"Identyfikacja" - Michael Tsokos

06 maja

Książka oryginalna jak widok pary dresiarzy ujeżdżających jednorożce. Nieprzewidywalna jak pogoda w naszym kraju. Brutalna jak rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć po odłożeniu ulubionej powieści. Trzymająca w napięciu jak moment, w którym naciągasz za ciasne rajstopy i liczysz na to, że jakoś wytrzymają.


*** Wydanie ***

31/2017
Tytuł oryginalny: "Zersetzt"
Wydawnictwo: Amber
Cykl: Fred Abel (tom 2)
Kategoria: thriller psychologiczny
Liczba stron: 464
Cena okładkowa: 39,80 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 4 kwietnia 2017

Jakie są okładki tego wydawnictwa - każdy widzi. Niektóre projekty są lepsze, niektóre trochę gorsze. Ogólnie szału nie ma, choć fronty tej serii są naprawdę okej. Cała kolekcja na półce wygląda naprawdę świetnie, wiem z doświadczenia :). Na pochwałę zasługuje naprawdę bardzo gruby papier.

*** Opinia ***


"Identyfikacja" jest drugim tomem serii z doktorem Ablem, jest jednak prequelem "Smaku śmierci", wobec czego bez problemu można go czytać bez znajomości poprzedniej części. Jak ja ;).

Na początku powiem wam, że nie przepadam za książkami niemieckich autorów. Oczywiście nie odrzucam żadnego tylko dlatego, że pochodzi z tego kraju, jednak przeważnie czegoś w ich dziełach mi brakuje. Jednak gdy tylko przeczytałam opis fabuły "Identyfikacji", wiedziałam, że to coś dla mnie i nie myliłam się. Już rozglądam się za kolejnymi książkami Michaela Tsokosa, bo wiem, że mnie nie zawiedzie.
Autor ten ma naprawdę świetny styl - lekki i subtelny, a przy tym doprowadzający na skraj rozpaczy swą brutalnością. Taka też jest "Identyfikacja". 

Książka ta jest przedziwną mieszanką thrillera psychologicznego, medycznego i politycznego. Zwykle takie miksy nie wychodzą na dobre autorom, jednak Tsokos w tym względzie doszedł do perfekcji. Bawi się gatunkami, biorąc wszystko, co najlepsze z każdego z nich.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie sam początek powieści. Nie lubię czekać na rozwój akcji przez 50 stron, a tu już na powitanie czekało na mnie porwanie z molestowaniem seksualnym, które graniczyło z próbą gwałtu. No i już zaczęło mi się podobać.
Mała dygresja. Właśnie dlatego tak bardzo lubię książki Tess Gerritsen, bo w jej dziełach na 4'tej stronie mamy już ze 3 zmasakrowane trupy, 2 próby morderstwa i może jeszcze jakiś mały akt nekrofilii. Generalnie - coś dla ludzi o mocnych nerwach.

"Identyfikacja" jest powieścią wyjątkową, bo opartą na zdarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości, a w których udział brał Michael Tsokos lub których był świadkiem. Autor ten jest bowiem specjalistą medycyny sądowej, zajmującym się niezwykłymi i nadzwyczajnymi przypadkami kryminalnymi. Przez cały czas, który poświęciłam czytaniu ów książki, zastanawiałam się, które wydarzenia były rzeczywiste, a które zostały zmyślnie wplecione w fabułę, dla jej urozmaicenia. Przeżyłam nie lada zaskoczenie, gdy okazało się, że w "Podziękowaniach" zostało to wyjaśnione. W ten sposób nie czuję żadnego niedosytu i nie muszę grzebać godzinami w internecie w poszukiwaniu tych wszystkich morderstw i brutalnych ataków. Ave Tsokos!

W powieści znajdziemy trzy główne wątki. Pierwszy, wysłanie specjalisty medycyny sądowej do Naddniestrza w sprawie dwóch potentatów finansowych, którzy zaginęli. Drugi, śledztwo w sprawie waterboardingu. Trzeci to wątek psychopaty, który porywa młode kobiety, torturuje, po czym zabija.  Przyznam, że wszystkie wątki okazały się niebywale ciekawe.

Jeżeli nigdy nie słyszeliście o ów torturze podtapiania, to oczywiście wasza Kasia pędzi z wyjaśnieniem. To niebywale okrutny sposób dręczenia ofiar, a polega na przywiązaniu delikwenta do ławki, biurka czy czego tam jeszcze chcecie pod kątem w taki sposób, aby nogi znajdowały się powyżej poziomu głowy. To bardzo ważne. Na głowę kładzie się kawał jakiejkolwiek szmaty i polewa wodą. Zabieg ten wywołuje u ofiary paniczny wręcz lęk, ponieważ jednocześnie się topi i dusi, a przynajmniej tak to odczuwa. Najokrutniejsze w waterboardingu jest to, że torturowana osoba żyje przez długi czas i najczęściej umiera np. na zawał serca. Utopienie jest wykluczone, ponieważ właśnie dzięki umiejscowieniu głowy poniżej poziomu bioder i nóg, woda nie dostaje się do płuc. Tortura ta uzyskała sławę "dzięki" licznym praktykom CIA.
Możecie się więc domyśleć jak fakt ten oddziałuje na prowadzone śledztwo.

Same opisy wszelkiego rodzaju męczarni, które przechodziły ofiary (nie chodzi tu tylko o waterboarding), były naprawdę wstrząsające. Mam mocny żołądek, lecz nieraz naprawdę ciężko było mi o nich czytać. Urywanie palców cęgami, odcinanie sutków i późniejsze jedzenie ich na surowo i... eh, może nie będę wam jednak tego wszystkiego przytaczać. Uwierzcie, czasem było ciężko, zwłaszcza że to wszystko działo się naprawdę i wcale nie tak daleko od nas. Właściwie najstraszniejszy jest moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że siedząc w swoim małym, cieplutkim domu wcale nie jest bezpieczny i w każdym momencie może stać się ofiarą okrutnej zbrodni. Część akcji rozgrywa się w Niemczech, a także w obszarach nad Dniestrem i właśnie umiejscowienie akcji tak działa na wyobraźnię. 

Powoli będę zmierzać do końca, lecz jeszcze poruszę tu ostatnią kwestią, którą będą rozdziały w pewien sposób ukazujące emocje i przemyślenia ofiary tortur seksualnych i nie tylko. Nie mogę powiedzieć, że fragmenty te opisane były z jej perspektywy, ponieważ autor zastosował tu narrację trzecioosobową, jednak uwierzcie, że nawet w ten sposób odczuwało się wszystkie emocje, które targały ofiarą. Fantastyczny zabieg i to były jedne z najciekawszych części tej książki.

Słowem zakończenia - książka naprawdę mi się podobała, może za jakiś czas nie będę już pamiętać całej historii, lecz niektóre fragmenty bardzo utkwiły mi w głowie i coś czuję, że za szybko z niej nie wyjdą. Polecam jedynie ludziom o dość mocnych nerwach, choć jeżeli zbytnio nie wczuwacie się w książki, to nie zrobi na was takiego wrażenia jak na mnie, bo ostatnio stałam się okrutnie wrażliwa i lękliwa. Cóż, a po lekturze tej książki wciąż oglądam się za siebie, a przechodząc przez mój lasek nieustannie szukam drzewa, na które ewentualnie mogłabym, kolokwialnie rzecz ujmując, spieprzyć.

Za książkę dziękuję :)
http://www.wydawnictwoamber.pl/

Zajrzyj również tu

15 komentarzy

  1. Z niemieckich autorów akceptuję tylko Kerstin Gier i to tak nieświadomie sięgnęłam po jej książki, nie wiedząc, że to Niemka. Jednak uraz do języka pozostaje po traumie z gimnazjum :S
    Opisałaś waterboarding tak dokładnie jakbyś była świadkiem lub co najmniej sama go przeprowadzała... boję się ciebie :O

    Zaniepokojone pozdrowienia
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak po przeczytaniu pierwszego tomu "silver" doznałam szoku, że Gier jest niemiecką autorką, w ogóle tego nie odczułam :D.
      Haha xD Pamiętaj, że skończyłam kryminologię i to nie bez przyczyny!
      Bój się, bój. Kogoś musisz.
      Ściskam!

      Usuń
  2. Piszę ten komentarz drugi raz, bo dziwnym trafem już któryś raz zdarza się tak, że jak coś u Ciebie komentuje, to mój internet zaczyna wariować :D Cóż, wydaje się, że jest to książka idealnie dla mnie - morderstwa, zabójstwa, tortury... To jest to, co lubię w książkach! A co do niemieckich autorów, to najczęściej jeśli czytam jakieś ich książki, to są to właśnie thrillery. Wyjątkiem jest twórczość Kerstin Gier :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS
    PS. Jeśli masz ochotę, to zapraszam na recenzję ,,Szklanego tronu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam, gdy pisze komentarz na niektórych bloga -.- Wybitnie irytujące.
      Następna sadystka :D
      Również bardzo lubię Gier i już nie mogę się doczekać Trylogii czasu!
      Na pewno Cię odwiedzę, ale tę recenzję przeczytam dopiero po tym, gdy już ogarnę sama tę lekturę :D
      Ściskam mocno! :D

      Usuń
  3. Czytałam Smak śmierci i na pewno przeczytam inne opowieści autora☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę czym prędzej nadrobić zaległości :D

      Usuń
  4. Mnie akurat wiele okładek thrillerów psychologicznych wydawnictwa "Amber" się podoba. :D
    Wcześniej jednak o tym panu nie słyszałam, muszę zatem to nadrobić. Akurat mam mocny żołądek, więc powinnam na spokojnie wytrwać do końca lektury. Jakoś lubię takie klimaty, choć nie twierdzę, że nie może okazać się jednak zbyt mocny. xD Dodatkowo jest oparty na faktach. Nie wiem, czy chciałabym się przekonać, co jest dokładnie prawdziwe, bo przeczytanie tego tylko w książce da się wytrzymać, ale wiedzieć, co jest faktem i wydarzyło się naprawdę blisko nas... z jednej strony kusi, z drugiej zaś wzbudza niepokój. Czy naprawdę chcę wiedzieć, przekonam się, jak sięgnę po "Identyfikację", lecz portfel już się zbuntował po środowym zamówieniu książek (nie wytrzymałam i "The Call. Wezwanie" jest w drodze do mnie) i muszę dostać się do jakiegoś ebooka, albo poszukać w bibliotekach, w pobliskich miastach.
    Waterboarding... spotkałam się z nim oglądając film "Niezniszczalni". Metoda dość specyficzna i jednocześnie straszna. Nie wiem, co jest gorsze, katowanie kogoś pałką policyjną, cięcie nożem, czy jednak to. Tutaj człowiek o wiele bardziej się męczy i nie wie, kiedy to się skończy i czy w ogóle tak się stanie. Natomiast resztę się widzi i pomimo bólu, jaki się odczuwa, następuje koniec. Natomiast waterboarding, jak się go przetrwa, pozostawia ślady na psychice. To tortura fizyczna i psychiczna... (oczywiście według mnie). Tak wiem, piszę jak psychopatka próbując podejść do tego psychologicznie. xD Już nie piszę tych wywodów.
    Narracja w trzeciej osobie i można wczuć się w uczucia ofiary? To rzadko komuś wychodzi podobnie jak zabawa gatunkami. Czyli ten pan jest godny polecenia. :D
    Pozostawia również takie odczucia niepokoju? No w sumie znając prawdziwe wydarzenia można się przerazić, dlatego chyba lepsza jest niewiedza. xD
    Oczywiście, jak pisałam wcześniej skuszę się na przeczytanie "Identyfikacji", gdyż ciekawość mnie zżera. xD
    I do tego fajne zdjęcie! Nie ma niepotrzebnych zapychających tło rzeczy, jak u niektórych widziałam przepych. Proste, a ładne. :D Da się? Pewnie, że tak. xD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam np. "Anioły śniegu" Thompsona :D W ogóle to fantastyczna ksiązka, którą mogę Ci z całego serducha polecić.
      Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że przekonałam Cię do zakupu "The Call"! Mam nadzieję, że spodoba Ci się ta książka, bo w przeciwnym przypadku pewnie dostanę wirtualny łomot xD
      To szczególna forma tortury fizycznej, która najbardziej oddziałuje właśnie na psychikę, bo w zasadzie nic strasznego Ci się nie dzieje (no chyba że ktoś robi to źle, to cholerę może Cię utopić), jednak najgorszy jest ten paniczny lęk, którego doznajesz i to uczucie topienia i jednoczesnego podduszania. No ale chyba nie powinnam mówić tu tyle o tym, bo jeszcze kogoś do czegoś zachęcę xD
      Bardzo dziękuję :) Niestety ostatnio nie mam kompletnie weny na nic, włączając to bloga i zdjęcia, co doprowadziło do takiej prościutkiej fotografii, ale bardzo się cieszę, że Ci się podoba <3
      Ściskam mocno! :D

      Usuń
    2. Pod koniec długiej wypowiedzi coś kliknęłam, aktualizacja strony i cały komentarz poszedł się je***. Teraz to jestem wkurzona...
      Sięgnę po "Anioły śniegu", jeśli polecasz. :)
      Nie dostaniesz wirtualnego łomotu, bo akurat jesteś jedną z niewielu blogerek książkowych, których opinii ufam, więc kasy nie zmarnowałam na "The Call". Jednak swoją opinię o niej opublikuję dopiero na blogu książkowym, którego długo przygotowuję, bo przez matury musiałam odpuścić. xD Najpierw rzecz najważniejsza, potem wrócę do niego.
      Niestety znalazł się ktoś, kto wynalazł tak straszną metodę. Wiadomo, że zadawanie obrażeń fizycznych różnego typu narzędziami nie zawsze skutkowało, a osoba szybciej umierała. Ta utrzyma ofiarę przy życiu i zmusi do mówienia, bo po tak strasznym przeżyciu niewielu ludzi nie da się złamać. Widać, że ten, kto to wymyślił, nie doświadczył nigdy czegoś takiego, a powinien. Sam pewnie by odpadł po chwili... Wyobraźnia ludzka jest nieograniczona i powstaną jeszcze gorsze formy przesłuchań... Jednak nie rozmawiajmy tutaj faktycznie o tym, bo może ktoś się zachęcić. xD
      Brak weny towarzyszy wielu blogerkom, nie tylko książkowym, lecz tym piszącym własne opowiadania. Kiedyś też się z tym borykałam, tak jak i w tej chwili. Wtedy odpuściłam sobie pisanie. Myślałam, że przerwa dobrze mi zrobi. Zajęłam się innymi rzeczami, grami (też jestem gamerką, tutaj to rzadkość wśród blogerów) i potem nie chciałam w ogóle wracać. Stwierdziłam, że pewnie i tak już nikt nie czeka. Jednak po długiej przerwie i zajęciu się czymś innym odzyskałam wenę. Postanowiłam wrócić i coś naskrobać. Znalazłam innych czytelników i jakoś to poszło. Akurat w twoim przypadku, Kasiu, czytelnicy by cierpliwie czekali i pojawią się nowi - mój przypadek. xD Oczywiście nic nie narzucam, bo powrót jest ciężki.
      Co do zdjęć, nie robiłam takowych, dopiero będę, więc się na tym może nie znam, jak większość, ale niekiedy jest za dużo rzeczy odwracających uwagę od książki. Autorki chcą właśnie nimi wyeksponować dany tytuł, lecz czasem niepotrzebne przedmioty odciągają od niego uwagę. Wystarczy sama książka i otoczenie. Oczywiście w wielu przypadkach dodanie 2/3 przedmiotów się sprawdza i zdjęcie wychodzi ładnie (np. u Tatiany), jednak widziałam też takie, gdzie było pierdyliard rzeczy, które nie są potrzebne. Co za dużo, to niezdrowo. W każdym razie zdjęcie "Identyfikacji" nie potrzebowało nic zbędnego. Okładki Amber mają to do siebie, że w większości można je dopasować do wszystkiego, nie potrzebują nic, poza jakimś tłem. Tak właśnie jest w tym przypadku. Oczywiście - najlepiej się wypowiadać, kiedy nie ma się o tym pojęcia. xD Mówię to tylko z obserwacji, jednak zdaję sobie sprawę, że wpadnięcie na pomysł i zrobienie go nie jest już takie proste, jak może się wydawać przeciętnemu Kowalskiemu. :P
      Już nie zanudzam, bo masz pewnie dość. xD To i tak krótsza wersja, bo oczywiście tamta się skasowała... Grr. Mniejsze tortury. xD
      Pozdrawiam Lex May

      Usuń
  5. Pierwsze słowa Twojej recenzji szczerze mnie rozbawiły! Zwizualizowałam sobie tych dresiarzy! Zaintrygowała mnie ta książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :D Jakoś wizja jednorożców i dresiarzy zawsze mnie intrygowała xD

      Usuń
  6. Bardzo lubię tego rodzaju thrillery, więc "Identyfikację" zapisuję na swoją listę must-read. Mam nadzieję, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, ja również! :D Daj znać koniecznie, gdy już przeczytać tę książkę ;)

      Usuń
  7. Już sam początek zachęca do książki. Już na Legimi czeka pobrana pierwsza część.

    Podobała mi sie recenzja, ale mam jedno "ale". Słowo "ów" się odmienia! "Owej torturze"!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ciary po recenzji - to znaczy, że koniecznie muszę sięgnąć, choć trzeba być do tego odpowiednio nastawionym psychicznie.
    Trafne porównania na końcu - szczególnie to z rajstopami, przeżyłam, wiem. ;)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń