"Kroniki Amberu" - Roger Zelazny

02 kwietnia

Klasyka fantasy w zupełnie nowej oprawie, która poziomem wreszcie dorównuje treści. 
Mam jednak z tą książką pewien kłopot, o którym po prostu muszę wam powiedzieć. 


*** Fabuła ***


Istnieją dwa światy – Amber i Dworce Chaosu. Pomiędzy nimi istnieje nieskończona liczba cieni – rzeczywistości równoległych, które są tylko bladym odbiciem prawdziwych światów.

Corwin jest księciem i prawowitym następcą tronu Amberu. W wyniku wypadku stracił pamięć i nieświadom tego, kim jest, spędził na Ziemi wiele stuleci. Jednak gdy ktoś z jego krewniaków chce go zabić, Corwin musi sobie przypomnieć swoją przeszłość. Dowiaduje się, że jego rodzina posiada niezwykłe zdolności, pozwalające na kontrolowanie rzeczywistości i podróżowanie pomiędzy wymiarami. Corwin postanawia wyjaśnić tajemnicę zniknięcia swego ojca, króla Oberona i staje do brutalnej walki o należny mu tron.

źródło opisu: http://www.zysk.com.pl/

*** Wydanie ***


25/2017
Tytuł oryginalny: "Nine Princes in Amber", "The Guns of Avalon", "The Sign of the Unicorn", "The Hand of Oberon", "The Courts of Chaos"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Kroniki Amberu (tom 1-5)
Kategoria: fantasy/fantastyka
Liczba stron: 640
Cena okładkowa: 59,00 zł
Oprawa: twarda z obwolutą

Wydanie jest po prostu fantastyczne. Książka wyróżnia się sporymi gabarytami, a dzięki twardej oprawie wspaniale się ją czyta, choć do torebki raczej się nie zmieści ;). Zasadniczo obwoluty są mi obojętne - i tak je zdejmuję podczas czytania - jednak bardzo się cieszę, że projekt okładki zgadza się z tym, umieszczonym na okładce. Najgorzej, gdy zdejmujesz piękną obwolutę, a tam... Ciemność. Czerń albo inny kolor i nic poza tym. Sam projekt jest cudowny. Kolorowy, dopracowany, intrygujący - szacunek dla grafika. Pozostaje tylko rzucić się z mostu albo pod tramwaj. Pochwalić muszę wydawnictwo i osoby, które pracowały nad tą pozycją za fenomenalne tłumaczenie i świetną korektę. 

*** Opinia ***


Fanką fantasy zostałam dopiero pół roku temu. Wcześniej, oczywiście, miałam do czynienia z tym gatunkiem. Powieść "Hobbit, czyli tam i z powrotem" czytałam dwukrotnie i do dziś ciepło ją wspominam. Z "Władcą pierścieni" niekoniecznie się polubiłam, ale to temat na osobną rozmowę. Zwykle czytam bardziej młodzieżową fantastykę, choć i high fantasy  się zdarza. W "Grze o tron" się po prostu zakochałam, wobec czego rekomendacja na okładce "Kronik Amberu" od jej autora przemówiła do mnie z miejsca. George R.R. Martin twierdzi, że:

Zelazny to niezrównany gawędziarz. Stworzył światy tak kolorowe, egzotyczne i niezapomniane, jakich jeszcze nikt z nas jeszcze nie widział.

W dużym stopniu się z nim zgadzam, ale...

Z książką tą mam pewien kłopot. Wydarzenia rozgrywające się w poszczególnych częściach "Kronik Amberu" następują bezpośrednio po sobie, wobec czego tworzą spójną całość i jedną opowieść, która traktuje o historii księcia Amberu - Corwina. Poszczególne części zostały napisane kolejno w latach: 1970, 1972, 1975, 1976, 1978

W latach, gdy Zelazny spisywał fascynującą historię Corwina, jego opowieść była swego rodzaju fenomenem i powiewem świeżości, ba!, nawet nie powiewem, a wręcz tajfunem. Jednak dziś... Gdy czytałam tę książkę, miałam po prostu wrażenie, że to wszystko już było. Te niebywale kolorowe krajobrazy, te fantastyczne stwory, ten klimat graniczący z mistycyzmem. O tym wszystkim już czytałam. W podobnej sytuacji jestem po raz drugi. Poprzednio takowa zaistniała w związku z książką "Wywiad z wampirem". Czułam bowiem, że to naprawdę świetna powieść, inteligentna, frapująca, ale... Wzięłam się za nią kilka lat za późno i zwyczajnie mnie nudziła, ponieważ w książkach, które czytałam już wcześniej, w pewnym sensie zostały powielone motywy, które w swoim cyklu umieścił Zelazny. Prawdopodobnie dlatego recenzowaną dziś powieść czytałam aż 2 tygodnie.

Jakkolwiek "Kroniki Amberu" nie wniosły do mojego czytelniczego światka zbyt wiele, tak potrafię docenić kunszt Zelaznego (jeżeli intryguje was nazwisko tego autora, to spieszę z wyjaśnieniem, iż jego ojciec był emigrantem z Polski) i niesamowity świat, który stworzył.


W przeciwieństwie do "Gry o tron", jego powieść ma niezwykle baśniowy klimat, a przedstawiona w nim rzeczywistość jest niezwykle kolorowa, choć brutalna. Pełno w niej magicznych istot - manticor, smoków, wyvern, a także przemawiających ludzkim głosem ptaków czy świadomych drzew.

Najbardziej w pamięć zapadł mi początek tej książki, bowiem rozpoczyna się jak wiele gier w stylu survival horror. Bohater, który nie wie, kim jest, gdzie jest i jedyne, czym się kieruje, to strach o własne życie. Musi sobie radzić w trudnych warunkach z tym, co ma pod ręką. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że bohater nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. Przyznam, że to naprawdę świetny początek książki, dzięki któremu powieść łapie czytelnika w swoje szpony i nie puszcza przez długi czas. 

Zelazny to mistrz krwawych opisów. Niestety (dla mnie) było ich niewiele, czego strasznie żałuję. Jednak gdy już się pojawiały, to zdecydowanie satysfakcjonowały mój sadystyczny i żądny mordu umysł. Corwin i jego rodzeństwo są długowiecznymi istotami, wobec czego nie żywią do nikogo ani do niczego żadnych żywszych czy głębszych uczuć. Większość śmierci przechodzi tu bez echa, co często może się wydawać nieludzkie. Bohater zdaje się być udręczony swoją długą egzystencją. 
Bardzo się cieszę, że "Kroniki Amberu" obejmują naprawdę długi odcinek czasu. Dzięki temu podkreślona została owa długowieczność bohaterów.

Niewątpliwie najmocniejszym elementem tej książki jest główny bohater, będący jednocześnie jej narratorem. Jednak dzięki kwiecistemu językowi Zelaznemu udał się zabieg dość niezwykły. Corwin nie opowiada zwyczajnie swoich przygód - on snuje opowieść. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa. Czytając ją ma się wrażenie, że słucha się bajania niebywale zdolnego gawędziarza. Z wypiekami na policzkach śledzi się jego losy i poznaje zupełnie nowe, ukryte gdzieś światy.

Kolejny element, na który chciałabym zwrócić uwagę, to liczne odniesienia do naszej historii - do Freuda czy wojen, które na trwałe zapisały się w licznych kronikach. W ten sposób czytelnik znajduje się bliżej tej powieści, bliżej bohaterów i bliżej światów, o których opowiada autor. 

Znajdziemy tu także motyw drogi, na którym w zasadzie opiera się historia Corwina. Bohater ten ciągle jest w drodze. Przebywa w różnych światach, na różnych kontynentach, posiada wiele domów, zatrzymuje się w najróżniejszych przystaniach. Niestety nie jestem fanką tego motywu i ta ciągła zmiana miejsc bardzo mi uwierała. Jeżeli podróż, to do jakiegoś miejsca, jeżeli dom, to jeden jedyny. Taka trochę konserwa ze mnie, ale cóż. 
Corwin przechodzi niesamowitą wręcz przemianę. Z tak dynamicznym bohaterem nie miałam do czynienia już dawno. Zelazny dokonał czegoś wspaniałego - zmieniał charakter Corwina w sposób nadzwyczaj subtelny i naturalny. Akurat ten zabieg bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ, przyznam szczerze, na początku nie bardzo polubiłam głównego bohatera. Trochę arogancki typ z serduchem zimnym jak głaz.

Dużym minusem tej powieści są lekko kartonowe dialogi (chodzi o brak emocji). Nie wiem, czy po prostu nie "siedziałam" w klimacie i nie ogarniałam kontekstu, ale wszystkie wypowiedzi były do bólu sztywne. Zapewne właśnie tak miało być, autor chciał ograniczyć emocje bohaterów w wypowiedziach do minimum, ale całość wyszła okropnie. W połowie zaczęłam szybciutko lecieć po dialogach, żeby na powrót zagłębić się w myślach Corwina.

No cóż, to chyba na tyle. Jak widzicie - nie zostałam fanką tej historii, nie wyrwała mi z piersi serducha, nie przememłała i nie wypluła, jednak czasu spędzonego przy niej nie uważam za stracony. To kolejne, wartościowe doświadczenie. Czy polecam wam "Kroniki Amberu"? Oczywiście, o ile lubicie klasykę. Jeżeli nie jesteście jej fanami, warto chyba chwycić za trochę inne tytuły :). Ja odpuszczę sobie kolejny tom przygód Corwina.

P.S. Osoby, które naprawdę czują ten gatunek i mają zupełnie inne zdanie na temat tego cyklu absolutnie rozumiem i proszę was, abyście nie traktowali jakiejkolwiek mojej uwagi za swego rodzaju atak. To po prostu moja bardzo subiektywna opinia i jak wcześniej podkreślałam, nie miałam za bardzo do czynienia z klasyką fantasy i oceniam tę powieść według swoich standardów i tego, co czytam na co dzień. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was zna się bardziej, ale moja opinia jest przeznaczona głównie do osób o podobnym guście do mojego, aby mogły stwierdzić, czy chcą tę książkę czytać, czy może jednak nie do końca.


Za książkę dziękuję :)
https://www.nieprzeczytane.pl/

Zajrzyj również tu

64 komentarzy

  1. Czytam klasykę i mam zamiar przeczytać tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie myślę, że Ci sie spodoba :)

      Usuń
  2. Zaczęłam kiedyś czytać ten cykl, doszłam chyba do piątej części i wymiękłam. Początek interesujący, ale im dalej, tym słabiej. Też mam czasem problem ze starszymi książkami (np. zupełnie nie wszedł mi Neuromancer, ale może po prostu nie przepadam za cyberpunkiem?), faktycznie może się wydawać, że wszystko już było, wszystkie motywy są znane i oklepane, ale w momencie wydania książki to było nowatorstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie masz trochę racji ;)
      No cóż, trendy się zmieniają, gusta się zmieniają, ludzie się zmieniają i nie ma co liczyć na to, że coś, co było popularne X lat temu, będzie robiło furorę także dziś, choć często i tak się zdarza :)

      Usuń
  3. Niee czytałam i jakoś mnie nie zachęca. W sensie... Nie wiem, chyba bym się zanudziła.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/04/ojciec-chrzestny-zaproszenie-na-film.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, na pewno masz na swojej liście ksiązek oczekujących milion pozycji ;)
      Pozdrawiam i wpadnę :D

      Usuń
  4. Książka mnie zaciekawiła, aż do momentu kartonowych dialogów. Poza tym chyba na razie nie mam czasu na taką cegiełkę, bo raczej do króciutkich lektur nie należy. ;)
    (Z drugiej strony ostatnio przeczytałam siedemsetstronicowego Brenta Weeksa, ale wtedy zajęło mi to o wiele mniej niż dwa tygodnie, może to różnica stylu pisania...)
    Ja jestem zwolenniczką innej okładki pod obwolutą. Ogólnie obwolut nie lubię, więc niech choć kryją coś ciekawego...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może to jakieś nowe tłumaczenie, nie sprawdzałem. Zelazny zawsze był mistrzem dialogów i nie sądzę żeby mu ktoś aż tak pozmieniał w tłumaczeniu...

      Usuń
    2. Jak widzisz Sunny, różnie to bywa, Rafał nie uważa, by były nieciekawe :) Ile osób, tyle opinii - może akurat Ciebie zauroczą!
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  5. Jedna uwaga - to nie są opowiadania, ale powieści. Dlatego nie przystają do siebie tak idealnie (acz przystają jednak mocno). Po prostu dawno, dawno temu pisarze fantasy nie tworzyli tomów po 1000 stron, ale znacznie krótsze.

    Amber to właściwie dwa cykle krótkich (z dzisiejszego punktu widzenia) powieści: cyklu o Corwinie i cyklu o Merlinie.
    Wydawca pospinał to wszystko w całość, zapewne z obawy, że nikt nie chciałby dziś kupować tych książek osobno. A może dlatego, że panuje teraz moda na wydania zbiorcze? Tak czy owak - to nie jest zbiór opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Kiedyś Martina wysłaliby do domu i kazali mu skrócić książkę o 90% ;-)

      Usuń
    2. Dlatego napisałam "swego rodzaju", bo rzeczywiście ciężko to nazwać opowiadaniami, ale 100-stronicowy tekst i powieść nie bardzo mi do siebie pasowały.
      Haha :) Myślę, że masz rację ;)

      Usuń
    3. Dziękuję za uwagi - skorzystałam z nich i zmieniłam w tekście to nietrafione sformułowanie :)

      Usuń
  6. Ogólnie sama ksążka przedstawia się ciekawie, mimo tego, że wszystko to już gdzieś było mnie zaciekawiła i nawet miałam na nią ochotę, ale po kartkonowych dialogach mi przeszło... Piszesz, że autor miał zamiar ograniczenia emocji bohaterów w dialogach, ale no nie wiem dlaczego. Bo ja bardzo zwracam uwagę na bohaterów i ich emocje, a jak tutaj tego nie ma to... Raczej mnie to zniechęciło :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może rzecz zależy od tłumaczenia, ale ja tych drętwych dialogów nie stwierdziłem. Zelazny nie szaleje z dialogami jak Sapkowski czy Martin, którzy z dialogów uczynili niemal osobną formę sztuki. Ale nie znaczy to, że są złe.

      Usuń
    2. Myślę, że tłumaczenie jest bardzo dobre, jednak mnie nie do końca przekonały dialogi. Wszelkiego rodzaju opisy i przemyślenia Corwina są świetnie, jednak te rozmowy... Strasznie sztywne. Jednak oczywiście jak już wspominałam - czytam innego rodzaju fantasy i taka klasyka wydana X lat temu niekoniecznie trafia w moje gusta we wszystkich aspektach.
      Magic! Być może Tobie się spodobają :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Postaram się być miły, choć czytając zarówno wpis jak i komentarze mam ochotę wypić mnóstwo wina a potem palnąć se w łeb.
    Ale po kolei: "Kroniki Amberu" Zelaznego to przedstawiciel nurtu science - fantasy, którego Zelazny był prekursorem. W zasadzie od tamtego czasu niewiele rzeczy wyszło w tym nurcie i niewiele z niego czerpało, więc jeśli piszesz że "to wszystko już było" to przykłady, przykłady, przykłady...Nie do końca też wiem jak można się czepiać dialogów i w czym są one gorsze od tych w młodzieżowej fantasy i innych "Zmierzchach"?
    "Kroniki Amberu" do dziś pozostają jednym z największych arcydzieł fantastyki, bez względu czy sf czy fantasy, które kompletnie się nie zestarzało. Podejrzewam że Twój odbiór może wynikać z młodego wieku (choć ja Amber czytałem jakieś 10 lat temu w wieku około lat 19) i "wypaczenia" przez współczesne fantasy.

    Iselor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Nawet w tekście podkreslałam, iż moje wrażenie, jakoby wszystko już było, wynika z tego, że czytałam już podobne powieści, które wydane były długo po "Kronikach Amberu". Być może gdybym przeczytała je kilka lat temu - byłabym w 100% zachwycona.
      Prosze zauważyć, że powieść tę uważam za genialne dzieło, po prostu mam kilka uwag.

      Usuń
  8. Zbieram myśli mimo późnej pory oraz całego dnia na nogach.
    Recenzja napisana przez 50cio letnią kobietę w takim klimacie trafiłaby do mnie, od pół roku lubi fatasy, już to kiedyś czytała i takie tam bla bla bla. Ale zdjęcie wskazuje na młody wiek czytelniczki, i pisanie o "Amberze" Zelaznego w takim klimacie to jak stwierdzenie, że "Diuna" jest taka jałowa jak jej piaski, a jej charakter SF jest oklepany. Pewne książki się czyta, albo nie czyta. Pisanie o "Amberze", że to opowiadania, wprost nie uchodzi. Proponuję dalej trzymać się "Hobbita", albo "Zmierzchu". Po co takie "dziady" jak ja mają potem mieć palpitację serce pod koniec ciężkiego dnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Maćku, jestem młodą osobą :)
      Rozumiem, dziękuję za konstruktywną uwagę i zmieniłam to nie do końca trafne sformułowanie.
      Proszę nie brać do siebie mojej opinii, mam trochę ponad 20 lat i mój blog to swego rodzaju zbieranina myśli, publikowana po to, by może osoby o podobnym guście do mojego znalazły dla siebie ciekawe ksiązki i już.
      Nie napisałam także, że "Kroniki Amberu" są jałowe, to naprawdę ciekawa opowieść i czytałam ją z przyjemnością. Znalazłam po prostu kilka elementów, które nie do końca mi pasowały, więc o tym napisałam.
      Życzę miłego dnia, skoro wczorajszy nie należał do najlżejszych!

      Usuń
  9. Zacznijmy od sprawy podstawowej - może powinnaś przemianować blog z recenzje kasi na kasia przekleja opisy? Przeklejanie opisu fabuły z blurba jest rzeczą bardzo nieelegancką wobec czytelników i bezczelnym przejawem hipokryzji w kontekscie ostatnich wpisów i komentarzy o tym, jaką to ciężką pracę bloger przy pisaniu recenzji musi wykonać.
    W tym przypadku jest to szczególnie rażące, gdyż blurb, poza paskudnymi spoilerami, zawiera błędy, ewidentne dla każdego kto przeczytał książkę - Corwin nie jest prawowitym następcą, lecz pretendentem, jednym z tytułowych dziewięciu książąt Amberu, tajemnica zaginięcia ojca znajduje się gdzieś na trzecim planie, a nie wśród motywacji bohatera.
    Kopiując to, nie tylko wybierasz pójście na łatwiznę, ale również dajesz przyzwolenie na niechlujną pracę.

    Mam też zastrzeżenia co do konsekwencji, a raczej jej braku. Z jednej strony piszesz, że "zasadniczo obwoluty są ci obojętne" by chwilę później wyrażać "najgorzej". Zdecyduj się, albo jedno, albo drugie. Przy okazji - co wspólnego ma szacunek do grafika z rzucaniem się z mostu? Nie ma tu sensu.
    Przed publikacją tekstu przydało by się go jeszcze raz przeczytać. uniknęła byś błędów: zaimków " rekomendacja na okładce "Kronik Amberu" od jej autora", koślawych stwierdzeń "Zgadzam się z nim w 100%, ale..." (zgadzasz się w stu procentach, albo masz jakieś zastrzeżenia) pomyłki w dacie czy powielania informacji (bohater nie wie kim ani gdzie jest, dodatkowym utrudnieniem jest to, że nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. .
    Oczywiście są też potknięcia większego kalibru: Kroniki Amberu nie są pewnego rodzaju zbiorem opowiadań, tylko powieści. Krótkie, ale to nadal powieści, nic nie uzasadnia nazywania ich opowiadaniami.
    Kolejnym jest założenie (skąd?!), że skoro powieść została napisana 40 lat temu, to język powinien być archaiczny.
    A go nie czuć!
    Przypomnę tylko, że parę linijek wyżej chwaliłaś fenomenalne tłumaczenie...
    Jednak przed nami danie główne, czyli stwierdzenie, że kiedyś powieść była powiewem świeżości. A dzisiaj już nie jest. No przyszli ci źli kontynuatorzy i powykorzystywali motywy. Czyli krótko mówiąc, oskarżasz Zelaznego, że jest wtórny wobec swoich naśladowców.
    Uwaga na marginesie - no i oczywiście w odbiorze dzieła literackiego liczy się, kiedy czytelnik zetknął się z danym rozwiązaniem, a nie jak autor dany wątek, motyw, pomysł wykorzystał. Refleksja nad konceptem przedstawionym przez autora? Cóż to takiego!
    W świetle późniejszych twierdzeń śmiem wątpić, że rzeczywiście doceniasz kunszt Zelaznego. Prędzej bym widział w tym postawę "skoro Martin tak mówi, to tak jest".
    Dlaczego tak twierdzę? Ze względu na twierdzenie o słabe, kartonowe wręcz dialogi. Zelazny jest bowiem autorem przywoływanym kiedy idzie o mistrzostwo w dialogach. powoływali się nań (i czerpali inspiracje) między innymi Sapkowski i sam Martin ("His words sang").
    Kolejnym elementem, na który chciałbym zwrócić uwagę, jest stwierdzenie na wyrost o licznych odniesieniach do naszej historii - poza przytoczonym Freudem i kilkoma nic nieznaczącymi wspomnieniami wojen tych odniesień po prostu nie ma. Ot bohater żył jakiś czas w tym Cieniu i to wszystko.
    Fragment jakoby o braku uczuć u amberytów jest wierutną bzdurą, która pozwala mi twierdzić, że książkę czytałaś piąte przez dziesiąte. To oraz przyznanie, że część tekstu po prostu przeskakiwałaś podważa po prostu Twoją wiarygodność jako osoby wypowiadającej się o książce. Co w kontekście wcześniejszego tekstu o biednych, niewłaściwie ocenianych blogerach jest po prostu kpiną.
    Jako, że zbliżam się (znowu) do czterech tysięcy znaków, to tyle ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście rzadko kiedy dodaję opis fabuły, który skonstruowało wydawnictwo, jednak w tym przypadku byłam postanowiłam tak zrobić, z różnych przyczyn. Nie wydaje mi się, aby to była oznaka braku szacunku do czytelnika, ale ok.
      Nie oskarżam o nic Zelaznego, absolutnie. Nie wiem skąd ten mylny wniosek. Proszę nie wkładać w moje usta własnych sformułowań.
      Rozumiem, że skoro Pan twierdzi, że dialogi są fantastyczne, ja muszę być tego samego zdania, prawda?
      To moja opinia i w kategoriach ksiażek, które czytam zazwyczaj, dialogi przejawiają kompletny brak emocji, stąd sformułowanie "kartonowe".
      Jeżeli chodzi o to, iż nazwałam "Kroniki Amberu" zbiorem opowiadań - rzeczywiście. Nie było to do końca trafne, wobec czego zmieniłam to wyrażenie, aby nikogo nie wprowadzać w błąd.
      Nie rozumiem jednego - pośród tylu pochwał, Pan przyczepił się tylko do tego, co niekoniecznie mi pasowało.
      Czy naprawdę to tak trudne do pomyślenie, że książka, którą akurat Pan bardzo lubi - ogólnie rzecz ujmując - komuś innemu może się nie podobać? Ba! Sęk w tym,że mnie się podobała.
      Co jest stwierdzeniem na wyrost, mógłby powiedzieć tylko Zelazny.
      Widzę, że mój wcześniejszy tekst zrobił na Panu wrażenie, skoro nadal go Pan pamięta.
      Aczkolwiek dziękuję za tak długą wypowiedź - skoro chciało się Panu przeznaczyć tyle czasu na podkreślenie moich "błędów", sądzę, że wierzy Pan, iż mogę je zmienić, za co dziękuję. Jeżeli jednak to było tylko krytykowanie dla krytyki, to szkoda. Szkoda Pańskiego czasu.

      Usuń
    2. Widzę, że mój wcześniejszy tekst zrobił na Panu wrażenie, skoro nadal go Pan pamięta.
      Po pierwsze: nie napisałaś go przed paroma miesiącami czy latami, więc stwierdznie mooooocno na wyrost. No, chyba że zakładasz, że ludzie mają pamięć złotej rybki. ;)
      Po drugie: trudno nie pamiętać, gdy czoło jeszcze nie przestało boleć od fejspalmów.

      skoro chciało się Panu przeznaczyć tyle czasu na podkreślenie moich "błędów",
      Wstawiając słowo błędów w cudzysłów, dajesz do zrozumienia, że błędami nie są, że jesteś nieomylna i że nie piszesz bzdurek. Albo masz o sobie tak wysokie mniemanie, albo jednak nie wiesz, że wstawienie słowa w cudzysłów nadaje mu pewien kontekst. Mam nadzieję, że to drugie.

      Usuń
    3. Słowo "błędów" umieściłam w cudzysłowie, jako że jest to pojęcie bardzo względne i tyle. Po prostu z Panem Tomaszem w kilku kwestiach się zgadzałam, a w kilku miałam odmienne zdanie. Prosiłabym o nie wydawanie wyroków w sprawie mojej osoby, ponieważ nie znacie mnie Państwo i niestety wiele spraw zrozumieliśmy w inny sposób, co często się zdarza, zwłaszcza, gdy rozmówcy nie znają się osobiście.

      Usuń

    4. Na początku mały apel - czytajcie ze zrozumieniem co zostało napisane (dlatego też uważajcie, co piszecie) - bo potem stawiacie chochoły i walczycie z wiatrakami. NIKT nie narzuca, co autorce bloga ma się podobać i jak ma podchodzić do klasyków. Problemem jest nieprecyzyjność językowa, jakość argumentacji i nieuzasadnione założenia. Rozumiem, że hasło "hejtują bo nie lubi klasyka" jest chwytliwe, ale fałszywe w dwójnasób - ani tu hejtu, ani braku sympatii autorki bloga do książki.

      Wracając do komentarza właściwego.
      Ten mylny wniosek bierze się z tego co Ty napisałaś - kiedyś to był powiew świeżości, ale obecnie masz wrażenie, że to wszystko już było. To Twoje słowa - Zelazny jest wtórny wobec swoich kontynuatorów. Wątpię, aby taki był cel wypowiedzi, ale to właśnie napisałaś. Dlatego właśnie tak ważna jest precyzja wypowiedzi.
      Odnośnie dialogów - nic podobnego nie stwierdzam. Mojej opinii o dialogach (jak i samej książce) tam nie ma. I nie uważam, że musisz być tego samego zdania, wskazuję za to na fakt, że o kartonowe dialogi oskarżasz pisarza ogólnie uznawanego za mistrza w tej dziedzinie (wspomniani już Sapkowski, Martin). Oczywiście sięgam tu po argument autorytetu, co ogólnie było by kiepskim zagraniem, jednak w tym przypadku odnosi się to do powoływania się wcześniej na zdanie Martina. Co miało pokazać pisania przeczących sobie twierdzeń.
      Tutaj moglibyśmy zgłębić się w temat i rozłożyć dialogi na czynniki pierwsze, by sprawdzić czy rzeczywiście przejawiają kompletny brak emocji, ale brak nam ku temu czasu, po trochu chęci oraz książki, która to wyruszyła w delegację i nie ma ochoty na powrót.
      Jak już pisałem - moja opinia o autorze nie ma tu najmniejszego znaczenia, czepiam się zaś tego co mi nie pasuje. Czyli wspomnianych już błędów, nieprecyzyjność językowej, jakość argumentacji, sprzeczności w twierdzeniach i nieuzasadnionych założeń, bez względu czy tyczyło się to fabuły, opisu wydania, czy opinii o domniemanych zaletach i wadach.
      Co do stwierdzenia o ostatnim tekście - Shun Camui już słusznie zauważył, że to nie była odległa przeszłość. Całe trzy dni - dla mnie.

      Na końcu odpowiadając na pojawiające się tu i ówdzie w komentarzach pytanie - dlaczego?
      Tak w ogóle, jest to ciekawe, że pytanie pada z ust blogerów, ludzi chcących dzielić się swoją pasją. Chcących pisać i rozmawiać o książkach.
      Wyobraźcie sobie, że ja też. Czytać, pisać, polecać, rozmawiać. Tylko, że trzeba o to dbać - aby były wydawane dobre, uczciwe książki (a nie wyrób książkopodobny), bez błędów i oszczędzania na korekcie oraz aby dyskusje o książkach były sensowne. Mogą być nawet bez przecinków, byle by miały sens :P
      No i dlatego, że tutaj można być pewnym szczerego feedbacku - w końcu nie zależy mi na odwiedzinach zwrotnych.

      Usuń
    5. Halo? Policja? Proszę przyjechać na blogaska, płeć mi zmienajooooo. ;__;

      Usuń
  10. Nie pisz więcej dziewczyno, póki się pisać nie nauczysz.
    Poczytaj jak powinna być skonstruowana recenzja. Jeśli bierzesz na siebie odpowiedzialność za potencjalnych czytelników, weź się poważnie za lekturę. Nie kartkuj, czytaj ze zrozumieniem i poznaj gatunek literacki, na temat którego się wypowiadasz.
    To co piszesz jest po prostu głupie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi anonimie, przed napisaniem tak fantastycznego komentarza, radzę zajrzeć do słownika:
      "Recenzja - analiza i ocena dzieła artystycznego, publikacji naukowej, projektu, przewodnika, poradnika, wystawy, przedstawienia teatralnego, publikacji multimedialnej, filmu, gry komputerowej itp.".
      P.S. Skoro chcesz zwrócić uwagę na to, jak koszmarnie piszę, wypadałoby pisać poprawnie. W języku polskim istnieją przecinki.

      Usuń
    2. Drogi anonimie, przed napisaniem tak fantastycznego komentarza, radzę zajrzeć do słownika
      Ale to powyżej to właśnie nie jest recenzja, nawet jeśli opierać się tylko na zawężonej, słownikowej definicji.

      Drogi anonimie, przed napisaniem tak fantastycznego komentarza, radzę zajrzeć do słownika:
      Ty też nie przejrzałaś tekstu przed publikacją, bo wtedy nie byłoby w nim błędów, które wypisałam ci niżej, w innym komentarzu, więc przyganiał kocioł garnkowi. ;)

      Usuń
  11. Tragedia. Egzaltowana, grafomańska, niekompetentna, pozbawiona elementarnej wiedzy o gatunkach i książkach tragedia a nie blog... trochę jak na moim uniwersyteckim wydziale, gdzie wszyscy podopieczni piszą, ale nikt nie czyta. Daj sobie, droga Kasiu, parę lat, w tym czasie dużo czytaj, a mniej pisz, poznaj literaturę, później spróbuj jeszcze raz założyć bloga. Powyższy tekst, bo recenzją go nie nazwę, to tylko misz-masz i popis niekompetencji. Możesz nie odpisywać, ponieważ i tak nie zamierzam tu więcej zaglądać.
    Mimo wszystko życzę jednak powodzenia... za parę lat :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę o adres Pańskiej strony z recenzjami, abym mogła zobaczyć, jak piszę się dobre recenzje.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyno, problem w tym że publikujesz nie do szuflady dla kilku koleżanek, tylko w internecie, gdzie przeczytać to może każdy. I trzeba się liczyć z tym że pisząc o Zelaznym natrafisz na starych wyjadaczy fantastyki, którzy na tym gatunku zęby zjedli i może ich szlag trafić gdy czytają rzeczy....infantylne? Głupie? Nijak się mające do rzeczywistości? Jedni Cię zaatakują, inni zrobią to kulturalniej. W takiej sytuacji mam do Ciebie prośbę, która uchroni Cię przed atakami: dopóki nie poznasz gatunku nie pisz o nim. Przeczytaj wpierw "Rękopis znaleziony w Smoczej jaskini. Kompendium wiedzy o literaturze fantasy". Sapkowskiego, możesz to uzupełnić "Fantasy. Ilustrowany przewodnik" pod redakcją Pringle'a. I na bogów Olimpu, kiedy już ww. (zwłaszcza pierwszą) przeczytasz zajmij się kanonem fantasy. Nie będę Ci podawał listy książek bo absolutny kanon Sapkowski w ww. dziele zamieścił. I dopóki nie przeczytasz minimum 20 książek z kanonu, (w tym koniecznie tych z pierwszej 10) nie pisz o gatunku. Inaczej się skompromitujesz.

    Iselor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, liczę się z tym.
      Piszę po prostu o tym, co przeczytałam. Chciałabym, ale fani tego gatunku i twórczości Rogera Zelaznego zauważyli, że uważam, iż TO JEST NAPRAWDĘ ŚWIETNA KSIĄŻKA i nie traktowali kilku uwag, jako atak na siebie i na wszystko, ponieważ ona mi się podobała.
      Trudno, niektórzy uznają to za pomocną opinię, niektórzy za kompromitację, nic na to nie poradzę.
      Szkoda tylko, że zwyczajna opinia zwykłej, młodej czytelniczki jest odbierana jak atak na wszystkich fanów i klasyki w ogóle.
      Dziękuję jednak za rady.

      Usuń
  14. Sam projekt jest cudowny. Kolorowy, dopracowany, intrygujący - szacunek dla grafika. Pozostaje tylko rzucić się z mostu albo pod tramwaj.
    Rozumiem, że z żalu, że tak nie potrafisz? W innym przypadku ten komentarz jest kompletnie bez sensu.

    Z "Władcą pierścieni" niekoniecznie się polubiłam, ale to temat na osobną rozmowę.
    Raczej np. ale to już inna historia, bo ani ta opinia*, ani inne teksty na blogu nie są rozmową. No, chyba że któryś z twoich wpisów to coś w rodzaju wywiadu (nie przeglądałam całego archiwum).

    Zgadzam się z nim zdecydowanie, ale...
    ;D Czyli nie zgadzasz się zdecydowanie. Jeśli się z czymś zgadzasz, podkreślę, zdecydowanie, to nie masz żadnych ale. Jeśli masz jakieś ale, to znaczy, że zgadzasz się tylko częściowo. (Kolejne błędne sformułowanie).

    "Kronik Ambery"
    Amberu.

    napisane kolejno w latach: 1970, 1872, 1975, 1976
    1972.

    lecz jeżeli chodzi o język - w ogóle tego nie czuć. Chodzi tu głównie o to, że jako czytelnicy nie zostajemy bombardowani toną archaizmów ani nienaturalnym dziś dla nas szykiem zdań
    Amber został napisany czterdzieści lat temu, nie czterysta. Pisząc takie bzdury, pokazujesz, jak potwornie mało wiesz o literaturze, nie tylko fantastycznej, ale ogólnie.

    W latach, gdy Zelazny spisywał fascynującą historię Corwina - jego opowieść była swego rodzaju fenomenem i powiewem świeżości, ba!, nawet nie powiewem, a wręcz tajfunem.
    Przecinek zamiast myślnika.

    Gdy czytałam tę książkę miałam po prostu wrażenie, że to wszystko już było.
    Było, ale POTEM. Nie Zelaznego wina, że wcześniej czytałaś tych, którzy czerpali z niego, ale pisali lata po nim. ;D // Przecinek przed miałam.

    który nie wie kim jest
    Przecinek przed kim.

    gdzie jest i jedyne, czym się kieruje to strach o własne życie.
    Przecinek przed to.

    Jednak, gdy już się pojawiały
    Bez przecinka.

    Czytając ją ma się wrażenie
    Przecinek przed ma się wrażenie.

    Kolejnym elementem, na który chciałabym zwrócić uwagę, to liczne odniesienia do naszej historii
    Albo kolejnym elementem (...) jest, albo kolejny element (...) to.

    jednak czas spędzony przy niej nie uważam za stracony.
    Jednak czasu spędzonego przy niej nie uważam za stracony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zapomniałam o odnośniku:

      *Yup, opinia, nie recenzja, to dość duża różnica (każda recenzja jest opinią, nie każda opina jest recenzją), więc zastanawiam się, dlaczego blog nazywa się Recenzje Kasi jeśli z recenzjami nie ma za dużo wspólnego. ;)

      Usuń
    2. Błędy poprawione.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Kaśka w sumie na początku chciałam się odnieść do recenzji (może kiedyś przeczytam, nawet bardzo prawdopodobne... Ale to jak będę miała czasu a czasu, żeby się w to wkręcić i dać porwać) ale potem rzuciłam okiem na komentarze i... Cholera, przednia zabawa! One są lepsze od tego postu, wybacz ;D przecież to trzeba życia nie mieć, żeby analizować ten tekst linijka po linijce, z uwzględnieniem przeciwników i średników :') Ludu! Jeśli ktoś będzie się do Kronik przymierzał, to raczej poszuka profesjonalnych recenzji. Kasia profesjonalistą nie jest i ma rację - pisze swoje zdanie. Po przeczytaniu kilku, kilkunastu opinii człowiek sam stwierdza, czy jego gust pokrywa się z gustem Kaśki i wtedy wie, czy zwracać uwagę na jej opinię o potencjalnej lekturze, czy olać ją ciepłym moczem ;) Ja nie olewam, bo gdyż nie jeden raz czytając jej posty poczułam się tak, jakby mi w głowie siedziała. Zgadzałam się z jej zdaniem. A jeśli ktoś szuka na blogach rasowych, profesjonalnych recenzji to... Zdrowia życzę ;)
    Trzymaj się ciepło!
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś zarzuca komentującym nieporawne posługiwanie się językiem ojczystym, w tym właśnie błędną interpunkcję, sam powinien świecić przykładem. ;)

      I tak, oczywiście, każdy komntujący, który ma jakiekolwiek uwagi, ma za dużo czasu, nie ma rodziny, pracy, życia nie ma w ogóle, tak właśnie sobie to tłumacz. <3

      Usuń
    2. Może coś przeoczyłam... ale to chyba komentujący rozpoczęli tę wojnę na przecinki.

      Nie twierdzę, że każdy komentujący jest ich pozbawiony. W zasadzie podejrzewam, że każdy jakaś rodzinę posiada, ale z tym życiem to bym się spierała. Czas, jaki poświęcono na wypunktowanie każdej literówki naprawdę można spożytkować lepiej. Okej, oddam ci to - Kaśka może wyciągnąć pewne wnioski i poprawić warsztat pisanina dzięki takim komentarzom. Tylko czemu odniosłam wrażenie, że tu wcale nie chodzi o przecinki, a o to, że w oczach Kaśki Kroniki Amberu nie są doskonałe? Bo nie widzę pod innymi postami takich pouczających komentarzy, za to tu jest ich od groma, bo ruszyła klasyk.

      Usuń
    3. Ojej, uważasz, że ktoś przejmie się tym, że napisałaś, jak powinien spędzać swój wolny czas? To byłoby słodkie, gdyby nie było takie kretyńskie. Naprawdę. <3

      A gdzie twierdzę, że Amber jest doskonały i nikt nie ma prawa go krytykować? Zauważ, że mam (jak i inni komentujący) uwagi co do wartości merytorycznej tekstu, nie do tego, czy jej się książka podobała.

      Moich opinii pod innymi tekstami nie uświadczyłaś, ponieważ dopiero od wczoraj wiem o istnieniu tego bloga. Z drugiej strony gdybym takowe teraz napisała (na co nie mam ani czasu, ani ochoty, bo widzę, że merytoryczne uwagi po autorce spływają, niestety), to by się znów okazało, że nie mam życia i że powinnam spożytkować swój czas tak, jak ty uważasz za słuszne. Fuck logic. ;DDD

      Usuń
    4. A, jeszcze to:

      Może coś przeoczyłam... ale to chyba komentujący rozpoczęli tę wojnę na przecinki.
      Nope, z tego co widzę, to autorka bloga. Chyba że jakieś komentarze zostały usunięte.

      Usuń
  16. Do "Kronik Amberu" miałam sięgnąć jakiś czas temu. Ale dzięki komentarzom (doprawdy urocze) natychmiast nabyłam własny egzemplarz :) Jeżeli książka i opinia o niej wraz z uwagami (nie każdemu musi się wszystko podobać) powoduje taką burzę, to muszę jak najszybciej nadrobić zaległości :D

    Masz prawo do swojej opinii, a Twój blog jest TWOIM miejscem w internecie, więc nigdy więcej się nie tłumacz, że masz takie, a nie inne zdanie :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że książka Ci się spodoba, koniecznie daj znać, gdy już ją przeczytasz :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  17. Zgodziłbym się z opinią Rosa czyta, że blog to miejsce autorki, ale: 1) jeśli ktoś tytułuje swój blog "recenzje" to wchodzący tu ma prawo oczekiwać recenzji, nie wprawek gimnazjalnych., 2) jeśli autor bloga współpracuje z wydawnictwami, tym samym de facto wpływa na kształtowanie nie tylko rynku książek, ale i gustu czytelników, zatem powinien sobie zdawać sprawę ze swojej odpowiedzialności za słowa. Błędy świadczą o autorze, nie o komentujących. Jakoś ostatnio utarło się, że każdą krytykę, każde zwrócenie uwagi bądź na merytoryczne, bądź na językowe błędy nazywa się hejtem. Chyba młode pokolenie nadaje temu słowu złe znaczenie. Krytyka nie jest hejtem, krytyka pozwala się uczyć, inaczej jest to tylko monolog autora, który przez same ochy i achy nigdy niczego się nie nauczy. Na szczęście wydaje mi się, że autorka tego bloga coś jednak z tych krytycznych komentarzy wynosi, bo przynajmniej poprawia najbardziej oczywiste błędy. Nikt nie namawia nikogo do zachwycania się czymś, co nie zachwyca danej osoby. Wątpliwości budzi tylko dość lekkie wysnuwanie ogólnych wniosków na podstawie zbyt małych przesłanek. Ktoś, kto przeczytał dwie książki fantastyczne, już uważa się za fana (to jeszcze okej, taka miłość od pierwszego wejrzenia), ale i za specjalistę gatunku. Gdyby to miała być recenzja, powinna zawierać odniesienia do innych pozycji z tego gatunku/tematu, wówczas nie tylko wyrażałaby opinię autora o książce, ale i wskazywałaby zainteresowanym inne źródła, które mogłyby go zainteresować. Wskazywałaby na znajomość tematu i uprawniała do wyrażania bardziej ogólnych wniosków. Coś by wnosiła. To odróżnia recenzenta od kogoś, kto prowadzi blogowy pamiętniczek lektur - ten pierwszy ma pewien zasób wiedzy, uprawniający do wygłaszania opinii o książce w kontekście gatunku/epoki itp. Na razie więc to są zapiski Kasi, nie recenzje. Co nie znaczy, oczywiście, że może kiedyś recenzjami się staną, jeśli autorka będzie się uczyć i słuchać nie tylko pochwał od swoich średnio rozgarniętych na ogół fanek. Trzeba sięgać wyżej, nie niżej. Starszym trudno się dziwić, że książkę napisaną w latach siedemdziesiatych autorka uważa za napisaną archaicznym językiem - toż to są roczniki rodziców co niektórych tu osób - czy wasi rodzice mówią archaicznym językiem? Czy wszystkie ksiązki muszą być pisane językiem dostepnym dla ludzi o IQ nieprzekraczającym 50, żeby były zrozumiałe dla młodego pokolenia? Czy może gwarą gimnazjalną? Trochę to przerażające - literatura to bogactwo języka. Trochę przerażające jest też, że młode pokolenie czyta tyko nowości, uważając klasyków danego gatunku czy nurtu za przestarzałe. Postapokalipsa to nie tylko Igrzyska śmierci, aż szkoda, że na blogach nikt nie poleci jednocześnie klasyków tego nurtu, których dzieła nic się nie zestarzały. Chyba że ktoś język z lat pokolenia wyżej uważa za niedostępne - to jest porażka wasza, nie tej literatury. To trochę smutne, jak się pomyśli, że cała historia literatury, poprzez Szekspira, Orwella, Lema jest niedostępna dla tego pokolenia. Chwała autorce bloga, że mimo to sięgnęła po klasyka gatunku, nie poprzestając na tym, co aktualnie modne. Tak trzymaj, dziewczyno. Czytaj dużo i czytaj różne rzeczy - tylko na tym zyskasz. Może ten zysk nie będzie wyrażał się egzemplarzem ksiązki, która pewnie będzie dostępna tylko w bibliotece, ale będzie to zysk dla twojej wyobraźni i umysłu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, jeśli mówimy o krytyce, na pewnym poziomie, bez wycieczek osobistych i obrażania. W innym wypadku to zwyczajny hejt (nie lubię tego słowa). Widzę, że z konstruktywnej krytyki Autorka wyciągnęła wnioski, ale nie widzę powodu dlaczego miałaby nie powiedzieć, że książka Jej się nie podobała. Ma do tego prawo. To, że coś należy do klasyki nie oznacza, że musi się każdemu podobać. Szekspira uwielbiam, Orwella, Prusa, Słowackiego, ale Lema czy Gombrowicza nie znoszę i nie zamierzam kłamać, że jest inaczej.
      Ok "recenzja" - duże słowo, ale nie mamy lepszego na określenie tego typu opinii, niestety tak umownie nazywamy te teksty.

      Usuń
    2. Dokładnie Roso! Teraz mnie brak przycisku "Lubię to" :) Kto wie, może kiedyś w szablonie takowy się pojawi?

      Usuń
    3. Trzeba dodać go koniecznie :) Głowa do góry Kasiu ;)

      Usuń
  18. A ja i tak będę do Ciebie zaglądać 😉

    OdpowiedzUsuń
  19. Najłatwiej napisać komentarz, który jest niczym innym, jak zwyczajnym hejtem. I nie, aby zaraz nie odebrano tego w zły sposób, nie mam tu na myśli osób, które wytykają błędy w recenzji, czy nie zgadzają się z opinią o powyższej książce, chodzi mi chociażby o komentarz Anonima, który napisał bardzo rozwiniętą wypowiedź i widać, że potrafi konstruktywnie krytykować. Dlatego też musiał dodać swoją nad wyraz przemyślaną opinię, pisząc - To co piszesz jest po prostu głupie!
    A jak już się czepiamy przecinków, drogi Anonimie, przydałby się przecinek po "to".

    Z komentarzy niektórych osób wynika, że Kasi ta książka nie miała szans się spodobać, gdyż czyta fantastykę jedynie pół roku, a to jest klasyk, którego potrafią docenić jedynie wytrawni miłośnicy gatunku. Więc wyobraźcie sobie, że "Władca pierścieni" też nie każdemu się podoba, są osoby, które czytają już latami (i nie mam na myśli harlequinów, lecz trochę ambitniejsze dzieła), ale mimo to, nie przypadnie im do gustu ta trylogia. To, że coś jest klasykiem, nie znaczy, że przemówi do każdego.
    Poza tym z recenzji wcale nie wynika, że Kasia uważa, aby autor powielał jakiekolwiek schematy. Chodzi bardziej o to, że to ona czytała już dość podobne książki i mogło jej to w pewnym stopniu odebrać przyjemność z tej lektury.
    Co do czepiania się takich aspektów, jak "błędy" w cudzysłowie, twierdząc, że jest to pokaz nieomylności... Cóż, ja jestem bardziej skłonna powiedzieć, że osoby, które radzą autorce, aby odpuściła sobie pisanie, przeczytała więcej książek i sugerują, że w ogóle nie zna się na fantastyce, sami prezentują wysokie mniemanie o sobie. Zamiast delikatnie podpowiedzieć, co można zmienić, coś doradzić, to nie - lepiej napisać, że dziewczyna nie zna się w temacie.

    Naprawdę ludzie, nie macie nic lepszego do roboty, niż wyłapywanie pojedynczych przecinków, czy literówek? Jest mnóstwo blogów książkowych, gdzie "recenzja" składa się z pięciu zdań, a jakiekolwiek zasady interpunkcji najwyraźniej nie są znane autorowi. Jestem bardzo wyczulona na punkcie błędów, ale pojedyncze przecinki nie przeszkadzają mi w odbiorze tekstu. Na co czwartym blogu można natrafić na o wiele bardziej rażące pomyłki. Jeśli czerpiecie aż taką satysfakcję z wytykania potknięć innym, pogrzebcie trochę w Internecie i analizujcie w komentarzach, zdanie po zdaniu, prawie każdą napisaną recenzję, czy "recenzję". Bo nawet w solidnych recenzjach, błędy się zdarzają.

    A teraz paradoksalnie - ta burzliwa komentarzowa dyskusja, zachęciła mnie do sięgnięcia po tę książkę. Aż zechciałam sama się przekonać, co jest tematem tak zaognionych sporów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie, jak m nie zachęciła do przyspieszenia lektury :D

      Usuń
    2. Zaksiążkowana - po takiej wypowiedzi chyba nie muszę nic dodawać.
      Jestem ciekawa Twojej opinii na temat "Kronik Amberu"! :D

      Usuń
  20. Chociaż nigdy wcześniej nie czytałam Twojego bloga, trafiłam na niego przez dyskusje, która się rozpętała. Szczerze współczuję, że stałaś się swoistym celem zakonserwowanego środowiska, które mimo że posiada ogromną wiedzę w temacie, lubi się nią dzielić w bardzo nieprzyjemny sposób. Mam nadzieję, że ze słusznych uwag wyciągniesz należne wnioski, a ten incydent nie zniechęci Cię do dalszej działalności. Trzymam kciuki i pewnie niedługo tu wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, mam ochotę kliknąć "lubię to" :)

      Usuń
    2. Bardzo mi miło, że do mnie zawitałaś i dziękuję za ciepłe słowa :)
      No cóż, takie incydenty czasem się zdarzają i trzeba je przełknąć ;)

      Usuń
  21. Książka z początku wydała mi się ciekawa, ale jakoś mój zapał na nią opadł. Nie mówię "nie", bo może kiedyś przeczytam :) Chciałabym poznać głównego bohatera!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  22. Okładka faktycznie przepiękna, ale treść jednak nie dla mnie. Nie lubuję się w takich klimatach, więc nie będę na siłę się próbowała przekonywać. ;)

    A co do tej burzy w komentarzach, to... nic, wolę czytać w tym czasie książki niż babrać się w nieprzyjemnych dyskusjach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurczę, moja ukochana książka. Muszę się odnieść :)

    Po pierwsze, nie zgadzam się z twierdzeniem o świetnym tlumaczeniu. To znaczy, od drugiego tomu (który Ty nazwałaś "opowiadaniem"), czyli od momentu, gdy tłumaczenia przejął Cholewa, nie mam większych zastrzeżeń. Ale tom pierwszy to dramat, napakowany błędami rzeczowymi, tłumaczeniem w taki sposób, że pomieszane są postaci w dialogach. Ogółem jest to absolutny koszmar. Nie oddanie tłumaczenia Kuczborskiej (tom 1) Cholewie przy okazji nowego wydania to błąd karygodny ze strony wydawnictwa.

    Fascynujące jest to, jak różnie odebrac można tę samą książkę. Dla mnie cały Zelazny kipi emocjami - dialogi to mistrzostwo, jak przepychanie się na noże ;) z błyskotliwymi ripostami. Nie zgodzę się więc, że bohaterowie są pozbawieni emocji. Ukrywanie własnych odczuć rzadko równa się z ich brakiem, podobnie jest tu - to tak naprawdę cholernie emocjonalni dranie, zwłaszcza Corwin.

    Pozdrawiam, Ewelina z http://gry-w-bibliotece.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail