Dlaczego wstydzimy się mówić o tym co czytamy, ile czytamy i czy w ogóle czytamy?

07 maja

Na początku mój blog był po prostu zwykłym miejscem w sieci, w którym zapisywałam sobie wrażenia po przeczytaniu kolejnej książki. Swego rodzaju notatnik, który mogłam otworzyć wszędzie i zawsze, coś edytować, coś dodać i tak dalej. Po pewnym czasie stwierdziłam, że może te moje zapiski komuś się przydadzą, zachęcą do przeczytania konkretnej pozycji lub do czytania w ogóle. Świetna sprawa, lecz czy naprawdę musimy czytać 1, 10, 100 książek rocznie, by czuć się kimś wartościowym? I dlaczego tak często mijamy się z prawdą, gdy ktoś pyta nas ile czytamy? O tym ten post :).
 

Pamiętajcie, że nie wrzucam wszystkich do przysłowiowego wora, mówię jedynie o częstych przypadkach.

Mam pytanie do osób czytających beletrystykę: czy kiedykolwiek zdarzyło się wam, by ktoś krzywo na was spojrzał, gdy pochwaliliście się, że czytaliście np. "Zmierzch", "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a" czy inny twór tego typu? Podejrzewam, że tak. Teraz pytanie do osób, którym te powieści się podobały: czy przyznaliście się do tego, że się wam podobały? Pewnie bywało różnie.

Dlaczego tak się dzieje?

Skupmy się najpierw na osobliwej historii "Zmierzchu". Ludzka dziewczyna zakochuje się w wampirze i tak dalej, i tak dalej. Seria ta kilka lat temu stała się prawdziwym hitem. Czytali ją wszyscy, a po jakimś czasie także pędzili do kin. Jednym słowem: szał. Muszę podkreślić, że nie tylko pierwszy tom osiągnął niewiarygodny sukces wydawniczy, kolejne części były pochłaniane przez czytelników w zabójczym tempie. W telewizji na okrągło puszczano ekranizację, a w przerwach kilka reklam. Nie bójmy się tego słowa: sukces. Cykl ten osiągnął niewiarygodny wręcz sukces, a motyw wampirów w literaturze został reanimowany (czy w prawidłowy sposób, to już nie mnie oceniać).
Do czasu.
Nastał rok 2015, 2016 i zaczęła się nagonka. Przegrzebując otchłanie internetu co chwila natknąć się można na tzw. memy z udziałem bohaterów "Zmierzchu", niektóre niebywale obraźliwe. Niestety często obraża się nie tylko utwór sam w sobie, lecz także jego czytelników i fanów. "Czytałeś to gówno? BEZ JAJ", "Naprawdę podobał ci się ten grafomański wybryk?" - i pogarda w oczach. 
Jak to możliwe, że seria, którą zachwycały się miliony, teraz stała się symbolem absurdu, grafomanii, braku wyobraźni i Bóg wie co jeszcze? 

Głównie dzięki opiniom i znawców i koneserów literatury. Nie chcę tu nikogo krytykować, bo nie jestem od tego i bardzo się cieszę, że ktoś, kto naprawdę zna się na swoim fachu, może polecić mi świetne i wartościowe książki, lecz czy naprawdę coś, co ktoś inny uznał za totalny chłam, nam nie może się podobać? Oczywiście pojawiły się głosy, jakoby niektóre "wybryki" pisarzy działały niepokojąco na psychikę młodzieży. Zgadzam się z tym, ale z drugiej strony nie popadajmy w skrajności. Gdyby patrzeć na wszystko w ten sposób, to dzieła Sienkiewicza powinny być zakazane, bo propagują pijaństwo i bijatyki; wszystkie egzemplarze "Romea i Julii" powinny zostać spalone, bo w końcu to 3-dniowe uczucie 13-latki i starszego chłopca, które doprowadza do śmierci kilkorga ludzi. No coś tu nie gra, prawda? Wszystko zależy od sposobu, w jaki zinterpretujemy dany utwór, choć młodzieży poniżej 17, czy 18 roku życia absolutnie nie zachęcam np. do literatury erotycznej.

Podobno zapominamy (mówię tu szczególnie o młodzieży, do której nadal się zaliczam) o dziełach wielkich pisarzy np. Sienkiewicza, Shakespeare'a, Dostojewskiego czy Tołstoja. 
Przyznam się wam tak po cichu, że jestem ogromną fanką "Ogniem i mieczem", "Quo vadis", "Hamleta" i "Zbrodni i kary". Uwielbiam te utwory i zachęcam ludzi do przeczytania tych przegenialnych dzieł, ale nie krytykuję ich za to, co czytają, nawet jeżeli będzie to jakieś czytadełko na poziomie miejsca pracy Tadeusza Norka z mojego ulubionego serialu. 
Oznajmiając komuś, że jest idiotą (oczywiście w sposób politycznie poprawny) dlatego, że nie przeczytał "Krzyżaków" lub podobnego utworu, który ktoś tam gdzieś tam uznał za dzieło, które "absolutnie każdy MUSI przeczytać", na pewno go to tego nie zachęcisz, wprost przeciwnie.  

Oczywiście działa to też w drugą stronę. Będąc w gimnazjum byłam ogromną fanką mitologii greckiej i znanej książki Jana Parandowskiego. Uwierzcie, że ludzie dziwnie na mnie patrzyli. Jeszcze dziwniej, gdy mówiłam 16-latkom, że kocham "Quo vadis". Chwalenie się tego typu "anomaliami" (uwierzcie, że w środowisku ludzi nieczytających to anomalia) sprawia, że z automatu dostaje się plakietkę nerda, człowieka bez życia i tak dalej. Jednak zawsze byłam szczera i otwarcie mówiłam o tym, co lubię, a czego nie i koniec. Jeżeli ktoś pomyśli sobie o mnie coś złego - nie rzucę się z mostu :D.

Jeżeli dana osoba czyta dla przyjemności leciutkie romanse, bo po prostu tak lubi, lecz stroni od ciężkiej literatury, to czy zasługuje na potępienie? No kurde! Jak tak można? Po raz - nie musi czytać w ogóle, ale robi to, więc to już plus i chwała jej za to. Po dwa - czy to znaczy, że nigdy nie sięgnie po "ambitniejszą" literaturę? 

Wyjaśnię to na swoim przykładzie. Nienawidzę brokułów. Na samą myśl o tych zielonych skurczysynach aż mnie mdli. Choćby dietetyk tydzień tłumaczył mi, ile w tych terrorystach jest witamin, ile żelaza, ile kwasu foliowego, że po nich będę piękna, zdrowa, rześka to do pyska tego paskudztwa nie wezmę. Nawet jeżeli uczyniłyby mnie nieśmiertelną - ni groma. Jednak zamiast sięgać od razu po to okropne zielsko, uderzyłabym po coś smaczniejszego? Po ziemniaki chociażby. Ładne, żółciutkie, kojarzą się z frytkami. Całkiem fajnie. Wyobraźmy sobie teraz, że nasze ziemniaczki to np. audiobooki jakiejś lekkiej literatury. Miło jest sobie posłuchać przyjemnego głosu, który opowiada ciekawą historię, prawda? Na cholerę męczyć się z ciężkim tomiszczem... Oczy bolą i w ogóle. No i tak sobie wcinam te moje kochane ziemniaczki i myślę o tych przeklętych brokułach, aż w końcu trafiam na kalafior. Białe, nawet ładnie pachnie, może być dobre. Nasz kalafior to lekka literatura. Ooo, no proszę, nawet dobre to! Po jakimś czasie tak patrzę na te brokułki i myślę sobie, że może jednak nie są takie złe? Smakuję kawałek, przegryzam kalafiorkiem i żyję! Cud! Żyję! 

Dokładnie tak samo działają książki. Na początek coś lżejszego, aby po prostu polubić czytanie. Za rok, dwa czy pięć może wpadnie coś bardziej klasycznego i spodoba nam się. A jeżeli nie, to będziemy wcinać sobie te nasze cudowne ziemniaczki i kalafiorki i będzie nam miło i przyjemnie. W końcu błyskotliwość, kreatywność i intelekt nie bierze się tylko z książek :).

Pamiętajmy po prostu, że każdy żyje po swojemu i w zasadzie nikt nie zrobi tego za niego. Jeżeli ktoś czyta "mało ambitne" lektury - super, jeżeli ktoś styka się z prawdziwymi arcydziełami - super, jeżeli w ogóle nie czytasz - szkoda, bo to świetna sprawa, ale też super. Kto powiedział, że aby być wartościowym człowiekiem trzeba czytać? Nie trzeba! Nie chcesz - nie rób tego. Rób to, co lubisz. Żyjemy zdecydowanie zbyt krótko, by przejmować się opiniami innych. Lubisz oglądać filmy? Oglądaj. Lubisz malować? Maluj. Lubisz bawić się z dziećmi? Baw się. Lubisz spacery? Spaceruj. W dzisiejszym świecie żyjemy zbyt sztywno i za mało przyjemności czerpiemy z naszej króciutkiej egzystencji. Wyciśnijmy z niego wszystko, bo kolejnej szansy nie będzie (no chyba, że wierzycie w reinkarnację). Zabrzmiało trochę jak tania gadka motywacyjna, ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. 

Nie wstydźcie się tego, że nie czytaliście książki X czy Y. Nie wstydźcie się tego, że w ogóle nie czytacie. To wszystko jest okej, ważne, abyście byli szczęśliwi, a że ktoś raz czy dwa krzywo na was spojrzy z tego powodu? Jego problem. Oczywiście ja was z całego serducha zachęcam do czytania - w końcu po to prowadzę tego bloga :D. Po co żyć jednym życiem, skoro można tysiącami? Po co trwać w niewiedzy, skoro można zgłębiać tajniki niesamowitych zjawisk? :) Jednak to wasz wybór,
nikt wam tej możliwości nie odbierze i nie dajcie sobą manipulować.

Nie idźmy też w ilość. Czytasz jedną książkę rocznie? Super. Dziesięć? Genialnie. Sto? Też świetnie. Nie bójcie się przyznawać do prawdy, w końcu nie ma jednego, niezawodnego sposobu na idealne życie. Wiem, że czasem może być ciężko, ponieważ człowiek jako istota społeczna ma wbudowany pociąg do konformizmu i czasem ciężko się wyłamać. Starajcie się po prostu rozwijać - właśnie tego wam życzę. 

Dajcie znać w komentarzach jakie jest wasze zdanie na ten temat i jeżeli coś was nurtuje - zadawajcie pytania :)

Zajrzyj również tu

44 komentarzy

  1. Łał, to było inspirujące ;) i mówię całkowicie poważnie, takie rzeczy trzeba ludziom wciąż i wciąż powtarzać, a większości niestety i tak nie przekonasz... Ja np osobiście nie znoszę erotyków, a jak ktoś proponuje mi czytanie Grey'a to zdarza mi się spojrzeć na niego z politowaniem, ale naprawdę jestem w stanie zrozumieć że komuś może się to podobać. Zmierzch uważam za lekturę znośną, ale w żadnym razie pouczającą, co jednak nie każe mi obrażać inteligencji osób, którym się to podoba. Sama za to wprost uwielbiam Sienkiewicza, "Mistrza i Małgorzatę" czy "Portret Doriana Grey'a", co pewnie część uzna za zbyt wydumane i trudne w odbiorze. Gusta są różne i tak to po prostu bywa.
    Zresztą byłabym hipokrytką oceniając innych po ich lekturach, gdy nadal boję się wyjść z szafy z tym, że czytam yaoi. Zdaję sobie sprawę iż byłabym za to potępiana, bo większość ludzi uważa to za zboczony gniot... Dlatego tym bardziej doceniam poglądy takie jak twój, by nie szufladkować innych w tak krzywdzący sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :)
      "Portret Doriana Gray'a" wciąż na mnie czeka i mam nadzieję, że się nie zawiodę :)
      O! No i proszę bardzo, już lecę do Ciebie z wyznaniem, że kiedyś też podczytywałam ;)
      No cóż, sens tego podgatunku ciężko wytłumaczyć tak, aby nikogo nie onieśmielić lub zniesmaczyć, więc wiem o co Ci chodzi ;)

      Usuń
  2. Post ma w sobie tyle prawdy i jest bardzo lekki. Co do tego, że "czytam, ale sie wstydzę" lub "czytam i dostaje niemiłe komentarze". Jestem fanką metalu, nosze glany, to jedno. Nie oznacza to, że w środku jest tylko "SZATAN SZATAN KREW AAARRR!!!" i to mnie zmusza do czytania kryminałów, przelewów krwi i innych dzieł w ten deseń. Lubię, jak pewnie każdy, zagłębić się w coś młodzieżowego(w końcu mam 16lat) typu Gwiazd naszych wina, Hopeless, Trzy metry nad niebem. Idzie sobie taki delikwent(czyt. JA) w glanach, a w plecaczku Hopeless. Wolna godzina, wyciągam książeczkę i nagle BUM!BUM!BUM!BURZA! "Jak możesz czytać takie coś!" "Znowu jakieś gówno czytasz!" Czy subkultura lub zamiłowania "znajomej" muszą wpływać na to co czytam? Czy nie mogę już napisać na blogu opinii lekkiej książki, która zainteresuje czytelników, zamiast ciągle walić kryminałami i mordem na okładkach?

    Pozdrawiam// Marta z bloga ksiazkiwpiekle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, bo nie lubię pisać przyciężkich tekstów, bo w końcu piszę w przeważającej części dla młodzieży :)
      Hahaha xD Częściowo wiem o czym mówisz, bo mój chłopak również słucha metalu, chodzi na koncerty i w ogóle, ale nie przejawia żadnych innych objawów przynależności do tej subkultury :D
      Padłam po prostu xDDD
      Oczywiście, że możesz i pisz takowych tyle, ile tylko zechcesz!

      Usuń
  3. ja czytam sporo ksiązek. nie wiem ile, nie jestem w stanie okreslic. tygodniowo około 10. ale czasem robie przerwe na tydzien czy dwa, bo np. ksiazka mnie nie wciaga, nie chce mi sie, nie moge sie skupic. ale uwielbiam czytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! To się da?
      Znam te przerwy... Najgorzej, gdy skończy się fantastyczną ksiażkę lub serię i nie wiadomo co zrobić ze swoim życiem...

      Usuń
  4. Już dawno przestałam się przejmować tym, co kto myśli o moim czytaniu. Nie wstydzę się też o tym mówić, chociaż liczbą przeczytanych książek nie szastam już na prawo i lewo pod wpisami w fejsowych grupach, bo się raz na tym przejechałam (podoba suka ze mnie, co kłamie i się dzieckiem nie zajmuje, a do tego pasztet xD). Wracając jednak do sedna: jestem po filologii polskiej, po edytorstwie i dodatkowo po surdopedagogice i przyznaję, że tych wielkich/wybitnych/must read dzieł już się w życiu naczytałam. Jedne były wielkie, inne to bagienko, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że taki "Zmierzch" przeczytałam z przyjemnością - szybko, lekko, bez dorabiania do tego wielkiej ideologii, ot - przyjemna lektura, przerwa, wytchnienie. "50 twarzy..."? Jasne, że wciągnęłam - powód ten sam. To chyba pierwsze takie książki, które zyskały tak ogromne grono fanów, a potem - kiedy zaczęła się ta nagonka - nagle nikt nie czytał, nikomu się nie podobało, nikt się nie przyznaje. Po co takie cyrki? Nie wiem, nie wnikam. Może ludzie boją się oceny?

    Po co czytamy? Dla przyjemności. Można znaleźć tę przyjemność w pogoni za wampirami, czerwonym pokoju bólu czy na arenie pośród palonych ludzi. Czytamy dla emocji, by poczuć dreszczyk, wzruszyć się, popłakać, pośmiać. I super. Chyba najbardziej w literaturze lubię to, że każdy odbiera inaczej tę samą książkę, bo każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenia, wrażliwość i czas.

    Ja tam zawsze jestem za pilnowaniem swojego tyłka. Czytam to, na co mam ochotę, a gdy czasem usłyszę, ze mnie poje...chało, bo tak mieszam gatunki (czysta profanacja, podobno), bo pewnie nie pamiętam wczorajszej książki albo w ogóle nie rozumiem tego, co przyjęłam... cóż :) spływa to po mnie.

    Często słyszę (przy tych moich podsumowaniach miesiąca), że nie powinnam marudzić, bo ileś tam przeczytanych książek w miesiącu to świetny wynik, bo ktoś przeczytał jedną czy dwie. Racja, ale ja mam taki niedosyt. Chciałabym więcej, ale czasem po prostu nie da rady i kiełkuje we mnie taka potrzeba "wciągnięcia" czegoś więcej. Tak dla siebie, po prostu. Myślę sobie, że jeśli ktoś chce czytać, to po prostu to robi, jeśli nie - to nie. Kiedy moja córa była malutka, nie czytałam prawie wcale, bo nie miałam takiej potrzeby (i siły), kiedy lista lektur na studiach mnie przytłaczała, nie miałam ochoty na coś dodatkowego. Teraz chcę, więc czytam. Czy to jednak jakoś o mnie świadczy? Nie, bo np. mój mąż nie czyta i wcale nie wpływa to nasze relacje - on kocha mnie z moimi książkami, ja jego bez książek. Tyle w temacie :)

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, bo jak ktoś ma swoje pasje to znaczy, że nie ma życia, ma w dupie rodzinę i przyjaciół, oczywista oczywistość.
      Miałam dokładnie to samo, gdy studiowałam, nawet nie brałam się za nic ciężkiego, bo po prostu miałam dosyć naukowego ględzenia.
      O! Widzisz, ja za to mojego faceta zaraziłam czytaniem i jego półka już rośnie, wraz z moich serduchem, bo to świetna rzecz tak móc po prostu sobie usiąść i poczytać razem :D
      Buziaki kochana i dzięki za wypowiedź! :)

      Usuń
  5. Owszem, czytałam Zmierzch, i owszem, uważam, że to było gówno :) nigdy nie wstydziłam się tego, że czytam, co czytam i ile przeczytałam. Tylko raz spotkałam się z dziwną reakcją na moje czytanie, był to taki próbny dzień w pracy. Te miny potencjalnych współpracowników: czytasz książki? Okej.... Oczywiście pracy tam nie podjęłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale chociaż przeczytałaś i ja to szanuję. Zawsze mnie zastanawia czemu ludzie tak dziwnie patrzą na czytających, nawet gdy miałam taki okres (kilka lat), że w ogóle nie zajmowałam się książkami, to nie miałam z tym problemu, że ktoś inny to robi. Traktowałam to jak coś normalnego, a niektórzy ludzie traktują ludzi czytających jak elitę albo jak trędowatych xD

      Usuń
  6. Bardzo dobry post. Każdy ma prawo czytać to, co mu się podoba i ile mu się podoba - niezależnie od wyników ma to nam w końcu sprawiać przyjemność, więc co za różnica, czy będzie tych książek dziesięć, czy sto? Najważniejsze jest to, abyśmy czerpali z tego radość i spędzali miło czas przy jakiejś interesującej lekturze, którą potem nie raz wspomnimy z uśmiechem. Sama w zeszłym roku przeczytałam ponad siedemdziesiąt pozycji i byłam zdruzgotana faktem, iż w pierwszej połowie 2017 przeczytam ich prawdopodobnie mniej niż 20. Ale co za różnica, jeżeli blogowanie oraz czytanie jest nadal moją pasją? Nie ma sensu śpieszyć się i pochłaniać książki na czas, bo potem i tak nie zapamiętamy z nich dużo i ogólnie nie wyniesiemy nic z lektury. Dzięki za ten post!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :).
      Kiedy pisze się bloga rzeczywiście mamy mniej czasu na czytanie, choć z drugiej strony to dodatkowa motywacja, więc mam nadzieję, że przeczytasz tyle, ile tylko sobie założysz :)
      Mam nadzieję, że w ten sposób zasugeruję innych, by się nie wstydzili. Pozdrawiam ciepło i oczywiście wpadnę!

      Usuń
  7. Ciekawe jest to, że najczęściej za nadmiar przeczytanych książek potrafią obrazić Cię inni blogerzy. Za to zganić za dobór lektur ci, którzy nie czytają wcale☺ Ja, podobnie jak Matka Puchatka, czytam różne gatunki i jest mi z tym bardzo dobrze. Czytałam Zmierzch, oglądałam ekranizacje i nie widzę powodu do wstydu. Nie czytałam Greya, bo akurat erotykow czytać nie lubię i nie widzę powodu, by się zmuszać. Nie krytykuję nikogo za dobór książek. Ani za sposób spędzania wolnego czasu. Nie ukrywam jednak, że jest dla mnie zupełnie nie pojęte jak można wcale nie czytać. Tak wcale? Przeraża mnie to ale nie sprawia, że myślę źle o człowieku.
    Mam trójkę dzieci, pracuję na pełen etat i czytam około 150 książek rocznie. Te fakty szokują wiele osób, które uważają, że po prostu muszę coś zaniedbywać. Moje dzieci na pewno chodzą głodne i brudne, mąż mnie nie poznaje a dom wyglądała jak chlew😆 Wciąż bawi mnie to niezmiernie.
    ŻYJ I DAJ ŻYĆ INNYM. Staram się tego trzymać i dobrze mi z tym. Pozdrawiam serdecznie☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najprędzej nie masz również żadnego życia towarzyskiego! Mnie również do szału doprowadza takie przekonanie, że skoro czyta się dużo to kosztem innych rzeczy, które - o, ironio! - najczęściej spotykam wśród innych książkoholików, którzy również lubią czytać. Jak mnie denerwuje takie wściubianie nosa w to, co ktoś czyta i ile czyta, to aż brak słów.
      Całkowicie więc podpisuję się pod powyższym komentarzem :)

      Usuń
    2. Gosiu, sporo prawdy jest w tym, co piszesz.
      No tylko pogratulować, ja tyle nie jestem w stanie przeczytać, mimo że nie mam dzieci :)
      Oczywiście... wiesz co, nawet nie mam słów xD
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Wiele prawdy w tym, co piszesz. Nigdy nie interesowało mnie co ktoś ma do powiedzenia na temat książek, które czytam. Nigdy też nie czytałam na siłę czegoś, co mogłoby mnie nie zainteresować i od razu o tym wiedziałam. Lubię zarówno Zmierzch jak i Pięćdziesiąt twarzy Greya. Czytam dla przyjemności i właśnie dlatego i ja założyłam bloga! :)
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że chyba zapomniano, że książki służą również przyjemności, a nie tylko nauce...

      Usuń
  9. No właśnie też tego nie rozumiem. Ja podałabym to samo na przykładzie zespołów muzycznych. Z koleżanką z klasy lubimy ten sam zespół, ale do tego ona lubi pewnego wokalistę, którego nie znosi większość - w tym ja. Nie patrzę na nią jak na trędowatą, tylko dlatego, że akurat lubi jego piosenki. Fajnie jej się go słucha, olewa nieprzychylne opinie innych i jest git. Dziewczyna ma podejście.
    Tak samo dziwi mnie wzrok innych, jak mówię, że nie lubię i nie zamierzam nigdy przeczytać Harry'ego Pottera... Jakoś nigdy nie przekonałam się do tej serii i dla mnie jest po prostu nudna. Większość nie potrafi tego zrozumieć, bo dla nich to "wybitne dzieło". Dobrze, rozumiem, dla nich faktycznie tak jest, jednak ja nie widzę w tym nic ciekawego. Każdy ma inny gust i z powodu tego, iż ma inny od wszystkich to już wytykać go palcem? xD Przynajmniej jeszcze niektórzy to rozumieją, ale nie wszyscy.
    Podobnie ze zmierzchem. Nie czytałam tej serii, tylko oglądałam filmy. Nawet parodię. Przyznam, że po wersję książkową raczej nie sięgnę, ale ekranizacja nie była zła.
    Najlepsze jest również to, że jak przeczytasz więcej niż 10 książek na miesiąc, to faktycznie ludzie uznają, iż nie masz życia i tylko siedzisz w tych książkach zamknięta w czterech ścianach. Tak mi się chce śmiać z takich osądów, a prawda jest taka, że oni w ogóle nic nie czytają prawie. xD
    Jeśli chodzi o lektury szkolne - w większości przez naukę polskiego, której wymagał profesor, do tego dodatkowa masa rzeczy na korepetycje z matematyki i angielskiego, nie miałam kiedy wziąć się za nie i leciałam tylko na streszczeniach oraz ewentualnych ekranizacjach (nie wszystkich, ale większości. Oczywiście nie zamierzam tego zostawić. Większość z nich przypadła mi do gustu i zamierzam przeczytać je sobie w wakacje, a po wcześniej przeczytane sięgnąć jeszcze raz.
    Również lubię "Quo vadis" choć niestety w naszej bibliotece było tylko 10 sztuk i nauczycielka jedynie dała nam ekranizację... "Zbrodnię i karę" zamierzam przeczytać, ale oprócz tego ciekawa jest też "Dżuma", "Nie-boska komedia", "Proces", "Przedwiośnie" itd. xD Wszystkich tu wymieniać nie będę.
    W każdym razie poruszyłaś Kasiu bardzo ciekawy temat, o którym się w ogóle nie rozmawia. Cieszę się, że napisałaś ten post. Może przez to niektóre nieśmiałe osoby będą odważniej wyrażały swoje zdanie, choćby nawet sprzeczne z większością ludzi na temat książek i nie tylko. Do tego, może niektórzy oceniający blogerów książkowych jako "osoby nie posiadające własnego życia" nabiorą dystansu. xD
    Ps. Dzisiaj wreszcie przyszło mi "The Call"! Niestety wkurzyłam się, jak zobaczyłam, że 3 strony pod końcem są udarte. ;) Trochę, ale jednak widoczne. Na bonito mi się to nie zdarzyło jeszcze, ale to zamawiałam na naregale. Grr... złożyłabym reklamację, lecz szkoda mi sobie nerwy psuć bardziej. To tylko jedna książka, mogło się zdarzyć... Powinni jednak uprzedzić, bo książki były szczelnie zapakowane i w czasie transportu nie było mowy, żeby się zniszczyła.
    Wydaje mi się, czy trochę wena powraca, Kasiu? :)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tyczy się wszystkich dziedzin życia, ale w przypadku ksiązek jest to szczególnie irytujące. Zbierze się grono ynteligentów, które tylko marudzi, że ludzie nie czytają, że głąby i tak dalej, ale jak ktoś czyta, ale nie to, co oni by chcieli, to też źle, a nawet gorzej.
      Ah lektury to jest dopiero temat. Ciągłe wojny się o nie toczą.
      Taką mam nadzieję, że może chociaż 1-2 osoby jakoś to przemyślą i przestaną się wstydzić czegoś, czego się nie powinno ukrywać :)
      Uuu :/ Powiem Ci, że ja stamtąd nie zamawiałam jeszcze (brak środków), ale z relacji innych wiem, że nigdy problemu nie ma. Ja też sobie ostatnio odpuściłam, bo stwierdziłam, że jak mam przez parę kresek latać na tę cholerną pocztę i się irytować to sobie podaruję.
      Eh... Kochana... Niestety nie, to był jednorazowy wybryk, ten wpis całą noc kotłował mi się w głowie, aż siadłam i naraz napisałam. Aczkolwiek mam nadzieję, że zbliża się kres tego kryzysu, bo mam zwyczajnie dość!
      Ściskam :D

      Usuń
  10. Masz rację. Nie powinniśmy się wstydzić. Ja się nie wstydzę powiedzieć, że czytałam Greya, czy After, a nie są to książki wysokich lotów i każdy to wie. Mamy różne gusta, ale próbujemy, sięgamy po wiele książek i szukamy tych odpowiednich. Nie wszystkie będą trafne. Jak to się mówi, człowiek uczy się na błędach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i bardzo dobrze, że się nie wstydzisz. Dokładnie, dlatego warto pozwolić innym na błędy, bez nich się przeciez nie nauczy.

      Usuń
  11. Uwielbiam takie ocenianie ludzi. Przeczytałam Zmierzch... Przeczytałam Greya... UWAGA UWAGA ! - Żyje i jest mi z tym dobrze 👍
    Ludzie uwielbiają oceniać i to nie tylko po tym co czytamy ale i po tym co oglądamy, co mamy na sobie, czy mamy lub nie tatuaże, kolczyki itp. po tym jak i czy się malujemy, po tym co i ile jemy, ile pokazuje nasza waga oraz ile centymetrów mierzymy. Jesteśmy oceniani na każdym kroku bez względu na to co robimy. Ja należę do tych rodzyneczek, które mają gdzieś co, kto, gdzie i po co. Nie robię ludziom za materac i o to samo prosze ich by się nie mieszali w nie swoje sprawy.
    Wracając do tematu. Sama kiedyś zostałam wyśmiana tekstem typu: KOLEJNA BLOGERECZKA CO CZYTA I USIŁUJE RECENZOWAĆ TAKIE GÓWNO. Gdy autora owego komentarza poprosiłam o rozwinięcie swojej wypowiedzi już nic więcej nie napisał.
    Nie twierdzę, że za mojego bloga i wpisy na nim ludzie powinni mnie wielbić. Oooo nie! Wystarczy szanować, że ktoś ma hobby i tyle. No ale jak widać dla niektórych to trudne 😒

    www.worldbysabina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo ale cudowny wpis. ♥ Ja niestety też tak mam, że często się wstydzę przyznać do danej książki, szczególnie gdy czytam romans, nie wiem jakoś zawsze mi głupio mówić, że akurat czytam romans, bo nie chcę dostać plakietki, o typowa dziewczyna czyta romansidła.
    No i przyznaję, że akurat mnie strasznie wkurza wyzywanie i hejtowanie niektórych książek jak np. Zmierzchu. Chociaż teraz doprowadza mnie do szału, że kiedyś wszyscy czytali ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" bo czytali, a teraz ludzie mają jakąś manię, żeby czytać ją tylko po to aby skrytykować i się na niej wyżyć, jaka to ona nie jest okropna. To naprawdę nie jest fajne. Czytałam całą trylogię i czwarty tom ,,Greya" i jak ktoś pyta to se przypominam wszystkie te hejty na nią i zazwyczaj się przyznaję, że czytałam i że nawet mi się podobało i mam gdzieś, że ktoś na mnie dziwnie spojrzy.
    Bałam się też strasznie kiedyś przyznać, że nie czytałam Harrego Pottera, ale to mam juz gdzieś.
    Ja nie oceniam ludzi i też nie chcę być oceniania, ale cóż ciężko teraz o to w tych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post! W stu procentach się zgadzam! Chociaż przyznam, że sama się czasem wstydzę. Bo chodzę do takiej, a nie innej szkoły , jestem na humanistycznym profilu, mam 18 lat, wybieram się na filologię polską, więc powinnam przecież czytać tylko Dostojewskiego , Sienkiewicza czy inną ambitną literaturę. Jasne, czasem czytam, lubię, uważam, że jest ŚWIETNE! Ale, czasem, a nawet częściej, czytam sobie romansik, młodzieżówkę czy kryminał. I czasem jest mi faktycznie wstyd z powodu tego, co czytam, bo koleżanki dyskutują o Kafce czy Dickensie, a ja przeżywam to, że Ally i Bradin z "Ostatniej spowiedzi" się rozchodzą.
    Natomiast w gimnazjum miałam odwrotną sytuację - wtedy też już czase czytałam ambitniejszą literaturę pokroju :Quo Vadis" - GENIALNE! Rozumiem twoją miłość. A wszyscy zaczytywali się w młodzieżówkach, których ja nie znam. Hm, czy ja się przypadkiem nie cofam w rozwoju?

    Jeju, też nienawidzę tego hejtu pt. "duzo czytasz, NIE MASZ ŻYCIA". Czasem się wtydze przyznać, że przeczytałam ponad 50 książek w tym roku, bo wiem, że zostanę odebrana jako nerd, który nie ma życia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przez pewien czas rzeczywiście dziwnie patrzyłam się na osoby, które czytały "Pięćdziesiąt Twarzy Greya". "Zmierzch" nie, bo sama czytałam i w sumie to mi się podobał, bo przynajmniej wątek miłosny był dobre poprowadzony. Bella nie miała problemu z wyborem. Zawsze chciała tylko Edwarda, a Jacob był tylko przyjacielem. To, że sam czuł coś więcej to już inna sprawa. Ostatnio jednak stwierdziłam, że w sumie co mnie to obchodzi? Sama nie zawsze czytam arcydzieła literatury, więc czemu wytykam innym? Od tamtej pory po prostu nie wściubiam nosa w to, co kto czyta. Pod recenzją zazwyczaj zostawiam po prostu komentarz, czy zgadzam się z nią czy nie albo czy mnie zachęciła. Ewentualnie piszę o jakimś innym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Podpisuję się ręcoma i nogami. Ja mam wielką wrażliwość na to, co sam czytam, bo sięgam po to, co mnie interesuje, a nie do czego ktoś mnie przymusza, ale od zawsze na zawsze jest mi kompletnie obojętne co,kto,gdzie i jak czyta, byleby czytał i sprawiało mu to przyjemność + byleby nie wciskał mi się w życie z tym na chama twierdząc, że TEN AUTOR,KTÓREGO ON CZYTA jest lepszy od TEGO,KTÓREGO JA CZYTAM i to samo z książkami. Możesz czytać Zmierzch, romanse, Kinga, Irvinga, gore, etykiety na produktach - jak Ci to sprawia radość i przyjemność, proszę bardzo, czytaj, dziel się opinią, rozmawiaj, ale nie wyszydzaj, nie wytykaj palcem, a jak wchodzisz w polemikę czy dana książka jest dobra, czy zła, to rób to kulturalnie i na poziomie, żeby nie obrazić danej osoby tylko ożywczo i konstruktywnie porozmawiać. Tyle. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mnie zainteresował ten post i zgadzam się również z tym, co napisałaś. ♥
    Trzeba pamiętać, że każdy jest inny i każdemu coś innego będzie się podobało. Nie znaczy to, że od razu mamy mówić źle o danej osobie. :)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny post! I zgadzam się z Tobą w 100%! <3
    Każdy ma inne gusta, a o gustach przecież się nie dyskutuje :)
    Ja na przykład czytałam "Zmierzch" i obejrzałam wszystkie części. Do tej pory uwielbiam!
    Czasami ktoś mi zarzucał, że czytam taki chłam. Aż mnie serduszko bolało, bo mówiły to najczęściej osoby, które nie czytały tej serii. Nie przeczytali, a oceniają, śmiech na sali :D
    Pisz więcej takich postów, bo chcę je czytać, czytać i czytać! <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Pamiętam, jak kiedyś się mnie ktoś zapytał "Ty na serio zgodziłaś się napisać tekst o biografii Zayna Malika? Przecież to ten pedał z One Direction! Jak w ogóle możesz słuchać jego nowych piosenek?" Ojej, jaki cios w stronę mojej blogowej reputacji! XD Mam wrażenie, że czasami ludzie zaczynają przesadzać w obie strony - albo, że ktoś czyta za mało lub za dużo, albo że czyta nie to, co ktoś sobie wymarzył, zapominając, że każdy ma to robić dla własnej, a nie czyjejś, przyjemności.
    Przyznam, że sama ani trochę się tym nie przejmuję, bo szkoda życia na takie głupoty. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież One Direction to jest boysband na miarę Backstreet Boys, niesamowite zjawisko popkulturowe. Każda dekada, każde pokolenie musi mieć swój boysband. Już nie wspomnę, że na koncertach Beatlesów nastolatki piszczały tak głośno, że zagłuszały muzykę. :) Także, nie daj się i nadal pisz o Zaynie :D

      Usuń
  19. Grey'a niestety czytałem i nikomu tej książki nie polecam, ale jeśli ktoś zapragnie przeczytać całą trylogię – czemu nie? Niech czyta :) Pamiętam, że kiedyś, to było dawno temu, bez mała kilka lat, o tym, że czytam, nikomu nie mówiłem, bo było mi trochę głupio tak samemu. Teraz wiem, że w każdym człowieku siedzi ukryty książkoholik, trzeba tylko ludzi odpowiednio podpuścić. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja przygoda z czytaniem zaczęła się od Pottera, który też ma za sobą tyle samo pochwał, co krytyki i ciężko było zgadnąć, jak dana osoba zareaguje na wiadomość, że lubię ten cykl. Na szczęście w jednej filii biblioteki był organizowany klub Pottera, więc mogłam śmiało dołączyć. Jednak panowały tam takie zasady, że były tylko 3 bibliotekarki: 1 kierowniczka i 2 pracownice. Jedna z tych pracownic prowadziła ten klub, bo i sama lubiła Pottera. Klub ten był po godzinach jej pracy, ale po pewnym czasie wydłużono czas pracy biblioteki o tą jedną godzinę w tym dniu, w którym był ten klub. I nie raz też się tak zdarzyło, że tej bibliotekarki nie było i zastąpiła ją inna, ale od razu byliśmy uprzedzani, że tego a tego dnia będzie inna bibliotekarka i mamy być o wiele spokojniejsi i tak nie hałasować, bo akurat nie zważając na to, która została (czy to kierowniczka, czy to druga pracownica), obie nie przepadały za Potterem, a były z nami tylko dlatego, bo biblioteka była dłużej otwarta, a że my się akurat zeszliśmy, bo to akurat ten dzień, to już inna inszość.
    Pozdrawiam,
    Shaman z http://www.sekretny-trop.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak zwykle dobrze napisane, Kasiu - zgadzam się w 100 procentach :) Szczególnie dobrze trafia do mnie przykład ze Zmierzchem, bo sama jestem jego fanką - tak, nie wstydzę się! - mimo wszystkich niedoskonałości. No i często zdarzało się, że ktoś dziwnie na mnie spojrzał, gdy słyszał, że lubię tę serię. Albo na przykład After Anny Todd - to też jest moje Guilty Pleasure, które ogólnie cieszy się złą sławą w Internecie. Ciekawe, że widzę krzywe miny ludzi nie tylko kiedy czytam tą lekką, niezobowiązującą literaturę jak wspomniany After, ale też wtedy, kiedy sięgam po klasyki Shakespeare'a. Ale powiem Ci, że kiedy tylko mam odmienne zdanie od innych lub czymś się wyróżniam, działa to na mnie pozytywnie, nawet mimo tych dziwnych spojrzeń. Czuję się wtedy trochę wyjątkowa :D

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  22. I to jest wpis dla mnie! Ja mam taką swoją małą misję, aby bojkotować te wszystkie wyzwania typu: "przeczytam 113124352 książek w 30 dni" itp. Genialny Żeromski czytał 32 książki rocznie. Naprawdę, liczy się jakość, a nie ilość.
    Mam też wielu znajomych po politechnikach, którzy w ogóle nie czytają albo tyle, co kot napłakał. I nadal się z nimi zadaję, serio. :))

    No i co do tych nieszczęsnych leciutkich książek: zapominamy, że są tutaj dwie strony medalu. Jedna - estetyczna, czyli każdy ma swój gust i nic mi do tego. Nie mam prawa powiedzieć ci, że to, co czytasz jest gorsze. Ale jest też inna perspektywa, literaturoznawcza, w której to filolodzy określają wartość dzieła literackiego za pomocą wielu wyznaczników. No i z tym osądem już nie ma co się spierać. Albo coś jest dobre wg literaturoznawców, albo nie. (Ale oczywiście, to też niekoniecznie musi nam się podobać. ;))

    Świetny wpis, pozdrawiam i przesyłam uściski! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny post, zgadzam się ze wszystkim co napisałaś!
    Ponadto sama wyznaję zasadę, żeby nie ukrywać własnych ńi tego, kim się jest naprawdę. Każdego co innego zachwyca, wzrusza, pasjonuje i to jest świetne. Dzięki temu nie znajdziemy dwóch takich samych osób, a każdy okazuje się być oryginalny na swój sposób.
    Sama mam ogromny sentyment do Zmierzchu, a pierwsza część Pięćdziesięciu Twarzy Greya bardzo mi się podobała i kurcze...Co w tym złego? :D

    Pozdrawiam gorąco ♥
    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  24. "Zmierzch" czytałam w liceum i dosłownie go wciągnęłam. Nie wstydzę się tego, bo dobrze wspominam tę lekturę. Z Grey'em już gorzej, bo też przeczytałam, ale podczas lektury ciągle pytałam siebie, dlaczego to robię :D Po moim blogu widać, że czytam przeróżne książki, od literatury faktu i biografii, przez powieści historyczne, na fantastyce kończąc, a "Mistrza i Małgorzatę" i "Zbrodnię i karę" to już w ogóle kocham. I w sumie czuję się z tym fantastycznie :)

    Nie powiem, spotkałam się z opinią, że czytanie, zwłaszcza TYLU książek, jest passe i kto normalny ma na to czas, ale cóż. Ja staram się mieć czas na czytanie i nie mam problemu kiedy ktoś woli robić coś innego.

    A tak kończąc, zastanawiam się, jaki sens ma krytykowanie tego, co ktoś czyta, skoro przy obecnym poziomie czytelnictwa w kraju, raczej zasługuje na pochwałę, że czyta w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No i fajnie! Czytam i czytać będę. Nie wstydzę się niczego, ani tego,że Greya przeczytałam i obejrzałam, ani tego że wogule czytam. U siebie ostatnio napisałam parę słów o tym jak postrzegają mnie inni ludzie w pracy. Ale w żaden sposób mi to nie przeszkadza. Każdy ma hobby, rybki, ptaszki, bieganie, granie na konsoli, a inni czytają. Wkurza mnie, kiedy ktoś krytykuje drugą osobę bo nie robi tego co ona.

    Może na swoim koncie nie mam całej masy inteligentnych książek, może są one płytkie i niczego nie wniosły do mojego życia, ale nie czuję się gorsza czy nudna czy jeszcze jakaś inna pokręcona. Robię to, co lubię i to się liczy. Sama nie osądzam ludzi za to w czym się lubują, więc tego samego oczekuję wzamian.

    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetne podejście do tematu! Myślę, że każdy czytelnik kiedyś zmagał się z dylematem typu "powiedzieć czy nie powiedzieć", "przyznać się czy się nie przyznawać". Zauważyłam, że od kiedy zaczęłam zajmować się recenzowaniem książek, przestałam zwracać uwagę na dziwne spojrzenia i komentarze dotyczące moich lektur. Stwierdziłam, że co moje to moje a innym nic do tego :)
    Czytałam Zmierzch po polsku i w oryginale, oglądałam filmy i przyznaję się, że byłam zachwycona tą serią :) Myślę, że gdybym teraz po nią sięgnęła, nadal by mi się podobała.
    A wszystkim, którzy mówią mi, że jestem niedojrzała, bo nadal pałam miłością do Harry'ego Pottera, kciuk w nos! ;)
    Pozdrawiam,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. W zupełności się z Tobą zgadzam!:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ty jesteś nastolatką? Ciekawe ile masz lat? Ja mam 35 i bardzo zachwycił mnie Twój artykół. W końcu ktoś napisał coś ciekawego i innego niż reszta, a w dodatku prawdziwego. Czytam w pracy. Wiele osób do mnie podchodzi z pytaniem co dziś czytasz. W zależności od osoby widzę różne reakcje które w ogóle nie są związane z książką którą czytam. Jedna osoba wyśmiewa każdą książkę, inna wręcz mi zazdrości, a jeszcze inna jest zafascynowana. Twój wpis bardzo przypadł mi do gustu i cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastolatką już niestety nie jestem, ale do młodzieży się zaliczam :)
      Mam 23 lata :)
      Bardzo mi miło! Mów otwarcie o tym, co czytasz, nie bój się, może innym też dasz przykład :)
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  30. Każdy powinien czytać to, co mu się podoba, albo nie czytać. Aczkolwiek irytuje mnie, kiedy ktoś przyrównuje książki na poziomie wspomnianego "Zmierzchu" do arcydzieł. Można powiedzieć, że "Zmierzch" jest fajny i komuś się podoba. Jestem w stanie to zrozumieć, znam ludzi, którym podobają się takie historie. Jednak wkładanie "Zmierzchu" do tego samego worka, co powieści Dostojewskiego, Joyce'a czy nawet Kinga (który jest już półkę niżej) jest dla mnie przesadą.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ależ dobry temat na posta! :) Przyznam, że sama od jakiegoś czasu mam podobne refleksje, chyba od czasu ogromnej fali hejtu na "Dziewczynę z pociągu". Czytałam, wciągnęło mnie, podobało mi się, film też obejrzałam z zaciekawieniem. Można? Można. I nie znaczy to wcale, że następnego dnia nie rozpłynę się nad stylem A.S. Byatt czy Jeanette Winterson. Są po prostu książki na różne okazje. Tak jak wyciągnięty dres jest okej do domu, a elegancka sukienka na uroczystą kolację. ;)

    OdpowiedzUsuń

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obserwuj przez e-mail