem wystarczy przeczytać kilka nowelek z tego okresu, które wystarczająco dobijają człowieka psychicznie. Przynajmniej są krótkie. Dodam tu, że naprawdę lubię długie książki, trylogie i dłuższe serie, nie mam nic do objętości. Po prostu czytanie lektur tak dobijających i nudnych uważam za całkowicie bezsensowne - im są krótsze, tym lepiej.

    - "Lord Jim" Conrad Joseph (Conrad-Korzeniowski) - mam taką teorię, że swego czasu kazano to czytać w szkołach jako lekturę obowiązkową, bo autorem był Polak, który jakoś tam się wybił poza granicami kraju jako autor. Innego powodu nie widzę. Książka jest tak nudna, że nie byłam w stanie doczytać jej do końca. Nie wiem, co w niej jest takiego wspaniałego, po prostu nie rozumiem. Może to po prostu kwestia gustu. Tak czy inaczej - nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam jedynie dwie pierwsze, z trzecią stety- niestety nie miałam zderzenia :D
      Co do Pieśni o Rolandzie to zgadzam się absolutnie, trochę to wszystko naciągane i zbyt dużo czasu poświęca się temu utworowi.
      Jeżeli chodzi o lektury to dla mnie największym dramatem byli Krzyżacy, których nie przeczytałam całych, a wręcz tylko ociupinkę, bo po prostu nie dałam rady oraz Lalka. Dwa morały i cholernie dużo stron ;/

      Bardzo dziękuję za tak długą wypowiedź, pozdrawiam cieplutko! :D

      Usuń
  52. 3 książki, które chciałam przeczytać :o Ten post niszczy mi życie (no dobra, plany)... Chociaż po "Endgame" i tak sięgnę :D
    Pabottyro_books

    OdpowiedzUsuń