Tych książek nie lubimy...#2 - 11 blogerów opowiada o najgorszych książkach, jakie w życiu przeczytali

12 marca

Poprzedni tego typu post bardzo się wam spodobał, wobec czego postanowiłam skonstruować drugą część :). Dziś 11 blogerów przedstawi wam swoje opinie na temat najgorszych książek, jakie w życiu przeczytali!


Oczywiście nie bierzcie do siebie poszczególnych opinii, każdy z nas może mieć inne zdanie ;).



Jeżeli nie widzieliście poprzedniego wpisu, klikajcie tutaj:
Tych książek nie lubimy... -16 blogerów o najgorszych książkach, jakie w życiu przeczytali

Dziś będzie mała niespodzianka, ponieważ jedna z książek pojawiła się dwukrotnie!

Marta z W sercu książki


Najgorsza książka? Miałam niestety kilka pomysłów, ale rzeczywistość przyszła mi z pomocą. xD W tym tygodniu przeczytałam najgorszą książkę w swoim życiu - przedstawiam Wam „Ja, Oni i Dżej” Jolanty Nasiłowskiej.

Na samym początku książki znajdujemy słówko „yesterdey”. Ono idealnie współgra z moimi wrażeniami z lektury tej książki. W gąszczu wszelkich rodzajów powtórzeń i dziwów literackich, przez natłok konstrukcji zdań rodem z podstawówki, usiłuje przebić się fabuła. Miało być dwuznacznie. W prosty, bezpośredni sposób autorka chciała pokazać sprzeczność ludzkiej natury pod postacią Emmy Dżej Bloom. Emma i Dżej zostały przedstawione niczym ego i alter ego bohaterki. Emma jest nieśmiałą romantyczką, związaną z Sharkiem - przystojnym facetem, którego wydawało jej się, że kocha. Dżej, czyli druga natura Emmy, często zmienia mężczyzn i pracę, ocieka seksapilem, przygodny seks jest jej nieobcy, chętnie wychodzi na imprezy, podczas których pije morza alkoholu i poznaje kolejnych mężczyzn, którzy tracą dla niej głowę. Tak naprawdę gdziekolwiek pojawi się Emma Dżej Bloom tam pojawiają się mężczyźni żądni jej ciała.

Postacie opisane w książce są koszmarnie papierowe. Główna bohaterka miała mieć odmienne twarze, a po lekturze odnoszę wrażenie, że pani Bloom cierpi po prostu na rozdwojenie jaźni lub co najmniej na poważne zaburzenia osobowości. Jeszcze gorzej sprawa ma się z fabułą, bo po przeczytaniu „Ja Oni i Dżej” nie mam pojęcia o czym ta książka właściwie była. Skrócona lista wielu partnerów i wykonywanych przez Emmę/Dżej prac, informacja z dowodami na to, że bohaterka miała szalone powodzenie wśród płci przeciwnej i z tego korzystała oraz nagromadzenie historii, które miały śmieszyć. Miały.

Z całym szacunkiem do autorki (której życzę wszystkiego co najlepsze), ale odradzam Wam tę lekturę. Nie wniesie ona do waszego życia absolutnie nic, a wyniesie dobrą godzinę z życia, którą moglibyście spędzić o wiele lepiej.

Marta z Książki w Piekle


Czytelnicy, którzy zetknęli się z tą książką, dzielą się tylko na dwie grupy – zwolenników i przeciwników. Z całego serca nie polecam tej „królowej polskiego kryminału”. Wielokrotnie zachwalana Bonda stworzyła historię ciągnącą się jak przysłowiowe flaki z olejem. Fabuła? Z początku interesująca, mnóstwo fajnych opisów i rozwinięć akcji. Niestety trwa to krótko, a potem Załuska zaczyna rozwiązywać tajemnicę morderstwa (główny wątek). Wydaje się, że to bomba i inne takie, ale tak nie jest. Dynamiczna akcja to podstawa dobrego kryminału – właśnie tego mi tu zabrakło. Okrzyknięta królową powinna mieć umiejętność zainteresowania czytelnika. Każdy może usiąść nad książką z jedzeniem, więc nie potrzebuje rozwleczonej historii – właśnie jak te flaki. Rozlew krwi? Brak. Ciekawa akcja? Brak. Przyjemny język? Brak. Jak widać, więcej negatywnych opinii niż pozytywnych. Nie polecam jej z całego serca, dlatego zostawiłam ją w połowie. Co dzieje się w kolejnych częściach tej serii? Sama nie wiem i nie jestem pewna czy chciałabym się dowiedzieć. 


Corvus Lupus z Niesamowity świat książek


Miałam do wyboru dwie książki, ale taką najgorszą z najgorszych wybrałam stosunkowo szybko, owe dzieło pochodzi o polskiej autorki Marty Motyl, czyli “Moc Granatu”, spodziewałam się naprawdę ciekawej powieści, ale spotkał mnie nie lada zawód. Z tego co mi wiadomo gatunek tej książki to erotyk, biseksualny erotyk, który nie dość, że nie był ciekawy to jeszcze trochę obrzydzający. Jestem osobą niezwykle tolerancyjną, ale za przeproszeniem jak bohaterka, która bodajże miała na imię Magda, nie jestem pewna, bo ledwo dotrwałam do 100 strony, liże raz jej, a raz jemu to muszę przyznać, że aż mi się jeść odechciało, a spojrzenie na biseksualne osoby nieco się zmieniło. Narracja była męcząca, bezbarwna i bezemocjonalna, czyli jednym słowem nudna, autorka jak zobaczy co tu wypisuję to zapewne rzuci mnie na stos. Hahah. Główna bohaterka to studentka, prawdopodobnie studiuje pedagogikę i w szkole ogląda się za “lolitkami”, *Szczerze? Nie mam pojęcia co to i nie chce.* Jest osobą nieciekawą i zaćmioną młodością, czyli seks, dragi i rock and roll, jeśli mogę tak powiedzieć. Jak wspominałam jestem tolerancyjna i zazwyczaj staram się wszystko przeczytać od deski do deski, ale ta książka była tragiczna tak bardzo, że myślałam nad tym, aby rzucić się pod samochód, starałam się jak mogłam, ale dosłownie setna strona to próg mojej cierpliwości do owej książki. 

Hahaha, teraz pozostało mi się uzbroić w cierpliwość i mocny tyłek, bo autorka zrówna mnie z ziemią XD Ale no cóż, nie każdemu musi podobać się moje zdanie, a sądzę, że szkoda było zachodu na tę książkę. 

Pozdrawiam, Sara :D 
PS. Bądźcie ze mną żebym nie musiała się chować pod łóżko :D

Wiktoria z Tysiąc Żyć Czytelnika


Kasia może potwierdzić, że nie umiem krytykować. To znaczy, staram się tego nie robić. Lubię znajdywać nowe, cudowne strony książki, a o negatywach tylko krótko wspominać. Czy jednak są książki, które mam ochotę zjechać od góry do dołu i sprzedać kopniaka w stronę kosza? Ano są, chociaż z moim podejściem to pewnie prędzej wyleciałyby przez otwarte okno.
‘Zanim się pojawiłeś’ to zdecydowanie najgorsza książką, którą dane mi było przeczytać w roku 2016, a może nawet w całym życiu. Wszyscy się nią zachwycali, wzruszali się… A ja po dwusetnej stronie przestałam udawać, że w ogóle ma jakieś dobre strony. Bohaterowie beznadziejnie wykreowani. Will jest takim dupkiem, dupkiem ponad dupki, że brak mi słów. Teraz pewnie mi powiecie, że ‘on się zmienia, przecież o to w tym chodzi’. Z czystym sumieniem mogę burknąć, że jeśli on się zmienił, to chyba coś mam wypaczone. Pozostał dupkiem do samego końca. Rozumiem, że dobry ‘bad boy’ nie jest zły, ale nie przesadzajmy, facet jest porąbany, a jeśli te przeżycia naprawdę zmieniły tą dziewczynę na lepsze, to moim zdaniem zbyt nachalne użycie fikcji literackiej. Ach, no i te ‘wzruszające’ zakończenie, po którym miałam ochotę trzasnąć czytnikiem o ziemię i wydrzeć się, że chyba sobie żarty stroją. Chociaż miałam też nadzieję, że mam złą wersję książki, że to jakieś fanfiction jest albo coś. Okazuje się, że to nieprawda – książka naprawdę jest beznadziejna od początku do samiutkiego końca. No nie przesadzajmy, mnie nawet ‘Zmierzch’ się podobał, wszystkie młodzieżówki mi się podobały, romanse czytam nałogowo... a fenomen roku już nie był w stanie mnie przekonać do chociażby jednego dobrego słowa? Chyba podziękuję za kolejne powieści tego typu.

Agata z Agata czyta książki


Powieści Remigiusza Mroza są obecnie w Polsce fenomenem wydawniczym. Przypomnijcie mi, ile książek wydaje rocznie? Pięć? Sześć? Już ten fakt zapalił mi w głowie ostrzegawczą lampkę. Wychodzę bowiem z założenia, że należy stawiać na jakość twórczości, a nie jej ilość. Jednak gdzie nie spojrzałam – widziałam książki Mroza, postanowiłam więc sprawdzić, na czym właściwie polega jego fenomen. Po przeczytaniu „Behawiorysty” moja odpowiedź brzmi – nie wiem. Specjalnie wybrałam na pierwszy ogień powieść, której tytuł dawał nadzieję, że będzie kryminałem z domieszką thrillera psychologicznego. Spodziewałam się, że książka będzie chociaż w połowie tak dobra jak powieści Jo Nesbø, wszak Remigiusz Mróz nie ukrywa, że jest wielkim fanem twórczości norweskiego pisarza. Niestety, to co otrzymałam na kartach „Behawiorysty” potwierdziło tylko moją niechęć do polskiej literatury. Przede wszystkim postaci w powieści były bardzo słabo zarysowane, a nieprzemyślana fabuła dopełniła tylko czarę goryczy. Remigiusz Mróz jak widać nie nauczył się od Jo Nesbø, że ważne jest odpowiednie zarysowanie profilu psychologicznego mordercy – wówczas to jego psychika będzie przerażać czytelników. Autor postawił jednak na krwawe i bezsensowne opisy tortur, którymi byłam zażenowana. Dodając do tego kilka zupełnie nieprawdopodobnych zdarzeń (jak na przykład witryna internetowa, której przez kilka lat nikt nie potrafi zablokować) i niezwykle mało prawdopodobnych zbiegów okoliczności, odniosłam wrażenie, że Remigiusz Mróz napisał tę książkę na siłę. Do Jo Nesbø czy chociażby Yrsy Sigurðardóttir jest mu bardzo daleko.



Jestem osobą, która czyta naprawdę dużo romansów i erotyków. Mam więc obraz jak powinny być w miarę dobrze napisane tego typu książki. Sięgnęłam po Samanthe Young z ciekawości czy jej książki będą mi odpowiadać. Wyszło tak, że stwierdziłam, iż sen byłby znacznie lepszym rozwiązaniem, niż czytanie tego badziewia. Fani autorki muszą mi wybaczyć to co teraz zostanie tutaj napisane, ale niestety kompletnie nie ujęła mnie, ani autorka, ani jej historie. 
„To co najważniejsze” jest książką nudną jak przysłowiowe „flaki z olejem”. Zaczyna się naprawdę ciekawym początkiem, ale z każdą kolejną stroną okazuje się, że początek był tylko nic nieznaczącym elementem, o którym o dziwo autorka przypomina sobie dopiero pod koniec książki. Niewciągająca fabuła, beznadziejni bohaterowie, sekret trzymany tak długo w tajemnicy, po rozwiązaniu spowodował u mnie salwy śmiechu. Główna bohaterka wydaje się być nierozgarnięta i dziecinna. Sceny erotyczne są opisane grzecznie, bez polotu, w sumie to nawet rumieńców się nie dostaje podczas czytania.
Jedynym plusem są sprawy mieszkańców całego Hartwell, które zostały rozwinięte i pokazane w tej pozycji. 
„To co najważniejsze” jest kiepską podróbką Sparksa, tyle że zakończoną happy endem. Osobiście po drugą część nie sięgnę, a po przeczytaniu serii „Into the Deep” stwierdzam, że Samantha Young nie jest autorem dla mnie, bo jej książki sprawiają, że prycham częściej, niż zwykle.
Uwierzcie mi, są naprawdę lepsze książki, z którymi można spędzić wieczór.



Przyznam szczerze, że nie miałam tej (nie)przyjemności czytać w swoim życiu zbyt wiele złych książek - mam chyba jakieś niespotykane szczęście ;). Jednak w zeszłym roku znalazłam kandydata na książkowy niewypał nawet nie tylko 2016 roku, ale ogólnie i całego mojego czytelniczego życia. Mowa tu o „sensacji polskiego Wattpada”, czyli znanym chyba wszystkim „Uratuj mnie” Anny Bellon. Nic nie zmęczyło mnie i nie wypruło intelektualnie jak ta historia.

Jest to historia dziewczyny, która po śmierci brata odsunęła się od wszystkich i nie umie się pozbierać. Nagle do jej życia wkracza chłopak, nowy uczeń szkoły, i wszystko magicznie się odmienia… Dziewczyna tak długo odcinająca się od wszystkich i pogrążona we własnym cierpieniu nagle rzuca wszystko dla dopiero co poznanego faceta, który chce ją wyprowadzić z powrotem na ludzi, i bez większych problemów nawiązuje z nim bliższe relacje. Przemiana bohaterki postępuje zdecydowanie za szybko i nie jest ani realna, ani też logiczna – to właściwie największy mankament tej historii. Dodatkowo romans między postaciami jest ogromnie przesłodzony, bohaterowie rozmawiają o niczym (w życiu nie słyszałam, by ktoś się porozumiewał w realnym świecie tak, jak bohaterowie Bellon), a ich przekomarzania, mające być zabawne, były takie może przez chwilę, ale ile można. Zresztą sami bohaterowie także są nieciekawi: idealny Kyler bez jednej wady i nudna Maia, uważana przez wszystkich za zadziorną i silną, ale tej zadziorności w opowieści nie widać. Zatem: głębi nie ma, psychologii nie ma, wyrazistych i spójnych bohaterów także brak, to może chociaż sama fabuła ratuje tę powieść? Otóż… nie. Fabuły też tutaj nie ma, a w zamian otrzymujemy szereg niepowiązanych ze sobą logicznie sytuacji. Właściwie większość 300 stron powieści to opisy tego, co jedzą bohaterowie, co robią, gdzieś w tle kilka prób zespołu… I jedno, dwa większe wydarzenia. Tutaj nic się nie dzieje! A sam wątek okołozespołowy, którym firmowana jest przecież cała seria, został potraktowany po macoszemu i wrzucony do powieści jakby na siłę, aby tylko był.

Jedynym oczekiwaniem, jakie miałam wobec „Uratuj mnie”, które jest romansem dla młodzieży i ma w założeniu zapewnić przyjemną rozrywkę, było spędzenie miłego wieczoru na niezobowiązującej, lekkiej lekturze. Powieść zdecydowanie tego oczekiwania nie spełniła.

Patrycja z Molinka Książkowa


Trudno jest podjąć się wyzwania opisania książki, która w negatywny sposób wpłynęła na nasz odbiór. Z szacunku do każdej z nich zawsze staram się dokończyć ją, choćby dla jednego dobrego słowa wartego zapamiętania. Tiphanie Yaniquge wykreowała cudowny świat, osadzony w pięknym miejscu kryjącym wiele tajemnic, które z wielką chęcią byłam gotowa odkryć. Niestety, na nic zdało się stworzenie bohaterów, jakich nie znajdziemy w standardowej książce obyczajowej. Nietuzinkowy pomysł nie poszedł w parze z stylem, jakim autorka posłużyła się w książce. Przez większą część zostajemy poczęstowani opisami przyczynowo-skutkowymi, które nie wnoszą w fabułę większego sensu. Dodatkowo w powieści autorka stosuje zabieg przeplatania narracji, co sprawia pewne zagubienie czytelnika pomiędzy tym, kto wypowiada się w danym momencie. Język książki jest trudny, występuję wiele wyszukanych słów. Osobiście jestem osobą gustującą w współczesny język, bardziej nowatorskim i przychylny potencjalnemu odbiorcy. Zawiodłam się, choć opis znajdujący się z tyłu książki zapowiadał chwilę pełne przygód, intryg i smakowitych romansów skazanych na zgubę, co dodatkowo miało nadawać całości pikanterie. Książkę odłożyłam na półkę pełna sprzeczności.

Kejt_Pe z Ukryte Między Wersami


Zapewne każdy z was wziął kiedyś do ręki książkę i skusił się na nią ze względu na okładkę, zachęcający opis z tyłu bądź fakt, że czegoś takiego jeszcze nie było. Ja również dałam się omotać. Gdybym miała wam w jednym zdaniu powiedzieć, co sądzę o książce „Tatuaż z lilią” Ewy Seno powiedziałabym, że absurd goni absurd. 

Ta historia miała ogromy potencjał. Powiedziałabym, że nie tylko na naszym polskim podwórku, ale też światowym. Dlaczego zatem jest inaczej? Zapewne zaskoczę was mocno, ale to co w innych książkach jest dużym atutem, tutaj okazało się największą słabością. Mowa oczywiście o pędzącej na łeb i szyję akcji. Autorka napakowała w pierwszy tom mnóstwo wydarzeń, przez co nie skupiła się na innych ważnych rzeczach takich jak: opisy miejsc i ludzi, dokładne przedstawienie wydarzeń, czy też brak ukazania emocji i doznań bohaterów. Bardzo mi tutaj tego brakowało. Uważam, że pod tym względem jest dość ubogo, a sama pędząca akcja nie sprawi, że książka będzie dobra. Oczywiście mogę wam wskazać również inne negatywne aspekty tej książki m.in. schematyczność wydarzeń, irytująca główna bohaterka i irracjonalność niektórych wydarzeń. Powiedziałabym, że czasem głupota niektórych zdarzeń aż boli. Sama główna bohaterka ma największego pecha i szczęście w życiu jednocześnie. W tym samym czasie chłopak zdradza ją z najlepszą przyjaciółką, a rodzice giną w wypadku, w wyniku czego Nina wyjeżdża do Stanów do swojej ciotki. Tam w kilka dni krąży za nią trzech adoratorów, mam mnóstwo znajomych, bmw, fortepian, a smutek po utracie rodziny i strach przed nowym otoczeniem znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bohaterowie są infantylni i słabo wykreowani, a ich naiwność wkroczyła na nowy poziom głupoty. Czego by się w tej książce nie dotknąć, to jeden wielki klops. 

Zdecydowanie ją wam odradzam, bo najzwyczajniej w świecie szkoda na nią czasu. Nie dajcie się zwieść okładce czy też opisowi z tyłu. Czasem warto zaufać innym w tej kwestii. 
Pozdrawiam!

Sunny Snowflake z Sunny Snowflake


Do teraz zastanawiam się po co w ogóle wydano „Miles” Mileny Wiktorii Jaworskiej. Przyznam, jakiś pomysł był- właśnie dla niego z wielką nadzieją sięgnęłam po tę powieść. Temat gwiazd, bycia gwiazdą i mocy z tym związany jest dość świeży. Niestety zamiast fajnie pomyślanej, lekkiej, młodzieżowej fantastyki dostałam ponad 200 stron schematycznej i bezsensownej historii miłosnej, która opiera się na sztucznych, pompatycznych słowach. 

Bohaterowie są strasznie jednowymiarowi- główna bohaterka, Millie, odizolowana od społeczeństwa i zakompleksiona, choć zgodnie z opisami jest piękna i wpisuje się we wszelkie trendy. I oczywiście On- chłopak jak ze snów, miłość od pierwszego wejrzenia, księżyc jej życia. Jacyś inni ludzie, przyjaciele Millie, rodzina Ariesa- po co?! Wystarczy ojciec-polityk dziewczyny i niczym niewyróżniająca się matka, którzy kompletnie nie zwracają uwagi na to jak szybko rozwija się związek ich młodej córki. 

Nie pominę błędów w książce- ortograficznych, składniowych, logicznych. Rozumiem jeden, ale ich było multum. To jak i sztuczność dialogów czy sytuacji sprawiała, że tak cienką książkę czytałam chyba z tydzień. Po prostu nie chciałam wracać do tej powieści. Skończyłam ją tylko po to, by móc z czystym sercem odradzać jej czytanie, bo to tylko marnotrawstwo czasu, który można poświęcić na inne, ciekawsze książki.

PolaCastairsTreaty z Czytam, piszę, recenzuję, polecam



Przeglądając internet trafiłam na filozoficzne stwierdzenie: Ludzie są jak książki. Nie powinno się oceniać ich po okładce. Nie wiem czy tak można, ale skoro ludzie są jak książki, to książki są jak ludzie. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć, a raczej ochronić Was przed lekturą, która oznaczałaby popularną, znaną przez wszystkich osobę, a okazałaby się tworem pełnym stereotypów i nudy. Jestem pewna, że czytając to zdanie każdy z Was miał przed oczami swoją własną kandydatkę. Dla mnie jest to Zanim się pojawiłeś. Niedawno nie słyszał o niej nikt. Potem, nie wiedzieć skąd ani dlaczego, nastąpiło wiele BUM. Zna ją każdy. Powstał film, nowa szata graficzna. Ja, skuszona pochwałami, postanowiłam dać jej szansę. Żałuję tego do dziś. Pierwsze 200 stron było prawdziwym wyzwaniem. Lou, miała wnieść do życia Willa, jej niepełnosprawnego podopiecznego, trochę radości, ale to, co robiła, było po prostu żałosne. Rzadko używam tego słowa, bo według mnie jest ono naprawdę mocne, ale tutaj nic innego po prostu nie pasuje. Dalej, główni bohaterowie denerwowali mnie od samego początku. Oboje dosłownie prześcigali się w próbie zmiany życia tego drugiego, równocześnie będąc święcie oburzeni, że ta druga osoba robi to samo. Żyli według zasady: Mówiąc innym co mają robić staram się im pomóc. Ktoś mówi mi jak mam żyć? Bezczelność!, a w skrócie Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukradną – to źle. I tak przez 384 strony. Niemożliwie długie 384 strony.
Podsumowując, Jojo Moyes jest dla mnie całkowicie skreślona. Jej najpopularniejsza książka była tylko i wyłącznie stratą czasu, a mimo poważnej tematyki nie wniosła do mojego życia nic poza poczuciem zażenowania.
****

To już koniec na dziś :). Dajcie znać, czy wśród wymienionych wyżej książek znaleźliście jakieś, które wam również nie przypadły do gustu, bądź wprost przeciwnie :). Może kompletnie nie zgadzacie się z czyjąś opinią?

Jeżeli ktoś z was chciałby napisać kilka słów o najgorszej książce, jaką kiedykolwiek przeczytał i gościnnie wystąpić w kolejnym wpisie z tej serii, teksty wysyłajcie na mój adres e-mail: kazablotna@gmail.com

Trzymajcie się!

Zajrzyj również tu

46 komentarzy

  1. przyznam się, że o większości z tych książek nie słyszałam, ale to chyba dobrze ;)
    aczkolwiek opinią o "Zanim się pojawiłeś" jestem zaskoczona - do tej pory słyszałam same pozytywne recenzje :/
    poza tym nominowałam Cię do tagu - tu znajdziesz więcej informacji: http://bibliotekaamarzen.blogspot.com/2017/03/10-pytan-do-blogera.html
    Pozdrawiam,
    Posy

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając nie-polecajkę Wiktorii z Tysiąc Żyć Czytelnika uśmiałam się do łez :D A jestem po lekturze "Zanim się pojawiłeś" i ta książka bardzo przypadła mi do gustu - dzięki Wika, spojrzałam inaczej na Willa :D
    Malwina
    PS chyba się zgłoszę do tej serii, muszę puścić dalej w świat "Fantazje w trójkącie" :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło słyszeć takie słowa! Ciesze się, że moja nie-polecajka przypadła ci do gustu <3 Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Są tu dwie "perełki", które w 2016 roku doprowadziły mnie do istnego szału. Jednak jedna była gorsza
    Mowię tu o "zanim się pojawiłeś" i "Uratuj mnie". Ta gorsza to oczywiście "sensacja polskiego wattpada".... większego gniota w życiu nie przeczytałam i mam nadzieję, że nie przeczytam... Schemat goni schemat, ale nie to jest najgorsze w tej książce. Najgorsze są "inspiracje" innymi książkami... znalazłam tam CoHo, Sorensen... ugh jak sobie przypomnę o tej książce to mi niedobrze... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się co do Pochłaniacza, nie wiem jakim cudem dobrnęłam do końca tej książki... Męczyłam ją dobre 2 tygodnie, albo nawet i dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  5. O "Miles" czytałam wiele opinii, jednak żadna z nich nie była pozytywna. Moja koleżanka blogerka dostała tę powieść od samej autorki dwa lata temu na Krakowskich Targach Książki i wolała po prostu nie pisać o niej recenzji, niż robić przykrość młodziutkiej autorce :)
    Zdziwiona jestem, że znalazła się tu powieść Mroza. Czytałam o tej książce wiele i zazwyczaj recenzje były pochlebne :D Muszę chyba sama przeczytać, żeby się dowiedzieć jak to z tym "Behawiorystą" jest :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o opinie odnośnie "Zanim się pojawiłeś" - kurde, dziewczyny, jak tak możecie! :D Czytałam ją tuż po premierze, przed tym całym bumem i do dziś ją uwielbiam. Łamiecie mi serduszko takimi słowami! :D
    Książka Mroza - zgadzam się z Agatą. Też nie rozumiem tego szału na niego.

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie Zanim pojawiłeś bardzo się podobało :) i kocham Jojo Moyes i jej książki ;) to zawsze będzie mój must have ;)
    Ale wiadomo każdy może miec swoje zdanie i to dobrze, że jest tak wiele różnyvh gustów ;) o to chodzi! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe typy i naprawdę zaskakujący efekt! :D Podczas próby czytania "Uratuj mnie" też trzeba było mnie ratować. "Zanim się pojawiłeś" nie czytałam, ale właśnie słyszałam, że to trochę jak z Pochłaniaczem" Bondy - czytelnicy albo to kochają, albo nie dzierżą. :) Zaskoczył mnie "Behawiorysta", który mi akurat się spodobał, aczkolwiek rozumiem Agatę - rzeczywiście po przeczytaniu jej opinii wiem co jej przeszkadzało no i to po prostu kwestia spojrzenia. :) Bardzo też zaskoczyła mnie Sunny Snowflake - całe szczęście, że napisałaś o tej książce, bo mi ją podsuwano. Teraz wiem, że trzeba uciekać. ;)

    Ściskam i dziękuję bardzo bardzo za możliwość udziału Kasiu! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Pochłaniacz meczylam jakieś trzy tygodnie. Potem dałam pani Bondzie drugą szansę ( nie pamiętam nawet tytułu) i było jeszcze gorzej.
    Pan Mróz mnie rozczarował na maksa. Nesbo? Daleko mu do niego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybory blogerów bardzo mnie zaskoczyły. Nie wszystkie tytuły znam, ale te, które miałam okazję spośród nich czytać wcale nie wydały mi się takie tragiczne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem trochę zaskoczona, bo niektóre książki według mnie nie zasługują na miano "najgorszych", ale każdy ma oczywiście inny gust :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Remigiusz Mróz jest fanem Nesbo, ale na szczęście nie stara się pisać jak on. A "Behawiorysta" nie jest dobrą książką na początek znajomości z Mrozem - lepiej sięgnąć po "Kasację", trylogię z Forstem lub trylogię "Parabellum".

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że Agata się zawiodła na ,,Behawioryście", aczkolwiek jak czytałam też inne jego książki i rzeczywiście wypadała dość blado. Polecałabym najbardziej serię z Chyłką. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A, kurde, napiszę coś! Tylko muszę się zdecydować na jedną książkę, której nie lubię. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznaję, że jestem zaskoczona, że znalazły się tutaj "Zanim się pojawiłeś" i "Behawiorysta". Rozumiem, że mogą nie przypaść do gustu, ale żeby aż uznać za tragiczne? Mi się bardzo podobały. Niesamowite, jak ludzkie gusta mogą od siebie odbiegać :) Jak zwykle ciekawy wpis!

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście czytałam tylko jedną książkę Mroza, ale postanowiłam nie czytać. W danym roku wydaje tyle książek, że zaczynam podchodzić sceptycznie, gdyż iż ponieważ taka ilość pozycji na raz sprawia, iż powieść jest bardziej schematyczna i przerysowana niż wnosi coś ciekawego. Nie twierdzę, że każda książka ma czegoś uczyć itd, ale powinna być intrygująca, a wydając tyle na raz, raczej wątpię. Bondy nie czytałam, ale widząc, ile ma książek i powoli rosnący buum na tą osobę, też raczej unikam.
    Owszem, czytam tych, gdzie padł wielki buum np. J.K. Rowling albo Sapkowski, ale to raczej sporadyczne osoby.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawe co Agatha Christie powiedziałaby na to, że "Dynamiczna akcja to podstawa dobrego kryminału". :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem niesamowicie zaskoczona opiniami o "Zanim się pojawiłeś". Sama nie czytałam jeszcze tej książki, ale zamierzam po nią sięgnąć. Mimo wszystko nie lubię przereklamowanych książek, którymi ludzie zachwycają się "dla zasady", ponieważ dużo osób je czyta i są popularne. Dlatego niestety obawiam się, że za pozycja u mnie również nie zajmie wysokiego miejsca :)
    Zapraszam do siebie :http://iskraczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja uwielbiam "Zanim się pojawiłeś", co tylko jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że każda książka zawsze znajdzie swojego odbiorcę i nie zawsze każdego zachwyca to samo. Podoba mi się to- ta różnorodność czytelnicza ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeważnie pisze się posty z polecanymi tytułami. Taki widzę pierwszy raz i muszę powiedzieć, że to bardzo ciekawe doświadczenie ;) Nie wszystkie tytuły uważam za złe, ale jak mówią o gustach się nie dyskutuje

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie czytałam tych książek, więc nie ocenię.

    OdpowiedzUsuń
  22. Aż dwie nie-polecajki ,,Zanim się pojawiłeś"? Wygląda na to, że ta książka ma tak samo wielu przeciwników, jak i zwolenników. Na szczęście żadnej z tych powieści nie miałam okazji czytać i poza wspomnianą Jojo Moyes raczej nie mam zamiaru. A książka Anny Belon jest chyba ostatnio zdobywcą tytułu na najwięcej niepochlebnych opinii :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  23. Ułaa. Same różności. Nie spodziewałam się tutaj Zanim się pojawiłeś, i to dwa razy. Ale rozumiem, dlaczego się tu znalazło xd.
    Uwielbiam te twoje posty :D

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Z jednej strony zdziwiło mnie pojawienie się Zanim się pojawiłeś, a z drugiej strony tak też myślałam, że ta książka może się pojawić w tym zestawieniu. Wywołała spory szum w czytelniczym światku. ;D Ja akurat jestem lekturą zachwycona, ale wiadomo, każdy jakoś inaczej podchodzi do danej historii.
    Widzę też, że powoli zaczyna się nagonka na Remigiusza Mroza, ale też trochę się temu nie dziwię, bo zgodzę się, że autor trochę poleciał w ilość i z tego co widzę po coraz to nowszych tekstach o jego książkach, to już niekoniecznie równa się jakości. Sama jeszcze niczego nie czytałam tego autora, ale planuję własne wyżej wspomnianego Behawiorystę, tylko tutaj pojawił mi się zgrzyt taki, że na początku byłam bardzo nakręcona na tę historię, przesłuchałam fragment darmowego ebooka, a potem zamówiłam książkę. Później trafiłam gdzieś w blogosferze na recenzję książki jakiegoś Skandynawa, której treść niepokojąco przypominała Behawiorystę. Niby nie wszystko było takie samo, ale najważniejsze punkty już bez lektury obu książek były widoczne. I wtedy zapał mi opadł. Nie chcę jednak nikogo oskarżać, więc dopiero jak przeczytam obie książki, to sprawdzę, czy faktycznie coś tu się niedobrego zadziało.

    OdpowiedzUsuń
  25. Genialny pomysł na post. Koniecznie muszę zaobserwować. Też nie przepadam za "Zanim się pojawiłeś", chociaż film jest naprawdę niezły. Jednak, czy nie ma gorszych książek? ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Ola z bloga pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Z tej listy wygrywa bezapelacyjnie "Tatuaż z lilią" (i cała seria Antilia). Ciekawe ile książek z naszej listy również Wam się nie podoba - mamy nawet na to specjalny dział - "anty-recenzje" ;-)
    http://moznaprzeczytac.pl/anty-recenzja/

    OdpowiedzUsuń
  27. Spośród tych książek przeczytałam tylko "Zanim się pojawiłeś" i mnie się bardzo podobało :) Może nie była to dla mnie najlepsza książka 2016 roku, ale podobała mi się ;P

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja bardzo miło wspominam przygodę z "Zanim się pojawiłeś", tzn. pamiętam, że zaskoczyło mnie doprowadzające do łez zakończenie historii bohaterów a emocje podczas czytania są dla mnie bardzo istotne. Reszty nie czytałam więc ciężko mi się wypowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Przyznam się, że nie czytałam żadnej z tych książek, choć "Uratuj mnie" mam w planach. U mnie bezapelacyjnie wygrywa "Linia serc" R. Rowell

    OdpowiedzUsuń
  30. W 100% zgadzam się z Agatą na temat twórczości Remigiusza Mroza, choć "Behawiorysty" nie czytałam (i nie zamierzam) to mam za sobą 3 inne książki tego autora ("Wieżę milczenia", "Ekspozycję", którą recenzowałam na blogu oraz "Kasację"), które bardzo, bardzo mi się nie spodobały. Dla mnie to jest niestety, że tak brzydko napiszę, grafomania, którą ledwo byłam w stanie strawić (i tak jestem w szoku, że przeczytałam aż 3 książki tego autora i nie poddałam się po tragicznej i absurdalnej "Wieży milczenia"). Chyba będę musiała sięgnąć po Nesbo lub jakiegoś innego dobrego autora kryminałów, żeby zatrzeć ten niesmak po książkach Mroza, który pomimo miesięcy od ich przeczytania wciąż we mnie pozostał :) "Zanim się pojawiłeś" mam natomiast w planach już od długiego czasu, muszę koniecznie po tę książkę sięgnąć, bo jestem jej bardzo ciekawa :)
    PS Bardzo fajny cykl i równie fajny blog, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz czytam jeszcze "Enklawę", którą Mróz wydał jako Ove Løgmansbø, bo mam zamiar napisać trochę szerzej na jego temat. W kwestii dobrych kryminałów mogłabym coś polecić. :)

      Usuń
  31. Ja osobiście nie znoszę "Serca ze szkła" autorstwa Kathrin Lange, istna masakra... o ile pierwsza część tej trylogii była w miarę przyzwoita, dało się z trudem przebrnąć, to druga mnie dobiła. Miałam ochotę wyrzucić ją przez okno XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzamy, recenzowaliśmy pierwszą część - była w miarę OK, druga już kiepsko. Trzeciej już nie mieliśmy siły ;-)

      Usuń
  32. Haha mimo że dla mnie ,,Zanim Się Pojawiłeś'' była wręcz odwrotnie jedną z lepszych książek jakie przeczytałam w tamtym roku, to fajnie jest popatrzeć na nią z perspektywy jej przeciwnika :D Post jak zwykle bardzo mi się podobał i oby więcej takich!

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  33. Na początek dziękuję za to, że mogłam wziąć udział w tworzeniu tego posta. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dane mi będzie coś dla ciebie napisać :D
    Co do listy książek, których nie lubimy...no cóż z tej listy czytałam "Zanim się pojawiłeś" i tutaj akurat mój gust się nieco różni, gdyż mi książka się podobała. Za to w pełni mogę się zgodzić z opinią odnośnie pani Bondy. Jakoś nie mogłam przebrnąć przez jej książki, ale jak to już ktoś wyżej pisał - o gustach się nie dyskutuje. Pozostałe książki cześć jest mi kompletnie obca, o niektórych słyszałam co nieco, ale okazji do przeczytania jeszcze nie miałam. Może to i nawet dobrze :D
    Fajnie to wszystko wyszło, czekam na kolejne notki tego typu.

    Pozdrawiam serdecznie! :*

    OdpowiedzUsuń
  34. Raczej nie znam większości wymienionych przez Was książek, może oprócz "Zanim się pojawiłeś", której nie miałam zamiaru czytać (teraz tym bardziej nie mam, bo po przygodzie z bestsellerowym Mrozem mam dość bestsellerów na najbliższy rok).
    No właśnie, a co do Mroza... Po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się czegoś lepszego. A dostałam niestety kompletną klapę. Jeszcze dwa tygodnie temu umieściłabym w tym zestawieniu "Dziewczynę z pociągu". Tak jak piszecie - o gustach się nie dyskutuje, a w mój gust Remigiusz Mróz kompletnie nie trafił.
    Cieszę się, że mogłam się znaleźć w tak doborowym towarzystwie. Pozdrawiam wszystkich współautorów! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dobra nie znam tylko (?) pięciu książek z tej listy, więc nie jest tak źle.

    Bonda...Bonda...Bonda... Pomimo tego, że wokół niej jest taki szum, szał i ogólny zachwyt, to nie mam zamiaru czytać nic jej autorstwa. Czemu?? Po pierwsze dla mnie jest tylko jeden król polskiego kryminału-panie Remigiuszu ukłon w pana stronę, po drugie: no sorry, ale czy tylko ja trafiam na same negatywne recenzje książek Bondy?? Gdzie się nie obrócę, to: "Bonda jest zła" "Te książki to porażka" czy coś takiego...No tragedia. Pamiętam nawet, jak poszłam do biblioteki wypożyczyć "Cmętarz Zwieżąt" Stephen'a Kinga i oczywiście nie było egzemplarzu i wtedy pani bibliotekarka zaproponowała mi coś Bondy, a ja z takim przerażeniem w oczach: "NIE!" xD

    Czyli jednak te moje mieszane uczucia do "Zanim się pojawiłeś" nie były bezpodstawne! Wiele osób zalicza tę książkę do najgorszych i nie ma się co dziwić. Zbudowano wokół niej otoczkę medialną i BUM! Sukces gwarantowany! No szkoda, że z samą fabułą i bohaterami poszło coś nie ten teges. Przykro mi... (Żartuję :D )


    O nie!! Czy ja tu widzę Remigiusza i "Behawiorystę" :O :O

    *zawał*

    Dobra, dobra, ja już się nasłuchałam złych opinii o książkach Mroza, a mimo to nadal kocham jego powieści, więc nic nie wpłynie na moją decyzję przeczytania "Behawiorysty". Myślę, że z Mrozem jest tak, że albo się go kocha albo nienawidzi. Ja na szczęście należę do tej pierwszej grupy i jestem z tego bardzo zadowolona. Dziwię się, że to "Behawiorysta" się tu pojawił, bo jest on uznawany za najlepszą książkę Remigiusza, a na przykład taki Forst czy Chyłka oberwują (tak się to odmienia?) znacznie częściej.


    Dobra uciekam już! (chemia czeka)
    Będę omijać przytoczone wyżej tytuły z daleka (prócz Mroza oczywiście) :D
    Może sklecę coś w weekend i podeślę :P

    Pozdrowienia dla wszystkich i buziaki dla Kasi!!

    OdpowiedzUsuń
  36. Na szczęście żadnej z nich nie czytałam i nie zamierzałam :D
    Rzeczywiście Tatuaż z lilią ma bardzo ładną okładkę, szkoda, że potencjał niewykorzystany :/ Zdziwił mnie tutaj widok jakiejś ksążki Mroza. Co prawda nie przepadam za tym autorem, ale wiem, że wielu ludzi go uwielbia! Ja czytałam tylko Ekspozycję i chociaż nie była zła, nie wywarła na mnie dużego wrażenia.
    Zdziwiłam się też widząc tu dwa razy "Zanim się pojawiłes". Znaczy ja tam nie wiem, nie czytałam i nigdy mnie nie ciągneło, ale wiem, że dużo osób to uwielbia...

    OdpowiedzUsuń
  37. Uwielbiam tą serię i mam nadzieję, że zdecydujesz się na więcej jej części :)
    Jeśli chodzi o "Zanim się pojawiłeś", to film bardzo przypadł mi do gustu. Jednak jeśli chodzi o książkę, to było już odrobinę gorzej. To rzadki przypadek kiedy ekranizacja moim zdaniem wypada lepiej.
    Nie czytałam jeszcze nic autorstwa Samanthy Young. Jednak o "To, co najważniejsze' słyszałam wiele nawet pochlebnych opinii. Teraz muszę poważnie zastanowić się nad sięgnięciem po tą książkę.

    czytamogladampisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Gdyby mnie ktoś pytał, to najgorszymi książkami jakie czytałem było parę podręczników akademickich :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Z tych wszystkich tytułów czytałam tylko "Zanim się pojawiłeś" i mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dużo złego czytałam o "Uratuj mnie" i wiem, że na pewno po nią nie sięgnę. Natmoiast to, że tak wychwalane "Zanim się pojawiłeś" również zagrzało miejsce i to DWUKROTNIE an tej liście, to już mnie zadziwiło!

    OdpowiedzUsuń
  41. Chyba każdego zaskoczyło tu pojawienie się "Zanim się pojawiłeś". Mi się ona podobała, ale oczywiście nie musi każdej osobie. ;)
    O "Uratuj mnie" czytałam chyba same negatywne recenzje, także daruję ją sobie. xd
    Za mną chyba sześć książek Mroza i rozumiem, dlaczego mogą się one nie podobać. Mnie również zawiodły niektóre z nich. Jednakże do "Behawiorysty" mnie nie ciągnie nawet. :p

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  42. Aż dwa razy "Zanim się pojawiłeś" :O jestem w szoku... Mnie osobiście bardzo się podobała. Chciałam sięgnąć po Mroza, ale jakoś to zestawienie trochę mnie odrzuca... No, zobaczymy :D
    Pabottyro_books

    OdpowiedzUsuń
  43. Cześć. Czy wszystkie recenzje muszą kończyć się ocenami: 8/10,9/10, 10/10, zaś w środku, na końcu...i na początku epitetami takimi jak: genialna, najlepsza. super,wymiata etc.? Czy można poruszać się w świecie beletrystyki zdroworozsądkowo idąc w jednym tylko kierunku, w stronę niekończących się peanów? Tego mi trzeba na blogach i w recenzjach: konstruktywnej krytyki, obnażania miałkości książek, jeśli na to zasługują, zwyczajnego odradzania czytelnikowi lektury.

    OdpowiedzUsuń