Odpowiadam na zarzuty wobec blogerów książkowych

29 marca

Już od jakiegoś czasu jestem skonsternowana podejściem niektórych zwykłych czytelników do blogerów książkowych. Uważam, że przede wszystkim nie należy wrzucać nas do jednego worka. To naprawdę krzywdzące, gdy słyszę, że prowadzimy nasze strony dla darmowych książek itp. Chciałabym więc wyjaśnić kilka spraw, głównie na swoim przykładzie, bo zdaję sobie sprawę, że nawet wśród blogerów książkowych istnieją haniebne wyjątki.


Po co wam te blogi?

Przede wszystkim dla przyjemności. Wiecie ile książek rocznie kupuje przeciętny Polak? Jedną. Ilu z nich przeczyta opinie lub jakiekolwiek teksty o książkach? No właśnie.
Jednak warto pisać nawet dla tej garstki ludzi. Sama zachęciłam już "kilka" osób do czytania, czy kupowania książek, a to poprzez moje wpisy o tym, gdzie można nabyć je najtaniej. W końcu zbyt bogatym narodem nie jesteśmy, a książki do najtańszych nie należą.
To mój mały sukces.
Gdy posiada się bloga, lepiej zna się wszelkie nowinki z książkowego świata. Naprawdę! Poznaje się wielu fantastycznych ludzi, którzy dzielą Twoją pasję. Sama mieszkam na wsi, gdzie czyta niewielu ludzi (akurat u mnie) i to naprawdę świetne uczucie móc porozmawiać z kimś (nawet wirtualnie) o ulubionym bohaterze, czy znienawidzonej powieści. To taka forma rom
Jeżeli komuś nie podobają się moje teksty, mój blog, czy moja twarz, to nikogo nie trzymam tu na siłę. Wystarczy kliknąć ten mały krzyżyk po prawej stronie i już nigdy was nie zdenerwuję :).


Wszyscy blogerzy to sprzedajne szuje.

Pewnie zaskoczę niektórych z was, ale otóż tak nie jest. Wyobraźcie sobie, że zanim gdziekolwiek zaczęłam udostępniać swoje posty, pisałam wyłącznie dla siebie. Było to jeszcze na onecie, przez około 10 miesięcy. Bloga stworzyłam po to, by mieć jakieś miejsce na swoje prywatne zapiski. Dotyczyły one wówczas wyłącznie książek. Wiecie jak to jest, ze swoich notatek łatwiej jest się połapać, więc po roku od zapoznania się z jakąś powieścią, gdy nie pamiętałam jej treści, mogłam zajrzeć do konkretnego wpisu i wszystko stawało się jasne. Po tym czasie stwierdziłam, że może ktoś skorzystałby na moich opiniach. Komuś mogłabym polecić fantastyczną książkę, bądź osobie o podobnym guście odradzić taką, na którą moim zdaniem nie warto tracić czasu. Dopiero po roku podjęłam pierwsze współprace recenzenckie, o które toczą się wielkie wojny. Uwierzcie, to nie jest interes życia. Książkę, którą mogę kupić za 20-30 zł, czytam przez 3-5 dni, potem muszę skonstruować opinię, wykonać zdjęcie, przerobić je, jeżeli tego wymaga (nie mam profesjonalnego sprzętu), powybierać cytaty, poużerać się z bloggerem i puścić informację o opinii w świat. Jest trochę roboty, prawda? Jednak ja zawsze wybieram książki, które i tak bym kupiła i przeczytała, jednak stworzenie "recenzji" zajmuje dużo czasu.
Zrozumcie więc, że patrzenie na nas, blogerów książkowych przez pryzmat niektórych "szafiarek" jest bardzo krzywdzące.


Zarabiacie na blogu krocie.


Tu również was zaskoczę. Osobiście na blogu nie zarabiam ani złotówki. Oczywiście to kwestia tego, że moja strona nie jest jakaś popularna i póki co nawet mi to nie przeszkadza. Większość blogerów książkowych nie zarabia, ba! Poświęcamy swój czas i w ten sposób nie zarabiamy podwójnie, bo robimy to za darmo. Zapytacie: więc po co? Dla PRZYJEMNOŚCI! Jednak nie tylko.
Znam tylko kilku blogerów, którzy zarabiają na swojej pasji, jednak ich strony odwiedza naprawdę ogrom czytelników i piszą bardzo często.


Egzemplarze recenzenckie.

NO JAK TO NIE ZARABIACIE? PRZECIEŻ DOSTAJECIE KSIĄŻKI!
No cóż, do tego argumentu nawiązywałam wcześniej, dostajemy coś za coś, książka na własność jest swego rodzaju wynagrodzeniem, lecz przeważnie są to typowe egzemplarze recenzenckie, których nie da się sprzedać. Są skażone wszelkiego rodzaju pieczątkami, podpisami itp. Dlatego jedyne, co z tego mamy, to przyjemność czytania. Jako blogerzy mamy też swoje terminy, których trzeba dotrzymać, jeżeli czytaliście kiedyś pod presją, to na pewno wiecie, o co chodzi ;)


Zależy wam tylko na wyświetleniach.

Pewnie, bo konstruuję wpisy przez kilka godzin tylko dla zmieniających się cyferek. Oczywiście. Nie mam nic innego do roboty, żadnych pasji ani pracy, ani znajomych. Nic. Nie mam życia po prostu.
To wszystko nie tak. Nie będę ukrywać, że spora liczba odsłon bloga przynosi mi wiele radości. W końcu ktoś znalazł tu coś, co go zainteresowało, czasem pewnie też zbulwersowało. Człowiek widzi, że jego praca nie idzie na marne. Podobnie jest z komentarzami. Każda wypowiedź to taka mała cegiełka, która buduje bloga i pewność siebie jego właściciela.
Oczywiście blogerów, którym zależy wyłącznie na wyświetleniach jest na pęczki, jednak nie chcę, by wszystkich traktowało się jednakowo. Sama wściekam się, gdy wchodzę na jakąś ciekawie zapowiadającą się stronę, a tam dwie okładki i dwa opisy skopiowane ze strony wydawnictwa. Nóż się w kieszeni otwiera. Należy jednak pamiętać, że wielu z nas naprawdę się stara i w każdy wpis, w każdą opinię wkłada mnóstwo serducha.


Wasze "recenzje" są żenujące.

No cóż, sama piszę "opinie", szumnie czasem zwane recenzjami, jednak stosuję to określenie umownie. Recenzje piszą krytycy literaccy, którzy dostają za to pieniądze, budują swoją renomę i to generalnie jest ich praca. BLOGERZY KSIĄŻKOWI NIE SĄ KRYTYKAMI. Przeważnie nasze opinie mają charakter całkowicie subiektywny. Moje absolutnie.
Najbardziej dobija mnie pewien fakt. Mówi się, że każdy ma prawo do własnej opinii. Mam wrażenie, że nie bloger. Jeżeli źle wyrazi się o jakiejś książce, powstaje nagonka. NO JAK MOŻESZ TAK MÓWIĆ O TAK FANTASTYCZNEJ KSIĄŻCE?! No właśnie. Mogę. O ile oczywiście w "recenzji" nikogo się nie obraża, to jest zabronione. Każdy ma swoje zdanie, a ja jestem zwykłym, prostym czytelnikiem. Jedyna różnica między mną, a niektórymi z was jest taka, że ja swoją opinię przedstawiam publicznie. Jest skierowana do osób o podobnym guście do mojego. Jeżeli wolicie zupełnie inne książki, zupełnie inne motywy, to powieść, która mnie kompletnie rozczarowała, wam się spodoba. To coś zupełnie normalnego.
Czasem widzę, jak ktoś mówi coś złego o danej pozycji i absolutnie to rozumiem. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Jednak, gdy bloger pisze coś niekoniecznie pochlebnego, wówczas padają argumenty typu:" Jesteś beznadziejna", "Jesteś idiotką" itp. Dlaczego? Bo takiej osobie ta konkretna książka bardzo się podobała i zarzut wobec niej ze strony blogera go po prostu zabolał.


Ktoś, kto nie potrafi pisać, nie powinien się za to zabierać.

Gówno prawda. Przepraszam za wyrażenie, ale dokładnie to myślę. Lepiej wziąć się za coś i rozwijać, niż siedzieć przed komputerem i hejtować. Nawet, jeżeli na początku słabo nam idzie, to nieważne.
Znacie zasadę, która pozwala dojść w danej dziedzinie do perfekcji?
Rób to.
Rób to.
A potem?
Rób to.
Do skutku, nieustannie, bez względu na wszystko. Ta zasada ma zastosowanie w każdej dziedzinie naszego życia.
Poza tym, nie oszukujmy się. Umiejętność pisania to pojęcie względne.
Rozumiem, że błędy ortograficzne mogą razić w oczy i mnie też rażą, okrutnie. Jednak zawsze staram się zostawić pod wpisem konkretnego blogera uwagi dotyczące jego stylu. Oczywiście nie wymądrzam się, bo sama bardzo kaleczę, ale na pewno to ogarnę.


Słowem zakończenia. 


Wiem, że to walka z wiatrakami, bo jeżeli ktoś nie cierpi nas, blogerów książkowych, BO TAK i tak nie zmieni swojej opinii. Naprawdę, nie zmuszam nikogo, żeby mnie lubił, żeby czytał moje teksty. Nie jestem polonistką. Tak w zasadzie jestem po mat-infie i studiach kryminologicznych. Jednak, nawet jeżeli teraz piszę kulawo, to w końcu to się zmieni. Cały czas się uczę i w końcu zrobię postępy.

Po prostu czasem należy wejść w czyjąś skórę, żeby go zrozumieć. Kiedyś, gdy stałam w supermarkecie i kasę obsługiwała osoba niekompetentna bardzo się irytowałam. Do czasu. Do czasu, gdy sama rozpoczęłam pracę w tego typu sklepie. Już wiem, jaki koszmar przeżywa ta biedna osoba, która dopiero uczy się zawodu, a w kolejce stoją zniecierpliwieni, często opryskliwi i niemili ludzie. No ale cóż, każdy wie, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia :).

Zajrzyj również tu

92 komentarzy

  1. Wydaje mi się, że ogólne zarzuty do blogerów są tworzone przez osoby, które nigdy w życiu nie miały styczności z tym środowiskiem.

    Sama cię doskonale rozumiem, bo chociaż moje wyniki są jakieś 20 razy mniejsze to nie żałuję. Chcę to robić, bo to kocham, a nie bo chcę zarobić. W ogóle stwierdzenie 'zarabiam na blogu' jest mało prawdziwe. Ile my na tych blogach 'zarabiamy' egzemplarzami recenzenckimi, jeśli byśmy je przenieśli na kwotę? 200 zł? Strzelam, bo pewnie każdy inaczej, raz więcej, raz mniej...
    Jak tu niby się z takiej 'pensji' utrzymać? Nijak.

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macie rację, też tego nie rozumiem. Polak po prostu nie może znieść myśli, że ktoś coś dostał za darmo, a on nie. Choć to raczej nie za darmo, bo za promocję i reklamę, w dodatku egzemplarze recenzenckie jako zapłata? co?! Chyba bardziej jako prezent, bo jednak za to chleba nie kupisz.. ;) Oj zazdrośnicy są wśród rodaków.. :D

      Usuń
    2. No cóż, na dobrą sprawę każdy, kto choć trochę by się postarał, byłby w stanie założyć własnego bloga i go poprowadzić, by otrzymywać te egzemplarze. Niestety mało komu się chce...
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Sama się cieszę, kiedy z poprzednich postów na następne widzę coraz więcej komentarzy i wyświetleń, to miłe uczucie :D, ale oprócz bloga, nie tylko czytam, warto zrozumieć, że osoby które czytają nie żyją samymi książkami i blogiem, który jest pasją i można się podzielić tym co kochamy ♥ Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy się cieszy, to jest miłe :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. Trafiłaś w sedno, świetny post :) Ja sama założyłam bloga niedawno, tak po prostu, bez żadnych większych oczekiwań. Po prostu chciałam mieć takie miejsce, gdzie będę mogła wyrazić swoją szczerą opinię o książce a przy tym gdzie poznam również innych książkoholików i dowiem się czegoś nowego a przy okazji "rozwinę" swoje pisanie. Prowadzenie bloga ma być przyjemnością a nie czymś, co robi się na siłę tylko po to, by dostać darmowy egzemplarz recenzencki. Myślę, że zdecydowana większość blogerów też tak do tego podchodzi :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Niestety niektórzy tego nie rozumieją, a szkoda...
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  4. Zawsze bawi mnie zwrot, że przecież dostaję "darmowe" książki :) Faktycznie, są bardzo darmowe, zwłaszcza, że trzeba je przeczytać na czas, opisać, obfotografować i zadbać, by ktoś się o tym dowiedział - czyli jakieś 6 godzin pracy (nie licząc samego czytania) za 30 zł :D Interes życia! Gdyby nie pasja czytania i fakt, że po prostu kocham mieć udział w książkowym świecie, już dawno rzuciłabym to w cholerę.
    Co do samego pisania, popełniłam kiedyś tekst "jak napisać recenzję" i dobrze, że podkreśliłaś, że wszyscy tak naprawdę piszemy opinie, a słowo "recenzja" ma znaczenie umowne - tak jest po prostu wygodniej. A od prawdziwych recenzji są krytycy literaccy, których znam, hmm, żadnego? :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety spore grono osób zrobienia zdjęcia książki i napisania paru słów o tym, czy się podobała, czy nie, uważa za 5 min roboty...
      Recenzja jest w zasadzie opinią (zobacz do słownika języka polskiego) i na dobrą sprawę możemy nazywać tak swoje teksty, jednak utarło się, że recenzje piszą profesjonalni krytycy...
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawie napisany wpis :) Z każdym punktem się z Tobą zgadzam :D
    Sam, jak wiesz, już raz miałem spięcie z osobami, których chyba jedynym zajęciem jest wyszukiwanie błędów i krytykowanie tego na forum kilku tysięcy osób. Ja również wciąż się uczę i pewnie za kilka lat nadal będę je robił. Nawet poloniści je robią, nie oszukujmy się, że jest inaczej. Często jak zapyta się dwóch różnych ekspertów na jakieś mało wyjaśnioną sprawę, to będą mieć dwa różne podejścia. Przestałem się tym przejmować, piszę dla siebie i dla swoich czytelników, chce im pokazywać co czytam i co jest godne polecenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Łukaszu i cieszę się ogromnie :)
      Wiem niestety i nie rozumiem tego, ponieważ moim zdaniem piszesz naprawdę dobre teksty i znasz się na rzeczy.
      Oczywiście, ale nie wolno o tym mówić przecież!
      Ja nadal będę czytać Twoje teksty i recenzje :)

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że większość tych zarzutów (o ile nie wszystkie) pochodzi od ludzi, który sami nic nie robią ciekawego czy twórczego, więc chcą innym zepsuć przyjemność z tego, co ci tworzą. Niektórym też nie mieści się w głowie, że można coś robić nie z chęci wzbogacenia się i zysku, ale dla samej przyjemności i satysfakcji z tego, co się tworzy. A jednak to właśnie robią blogerzy (a przynajmniej ich większość).
    Bardzo dobry tekst. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto, mam dokładnie to samo zdanie :)
      Ja niestety mam wrażenie, że niektórym osobom nie mieści się w głowach, że książka, która uwielbiają, mogła się komuś nie spodobać...
      Bardzo dziękuję :)

      Usuń
  7. Czytam bo potrzebuję; piszę bo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż mogę rzec... podpisuję się rękoma i nogami. Ja również założyłam bloga bardziej dla siebie, trochę dla znajomych, którzy mnie pytali o to, co czytam. Poświęcam Mu bardzo dużo czasu i chociaż nie jest idealny to jestem z niego dumna. Czytam, co uwielbiam i do tego wróciłam do pisania, które idzie mi coraz lepiej.
    Owszem, chciałabym czasami dostać książkę od wydawnictwa (już dostałam nawet), ale nie jest to konieczne, żebym nadal czytała i prowadziła bloga. Tak, jak napisałaś, skonstruowanie recenzji, publikowanie (a do tego niektóre wydawnictwa mają naprawdę niezwykłe wymagania), robienie zdjęć itd. to ogrom pracy. Większość tych hejterów nie zdaje sobie sprawy, ja zachęcam do spróbowania własnych sił, i chętnie obejrzę willę z basenem, którą wybudują zarabiając na blogu książkowym.

    Dzięki założeniu bloga poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy mają podobną pasję do mnie i jest to dla mnie zysk, którego nie da się ocenić. A co do darmowych egzemplarzy, to niektórzy czytelnicy mojego bloga już wiedzą, że ja w sumie rozdaję książki za darmo... Bo to jest fantastyczne, że mogę się nimi z kimś podzielić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Dołączę do wycieczki!
      Ja również :) Wielu fantastycznych ludzi, z którymi uwielbiam rozmawiać :)

      Usuń
  9. Zgadzam się ze wszystkim co napisąłas.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem szczerze, że mnie te zarzuty wobec blogerów kompletnie nie ruszają, bo w moim przypadku doskonale wiem, jaka jest prawda i że żadne z tych zarzutów nie są prawdziwe. Nie prowadzę bloga dla "darmowych" książek, nie zbijam kokosów i nie czuję się "sprzedajną szują". Pewnie pisałabym inaczej, gdyby takie zarzuty były kierowane bezpośrednio wobec mnie, na szczęście z żadnym tego typu hejtem osobiście się nie spotkałam i mam nadzieję, że nie spotkam. Niemniej jednak doceniam ten post, mam nadzieję, że choć niektórzy po jego przeczytaniu zrozumieją, że blogerzy tak naprawdę nie żyją w jakiejś cudownej bajce, jak się pewnym osobom wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zanim założyłam bloga, którego aktualnie prowadzę, miałam mnóstwo innych blogów. Nie raz spotkałam się z krytycznymi opiniami na temat tego co robiłam, ale szczerze mówiąc mam gdzieś to, co twierdzą inni o blogowaniu. Kurczę! Lubię to co robię, a skoro przynosi mi to satysfakcję, to nie mam zamiaru poprzestawać.

    Prowadzenie bloga książkowo-filmowego sprawia, że przynależę do małej społeczności ludzi o podobnych zainteresowaniach. Dzięki temu poznaję fantastyczne osoby, czytam świetne posty i czuję się częścią czegoś paradoksalnie wielkiego!

    X MUZ

    OdpowiedzUsuń
  12. Sama nie raz się spotkałam z opiniami ludźmi, którzy mówili mi, że kłamię, albo wy blogerzy tylko wychwalacie te książki od wydawnictw, a potem się okazuje że to klump. No dobra, po pierwsze nie mów, że klump skoro nie przeczytałaś i nie wrzucaj mnie do wora razem z innymi blogerami. Ja również dopiero pierwsze współprace podjęłam dopiero po roku blogowania. Założyłam bloga, bo bardzo chciałam znaleźć ludzi, którzy też kochają czytać i polecać książki. Pamiętam jak przeczytałam jakąś książkę z biblioteki i była tak świetna, że aż mnie roznosiło by coś o niej komuś powiedzieć, a nie miałam komu, to po jakimś czasie założyłam bloga.
    No i tak jak napisałaś na początku w ogóle nie wiedziałam jak się pisze recenzja, to co ja pisałam to były same spoilery książki, dopiero z czasem jak pisałam coraz więcej i odkrywałam nowe blogi, to nauczyłam się pisać i dzięki blogowi zawdzięczam teraz same dobre oceny z wypracowań z polaka, a kiedyś miałam same banie. Lubię gdy dany post ma więcej wyświetleń, bo wtedy jest mi miło, że więcej osób go przeczytało, ale nie zależy mi by mieć nie wiadomo jakie statystyki...
    Moim zdaniem to właśnie te nowe blogi, co teraz powstają, to dla współprac i darmowych książek. Wiele osób się mnie pytało, jak dostawać książki od wydawnictw, to im mówiłam że trzeba min. 3 miesiące prowadzić bloga, to oni już wielce zniesmaczeni... Więc żal.

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże... ile w tym prawdy. Ale niektórzy patrzą przez pryzmaty i ciężko żeby zrozumieli,ze nie każdy jest zły i że robimy to bezinteresownie,ciesząc się jak dzieci, gdy coś się spodoba czytelnikom.

    OdpowiedzUsuń
  14. No i trafiłaś w dziesiątkę. Ze wszystkim się zgadzam.
    A jeśli chodzi o osoby, które "hejtują" blogerów książkowych, to nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że one nie miały w rzeczywistości z nimi żadnej styczności i robią to właśnie BO TAK.
    Najgorsze są te wszystkie argumentacje: bo zwykły śmiertelnik nie dostanie książki przedpremierowo, bo bloger kłamie w recenzjach książek ze współpracy, bo zależy mu tylko na książkach i wyświetleniach. Ludzie kochani, ręce opadają.
    Gdyby każdy "zwykły śmiertelnik" dostał książkę przedpremierowo, to nie dość, że książka "nie miałaby premiery", to jeszcze mogłaby mieć sporo błędów. Bloger, czy ktokolwiek czytający książkę przed jej premierą, najczęściej dostaje szczotkę, w której zdarzają się błędy do wyłapania, by "zwykły śmiertelnik" mógł cieszyć się dobrze wydaną i sprawdzoną książką, i nie musiał narzekać na korekcję.
    Który bloger kłamie, ten kłamie, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, tak jak ty to ujęłaś. Ja osobiście zawsze piszę to, co myślę, więc sory, ale nie mam sobie nic do zarzucenia.
    Książki i wyświetlenia: miło jest kiedy dostaje się propozycję zrecenzowania jakiejś książki, tak samo miło jest gdy widać, że ludzi interesuje to, co mamy do powiedzenia. Co w tym dziwnego?

    Nie wiem jak z innymi, ale kiedy zakładałam bloga, robiłam to dlatego, że po prostu nie miałam z kim pogadać o przeczytanych książkach, a tego właśnie potrzebowałam. Nie robiłam tego dla "darmowych książek", choć nie ukrywam, że lubię dostawać egzemplarze recenzenckie. Współprace zaczęłam podejmować dopiero w tym miesiącu - po roku blogowania, bo chciałam spróbować swoich sił. Miałam na celu cztery konkretne wydawnictwa, udało się w przypadku trzech i więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Nie pcham się wszędzie rękami i nogami. Jeśli nadarzy się okazja nawiązania kolejnej, z wydawnictwem/autorem, którego książki tematycznie trafiają w mój gust, to dlaczego nie?

    Poza tym blogerzy książkowi różnią się od szafiarek choćby tym, że w 90% przypadków nie wybierają metody kom za kom, obs za obs. W wypadku tych drugich niestety proporcje są odwrotne.

    Ach, znowu się rozpisałam :P
    Pozdrawiam cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. "Użerać się z bloggerem"- dobrze powiedziane :)

    Ja cieszę się z każdej otrzymanej książki. Faktycznie wiele jest znaczonych, ale sporo otrzymuje bez pieczątek czy podpisów i jest to bardzo miłe, że jednak wydawnictwa ufają, bo tak to odbieram.

    OdpowiedzUsuń
  16. Napisałbym, że zgadzam się z Tobą Kasieńko, i to byłaby prawda lecz ten post wyszedłby bardzo krótki.

    Gdy słyszę, że blogerzy książkowi piszą swoje teksty tylko dla recenzji a gdy jeszcze mówią, że współpracują jest to jednoznaczne z kupowaniem pozytywnych głosów to mam ochotę walnąć taką osobę w głowę (tak wiesz otwartą ręką w jej tył), ale tak by głośno klasnęło. Ale wtedy nachodzi mnie myśl "lepiej nie, bo jeszcze echo wybije tej osobie zęby, i będę musiał opłacać dentystę". Wtedy tylko uśmiecham się i pytam "a ty od jak dawna siedzisz w rynku blogerów?", nikt mi nie powiedział, że jest czynnym twórcą.
    Darmowe książki. - Taaa, jasne. Dostań książkę w wersji recenzenckiej o której nie wiesz nic i przeczytaj ją w określonym z góry czasie oraz coś napisz. A jak książka nie spodoba ci się i każde zdanie to jak chodzenie gołą stopą po rozgrzanych kawałkach szkła. A i tak ktoś powie, że się nie znasz.
    Samo czytanie dla opinii/recenzji też różni się od czytania dla przyjemności. Przy czytaniu dla recenzji zwraca się większą uwagę na styl, język, potencjalne błędy (ortografia/interpunkcja/logistyka), i wiele innych rzeczy. A po przeczytaniu jeszcze miliard razy układać sobie w głowie tekst opinii/recenzji.

    Z jednej strony osoba która nie doświadcza czegoś takiego nie jest w stanie pojąć. Ale z drugiej strony, jestem ja (tylko błagam nie bierz mnie za Narcyza), człowiek który mimo braku doświadczenia na rynku blogerów książkowych wie, że jest to praca (bardziej wolontariat), jak każda inna. No może po za tym, że nagrodą za tę pracę jest tylko ciepłe słowo i świadomość, że ktoś skorzysta z twej sugestii.

    Pozdrawiam i ściskam
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam to szczęście, że wśród moich znajomych nie spotkałam się z negatywnymi opiniami odnośnie prowadzenia bloga, choć przyznam, że szczególnie isę tym nie afiszuję.
    Choć ostatnio, kiedy przyszła do mnie książka spotkałam się z opinią od kogoś "I tak po prostu Ci dali? Fajny biznes", tak jakby pisanie recenzji to było nic. Wiadomo sprawia mi to przyjemność, ale zabiera to też trochę czasu i energii.
    A co do statystyk, to przecież każdy bloger na nie patrzy. I nie dlatego, że chce tylko nabijać wyświetlenia, ale to pokazuje, jak post się przyjął, czy się podoba i jest zachęcający. Normalne.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze napisane!
    www.kiniabook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Podpisuję się pod tym postem <3 Ja nie rozumiem ludzi, którzy piszą nam coś takiego w komentarzach i w sumie oni pytają się nas po co my to robimy i po co piszemy recenzje skoro tego nie umiemy, to ja się mogę zapytać PO CO to czytasz i hejtujesz? Nie podoba Ci się - nie czytaj i koniec kropka. Mnie osobiście zawsze cieszy jeden mały komentarz, obserwator czy wyświetlenie. Osobiscie również nie zarabiam na blogu, a tak naprawdę nie mam też żadnych współprac xD Bo ja po prostu robię to przede wszystkim dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie natrafiłam na jakiś hej wobec mnie, ale czytam na wielu grupach czytelniczych, że Ci którzy czytają muszą PERFEKT znać język polski, bo czytasz, bo mówisz, bo piszesz! Nie możesz popełniać błędu, a Twoja recenzja ma być tak skonstruowana, jak byś miała to wyuczone w zawodzie, bo przecież piszesz te recenzje od X lat :D
    Bardzo mnie to śmieszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie spotkałam się może JESZCZE z taką opinią. Może dlatego, że od niedawna jestem w tym środowisku. Natomiast należę do kilku grup czytaczy na facebooku. Jezusie, co sie tam dzieje! "jak możecie czytać takie gówno?!" "Grey?! łolaboga do spalenia na stosie!" Soreczka, ale ja nikomu nie mówię co ma czytać, a co nie. Piszę jedynie co ja myślę o danych książkach. Wpienia mnie to jak rozmowa o wolnych niedzielach (pracuję w handlu więc jestem na TAK), ale zero empatii w Polakach widzę... Masakra. Przestaję wierzyć w nasze społeczeństwo, skoro już takie opinie są o ludziach którzy piszą o książkach, czyli o czymś co rozwija...

    Pozdrawiam,
    http://czytelniczyzamet.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Fajny post, bardzo przyjemnie się czyta. Ja również założyłam bliga dla własnej przyjemności i piszę to,co chcę, a nie to, co np. Ucieszy jakieś wydawnictwo. Owszem, wstawiam linki gdzieś na Facebook, ale ja już jestem taki typ,że strasznie mi miło jak kogoś zaciekawię i mnie odwiedzi. Oczywiście nie chodzi i cyfry, a przyjemność z tego, że robi się,to co się lubi ::

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wiem kto gada takie bzdety ? Przykro się robi, czytając Twój tekst. W zupełności się nie zgadzam z tymi opiniami. Założę się że to po prostu zazdrośni ludzie, nie potrafiący samemu nic osiągnąć.
    Moim zdaniem blogerzy recenzujący książki mają najwięcej roboty. Bo książkę trzeba przeczytać i to ze zrozumieniem by coś o niej powiedzieć. Napisanie recenzji, robienie zdjęć to kolejne godziny pracy. Dziwię się, że nie zarabiasz na tym. Moim zdaniem, powinnaś się szanować i postawić na płatne recenzje. Albo wydawnictwa, powinny bardziej doceniać blogerów. Przecież to wymaga bardzo dużo pracy i umiejętności.
    Szczerze mówiąc ja bym nie podołała blogowi książkowemu :P Nie starczyło by mi czasu na czytanie i recenzowanie.

    P.s nie przejmuj się hejtem :P Każdy bloger się z nim spotyka!

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się z tym, co piszesz, ale dodałabym od siebie, że grupa blogerów książkowych jest jednak bardzo hermetyczna. Założyłam bloga na swojej domenie prawie rok temu, wcześniej prowadziłam na blogspocie, chciałam nawiązać kontakt z innymi blogerami książkowymi, jakąś swobodną wymianę komentarzy na temat, drobne dyskusje przez komentarze itd, odwiedziłam tyle różnych blogów, że nie jestem w stanie tego zliczyć, siedziałam po 3 godziny i komentowałam (na temat!) blogi, a w odpowiedzi właściwie nikt do mnie nie zajrzał. Mam wrażenie, że jest to dosyć zamknięta grupa, która wręcz alergicznie reaguje na nowe osoby. Chociaż są wyjątki :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystko bardzo mądrze napisane, kochana, i w pełni się z Tobą zgadzam. Wiele razy spotkałam się z zachwytem ludzi, kiedy dowiadywali się, że dostaje darmowe książki. Mogę powiedzieć, że wręcz mi zazdrości. I faktycznie, sama bardzo się cieszę, że mam możliwość przeczytania książek, na które zwyczajnie nie byłoby mnie stać, gdybym miała kupować je sama, ale jest też druga strona medalu, którą zrozumieją tylko inni blogerzy. Za"darmową" książkę płacimy własnym czasem i wysiłkiem włożonym w napisanie recenzji, która (przynajmniej w moim przypadku) nie składa się tylko z czystego tekstu. Zawsze, tak jak Ty, robię zdjęcia, które dodatkowo przerabiam, tworzę grafikę i obrabiam tekst, żeby wyglądał jakoś w miarę... To wszystko wymaga więszej pracy niż wydaje się każdemu postronnemu obserwatorowi, który nie ma z blogowaniem nic wspólnego. ;)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  26. To naprawdę koszmarne, gdy ktoś tak mówi. Ja prowadzę bloga, bo to lubię. Piszę co chcę i kiedy chcę. Myślę, że przy okazji się uczę, bo wiadomo, że muszę sprawdzić, czy nie ma błędów ortograficznych itd. Poza tym ćwiczenie czyni mistrza. Moja pierwsza opinia była napisana nie za dobrze, wręcz źle. Teraz jest lepiej, a to oznacza, że się rozwijam. Inną sprawą jest to, że jak ktoś chce daną książkę zrecenzować to chce znaleźć w niej więcej szczegółów, więcej zapamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  27. Twój post jest po prostu świetny. :) Nic dodać, nic ująć. Komentarze przed moim tak samo - mówią wszystko co mogłabym powiedzieć. Widać, że jest z nas spore pasjonatów. :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak zwykle w punkt ;)
    Egzemplarze recenzenckie to faktycznie interes życia, zwłaszcza gdy wybierzesz sobie książkę, która ma być genialna, a okazuje się, że to zwykły koszmarek. I nie ma, że nie czytam, bo mi się nie podoba. Dostałeś/aś za darmo, to męcz się, człowieku. Co tam, że marnujesz czas 😄
    Zawsze mnie bawi, kiedy znajomi dowiadują się o blogu i pytają "Ile na tym zarabiasz?". No miliony po prostu 😄

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo fajny wpis, ale ja faktycznie mam jeden zarzut do bloggerów: Powielanie recenzji. Chodzi o to, że np. wychodzi książka X i na niemal wszystkich blogach, które obserwowałam, recenzja tej książki się pojawiła w jednym czasie. Poza tym bardzo często były to niemal identycznie recenzje, w sensie samej opinii, nie tekstu. To mnie naprawdę zniechęciło do takich blogów.
    A co do zarzutów, które wymieniłaś, to ja się tym po prostu bym nie przejmowała. W Internecie jest tyle nienawiści, tyle hejtu, że już nie da się go usunąć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia tego, że kiedy wielu blogerów współpracuje z jakimś wydawnictwem, przy premierze książki zaczyna się lawina recenzji, bo wszyscy, którzy dostali książkę, chcą wywiązać się ze zobowiązań w ustalonym terminie. Czasem to także kwestia mody na jakiś tytuł. To się raczej nie zmieni. :)

      Usuń
  30. Bardzo dobry post. Zgadzam się Z Tobą we wszystkim :) Mimo, że u mnie na blogu jest więcej postów kosmetycznych to książkowe także się pojawiają. Będę wdzięczna jeśli znajdziesz chwilę i podpowiesz coś nie coś pod którymś postem, bo zaliczam się do osób, które jeszcze muszą się dużo nauczyć w kwestii recenzji - będę wdzięczna za kilka słów motywującej krytyki :)
    Oczywiście obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  31. To jest naprawdę świetny post! Pokazuje prawdę jaka jest, żeby nikt wiecej nie mógł sie do nas czepiać. Ja jak zaczynałam to nie marzyłam o tym że ktoś bedzie to chciał czytać, a teraz jestem dumna, że mam tyle wyświetlen ile mam, może nie dużo ale wystarczy bo blog był stworzony dla mnie i dla mojej przyjemnosci a wyszło z tego takie cacko.
    A książki od wydawnictw do recenzji i tak mi się nie kalkulują z tymi które kupuję bo zazwyczaj kupnych mam więcej niż recenzenckich. Zresztą nikt nikomu nie broni żeby sobie sam bloga nie założył i nie pisał.

    OdpowiedzUsuń
  32. Po raz kolejny brawo za pomysł na tekst :-D.
    Mądrze napisane i basta :-).
    Zgadzam się z Tobą w każdym punkcie, choć przyznam, że osobiście jeszcze nie zetknęłam się z hejtem. Pewnie dlatego, że jestem nadal taki blogowy pikuś ;-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Cieszę się, że jeszcze w swoim trzyletnim blogowaniu nie spotkałam się z osobami, które miałyby do mnie, czy do mojego bloga jakieś zarzuty. Udało mi się trafić na naprawdę fajną grupę odbiorców :)
    Ale masz zupełną rację, blogerzy książkowi tworzą taką małą, skromną niszę. Działamy na zasadzie wymianie barterowej, jak wiele innych blogerów, jednak nasze zadanie jest trudniejsze - często musimy przeczytać książkę bardzo szybko, a to zajmuje sporo czasu tak, czy siak. Każdy z nas ma inne zajęcia, pracę, szkołę czy studia. Książki zwykle przychodzą z pieczątkami lub w ogóle przed korektą, z błędami. Czy moglibyśmy pisać tyle opinii nowości, gdybyśmy mieli kupować książki za własną kasę? No nie, bo mnie np. nie byłoby na to zwyczajnie stać.
    Opinie są subiektywne, nie jesteśmy profesjonalistami z wydawnictwa, więc zdarzają się literówki czy inne "kwiatki". Dystans, tylko dystans nas uratuje - ważne, że my cieszymy się z naszego blogowania, czytamy, piszemy, czekamy na premiery, zachwycamy się książkami, jak piszczące nastolatki. To jest fajne, ten nasz niegasnący entuzjazm ;) I to jeszcze w kraju z tak niskim czytelnictwem.
    Blogerzy, nie dawajcie się negatywnym opiniom! Jeśli ktoś ma jakieś ale, to niech przeczyta jakąś książkę i napisze recenzję. Wtedy pogadamy :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Genialny post :)Ja osobiście nie spotkałam się jeszcze z żadnym z tych zarzutów, ale może dlatego, że nie jestem w blogosferze jakoś specjalnie długo. I zgadzam, się - wyświetlenia to tylko liczby. Ale każde kolejne wyświetlenie, obserwator, komentarz to ogromna motywacja, widzimy, że ktoś jednak do nas zagląda i czyta to, co piszemy <3 Prowadzenie bloga, to nie taka prosta rzecz jak się wydaje - trzeba poświęcić mu sporo czasu (a czasami i więcej niż sporo, jeżeli blogger uzna za stosowne sobie z nas zadrwić xD). Liczy się pasja i to, że robimy to co kochamy <3 A hejterzy hejty niech sobie wsadzą... gdzieś XD Albo niech sami spróbują poprowadzić bloga i potem się wypowiadają :P

    Pozdrawiam! :D
    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja bym do tego podciągnęła jeszcze zazdrość. Bardzo często spotykam się z tym, że nagonka - nie tylko ta wirtualna, ale także i ta realna jest na podłożu zazdrości.
    Na początku smiali się, że czytam ksiązki, teraz zazdroszczą, na siłę krytykują, demotywują.
    Bardzo ciązko jest dalej pisać wbrew wszystkiemu, zwłaszcza po wyłączeniu komputera.

    OdpowiedzUsuń
  36. Post trafiony idealnie 😊 Świetny - nic dodać, nic ująć. Jestem początkująca w blogowaniu i uczę się dopiero pisać recenzje ale sprawia mi to ogromną frajdę i nie pozwolę żadnemu hejterowi tego zepsuć. Dlatego bardzo Ci dziękuję za ten post - w stu procentach się z Tobą zgadzam 😊
    Pozdrawiam serdecznie.

    http://cojaczytuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  37. No bo po prostu zazdrość dupę ściska. W naszym pięknym cebulą kwitnącym kraju to aż normalne, że przeciętny Kowalski woli krytykować niż samemu coś osiągnąć

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Jeszcze 3 lata temu, jak dostałam swój pierwszy komentarz pod wpisem- popłakałam się ze szczęścia. I to nie chodzi o to, że mi zależy na tym, no bo nie zależy mi na wyświetleniach czy obserwatorach. Mogą mnie obserwować 2 osoby, a nawet i 50 jak będą chcieli. Ale ten komentarz tak mnie zmotywował, że się nie poddałam i dalej robię to kocham- piszę. O wszystkim, a od niedawna o książkach, które stały się moją życiową pasją i takim hobby.

    Super wpis i w pełni się z Tobą zgadzam! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  39. zgadzam się z Tobą Kasiu :D jednak samo określenie "bloger" jest źle kojarzone z szafiarkami, a to, że książkowy, nie ma już większego znaczenia dla większości ludzi, bo myślą, że z nami jest tak samo. przecież i w naszym gronie znajdują się nie do końca uczciwi ludzie. trafiłam kiedyś na bloga pani, która codziennie recenzowała jedną książkę, niektóre z nich były dość duże objętościowo. nie wierzę w to, że dałaby radę każdego dnia przeczytać i zrecenzować jedną... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Skoro większość osób (o ile nie wszyscy, przyznaję, że na komentarze jedynie rzuciłam okiem) się z Tobą zgadza, to ja napiszę trochę przewrotnie. Przede wszystkim: dlaczego wrzuciłaś szafiarki do jednego worka?! O tej "instytucji" dowiedziałam się przy okazji pierwszej edycji Agenta z Gwiazdami, a obecnie kojarzę wiele z tych "kom za kom, obs za obs" z grup facebookowych, ale nie wątpię, że to są marginesy. Jeden (ten agentowy) osiągnął niesamowity sukces, a drugi chciałby taki sukces osiągnąć za wszelką cenę i najmniejszym kosztem. Większość tych dziewczyn, podobnie jak hejterzy blogerów książkowych, nie mają pojęcia ile wysiłku i pracy kosztuje "sukces". Bez względu na to, jakie ma imię :)

    Druga przekora: generalnie nie mogłabym napisać z czystym sumieniem, że piszę wyłącznie dla siebie i swojej satysfakcji i myślę, że w gruncie rzeczy nikt z nas nie ma takiego zamiaru. Jasne, że chciałabym, żeby odwiedzało mnie dużo osób i aby czerpali z moich opinii całymi garściami. Pewnie, że chciałabym być jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich blogerów książkowych, ale, i tu wracamy do szafiarek, które odniosły sukces, wiem, że to wymaga dużo więcej pracy i zaangażowania niż jestem w stanie dać od siebie. Mimo to nie ukrywam, że smucą mnie obecne spadki we frekwencji na moim blogu, chociaż nie ma się co dziwić, ponieważ w tym miesiącu solidnie go zaniedbałam.

    Inna sprawa, że zaczęłam pisać bloga w 2011 roku, dość szybko się wypaliłam i dopiero w maju zeszłego roku znów wróciłam do pisania. To oznacza, że faktycznie mi tego brakowało :) W tym czasie wiele się w blogosferze pozmieniało, musiałam zrewidować niektóre poglądy, pozmieniać parę rzeczy, dostosować się do innych. Niektóre wciąż mnie gryzą lub mi przeszkadzają, jednak jeśli chcę się bawić w tej piaskownicy, to powinnam do tego przywyknąć.

    A co do egzemplarzy recenzenckich: przecież nikt nam nie każe ich brać, skoro to taki wysiłek i kiepski interes (i dlatego na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy nawiązałam współpracę z wydawnictwem i księgarnią internetową...) :) Ostrzegam (wszystkich, którzy to przeczytają) na własnym przykładzie, że poprzednim razem to między innymi terminy i konieczność czytania "na czas" doprowadziły mnie do takiego zniechęcenia, że rzuciłam bloga. Nigdy nie brałam więcej książek niż mogłam czy chciałam przeczytać, ale wszelkiego rodzaju przymus prędzej czy później budzi we mnie zniechęcenie, dlatego teraz postanowiłam się oszczędzać :)

    A co do tego, że o blogerach książkowych wypowiadają się ludzie, którzy nigdy nie mieli z nami żadnej styczności... Ostatnio usłyszałam, że mam robotę marzeń. Dostaję książki, czytam je, piszę recenzje i jeszcze dostaję za to kasę. OK, pracuję m.in. jako copywriter, więc stąd mogła wyniknąć pomyłka, ale dementuję plotki: nikt mi nie płaci za czytanie książek. Dodam, że to była bliska mi osoba, która lepiej lub gorzej, ale zna ten światek, więc mity i niedorzeczności rodzą się wszędzie.

    Na zakończenie dodam tylko, że takie zgadzanie się ze sobą w zamkniętym gronie i tłumaczenie czegoś osobom, które zapewne i tak tu nie zajrzą, pobudziło mój nonkonformizm, dlatego zdecydowałam się na taki komentarz. Mam nadzieję, że Cię nie uraził, bo generalnie całkowicie się z Tobą zgadzam (ale napisanie tego na początku byłoby zbyt proste) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w końcu drobny głos rozsądku. Ja bym jeszcze dodała sporo różności, ale po 8 latach blogowania o książkach (a kilkunastu w ogóle) już mi się zwyczajnie nie chce, szczególnie, że identycznych dyskusji było już tyle... Zabawne jest to, jak wszystko się powiela i powiela.

      Usuń
    2. Oj uwierz, że nie wszyscy się zgadzają! :D
      Przede wszystkim - dziękuję Ci za spojrzenie z "obu stron płotu" i tak długą wypowiedź.
      1. Absolutnie! Nie uważam, że szafiarki są złe, dlatego znajdziesz tam jedno słowo, które to podkreśla - "niektóre". Niektóre szafiarki, chodziło o to, które naprawdę zakładają blogi dla hajsu, a przy tym w ogóle nie starają się tworząc swoje wpisy.
      Zdradzę Ci, że sama za kilkoma wręcz przepadam ;)
      2. Ah! Te egzemplarze recenzenckie. Uwierz Wiedźmo, że gdybym miała pisać tu także o ich plusach, to post miałby kilometr - to po prostu temat na zupełnie inny wpis. Chciałam tylko podkreślić, że ów egzemplarze nie są jakimś niezwykłym interesem, ponieważ wiele osób tak myśli ;)
      3. Ja również pracuję jako copywriter :D.

      Absolutnie mnie nie uraził, cieszę się, że masz swoje zdanie i kulturalnie je prezentujesz, nie ma nic lepszego!

      Usuń
  41. Jeśli mam być szczera nigdy nie widziałam żadnych zarzutów dla blogerów. Ciekawe czy po prostu miałam szczęście, czy to cisza przed burzą. Mój ulubiony punkt z tego posta to "Ktoś, kto nie potrafi pisać, nie powinien się za to zabierać.". Strasznie to krzywdzące, że są przekonania, że jak ktoś ma problemy z ortografią to nie powinien pisać. Własnie magia w tym, że dzięki pisaniu może pisać coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  42. Niestety z Polaków wylewa się zazwyczaj żółć nienawiści. Dlatego nie ma co zwracać uwagi i się nie przejmować ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ole.Podpisuje się ręcoma i nogami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. Bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Po pierwsze - wspaniały pomysł na post :)
    Po drugie - idealnie wszystko opisałaś i omówiłaś :)
    Po trzecie - w pełni się z Tobą zgadzam :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  46. U mnie większość znajomych jest mega zdziwiona, że na tym nie zarabiam! Ale nikt nie bierze pod uwagę tego, że dostaję sporo książek, które sama bym musiała kupić - dla mnie to jest okej, że moim wynagrodzeniem za recenzję, zdjęcia itd. jest po prostu książka.
    Każdemu w taki czy inny sposób zależy na wyświetleniach, bo to miłe, gdy posty docierają do większego grona odbiorców. Swego czasu zależało mi na dużej ilości komentarzy, ale wydaje mi się, że ostatnimi czasy mało kto się kusi na komentowanie. I czasami wydaje mi się, że nikt mojego bloga nie odwiedza, ale to by się nie zgadzało z wyświetleniami. Ale jest mi bardzo miło, gdy np. dostaję e-mail od kogoś obcego, kto pisze, że znalazł mojego bloga i super się czyta itd. itp, czy mogłabym coś polecić, albo gdzieś tam wśród dalszych znajomych słyszę "noo widziałam tę książkę u ciebie na blogu i mnie zaciekawiła" :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Pod wieloma względami się z Tobą zgodzę. Choć ja sama jescze nie odczułam na sobie tej potężnej fali wszechobecnego hejtu, to jednak jestem w stanie uwierzyć jak krzywdzące i irytujące za razem potrafi to być. W końcu my, blogerzy książkowi, piszemy opinie i wyrażamy nasze odczucia wobec przeczytanych książek. To, że komuś coś się mega podobało, a mi nie, nie znaczy, że bezpardonowo można obrzucać mnie błotem, prawda? Niestety, blogerzy często są szufladkowani i wrzucani do jednego worka z - przepraszam za wyrażenie - „konsumpcyjnym motłochem blogowym” skierowanym głównie na posiadanie... W życiu nic nie ma za darmo, a Ty bardzo dobrze to ujęłaś pisząc o czasie poświęcanym przez nas na napisanie recenzji. Sama dobrze wiem ile to zajmuje. Napisanie, opublikowanie, przesłanie maili do osób z wydawnictw (jeśli są to egzemplarze recenzenckie), a przede wszystkim publikacja na różnych portalach społecznościowych. Nie jest to pięć przysłowiowych minut, a dobrych kilka godzin, które równocześnie można byłoby poświęcić na coś innego. Niektórzy jednak nie biorą tego pod uwagę. Niestety nie jesteśmy w stanie tego zmienić i pewnie nieprędko ludzie zaczną przeglądać na oczy, bo żeby się wypowiadać, najpierw należy choć odrobinę zapoznać się z tematem.

    OdpowiedzUsuń
  48. Świetny wpis, naprawdę :) Miło przeczytać o tym, że nie tylko ja spotykam się z takimi obiegowymi stwierdzeniami, że "zarabiam na blogu" i "wszystko dla hajsu", bo to naprawdę nie ma wiele wspólnego z naszą pasją.

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  49. A ja wypowiem się jako autor i powiem, że dla mnie powinniście zarabiać te krocie, bo bez Was nie byłoby nas autorów :D szkoda, że rynek wydawniczy jest tak skonstruowany, jak jest, ale wierzę, że kiedyś będziecie tak znani i cenienie przez sponsorów, jak streemerzy gier np. Ja wiem, że robicie naprawdę świetną pracę i za to Wam z całego serca dziękuję <3
    pozdrawiam,
    Małgorzata Falkowska

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie spotkałam się z osobami, które wysuwałyby takowe tezy. Od siebie mogę powiedzieć, że pisanie rozwija warsztat językowy. Pisząc jedynie wiadomości elektroniczne i posty na portalach społecznościowych, człowiek nie zwraca większej uwagi na poprawność zwrotów i słów, których używa. Kiedyś myślałam, że czytanie rozwija umiejętności językowe, a to tylko połowa prawdy. Dopiero przy pisaniu człowiek się zastanawia nad tym, co pisze i jak pisze.
    Dopiero gdy zaczęłam pisać, dowiedziałam się jak dużo nauki przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  51. Miałam w zeszłym semestrze zajęcia z krytyki literackiej i chociaż naprawdę szanuję naszą prowadzącą za wiedzę, to jednak nasłuchałam się od niej tyle hejtu na blogi książkowe, że jako autorka jednego z nich miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Rozumiem, że komuś może przeszkadzać brak profesjonalizmu, ale przecież w naszej aktywności najpiękniejsze jest to, że robimy to z miłości do książek. Moim zdaniem to o wiele bardziej szczere i wartościowe, niż trzy zdania z dopiskiem "czytajcie/nie czytajcie" wielkiego pana wielce wykształconego krytyka. Nie ma recenzji obiektywnych, wszystkie nasze odczucia to wypadkowa naszych przeżyć, uczuć, upodobań i stopnia oczytania. Poza tym, pomijając lakoniczność recenzji zawodowych krytyków, o wiele rzadziej trafiam na tytuły, które mnie interesują. O takich dowiaduję się z blogów książkowych, a jest tego tyle, że w życiu nie nazbieram tyle pieniędzy lub czasu, żeby je przeczytać.

    Bardzo się cieszę, że postanowiłaś napisać ten tekst. Jest bardzo logiczny, dobrze uargumentowany, ale też odpowiada na zarzuty dojrzale, bez hejtu. :) Po prostu mówi jak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję prowadzącej zajęcia :/ Ja miałam krytykę literacką ze świetnym wykładowcą, "umierającym gatunkiem" kultury, szacunku i najwyższej klasy akademickiej. Gdy ten starszy człowiek usłyszał, że kilka lat wcześniej prowadziłam bloga i pisałam recenzje dla Prószyńskiego i S-ka oraz Świata Książki oraz nawiązałam współpracę z autorem, to z autentycznym zachwytem stwierdził, że w takim wypadku mam większe doświadczenie niż on i jest dumny, że ma kogoś takiego w grupie. A wydawałoby się, że to inne pokolenie, które miałoby prawo krzywo patrzeć na dokonania Internetu.

      Życzę Ci, żebyś nigdy więcej nie trafiła na taką prowadzącą, a może dla odmiany trafiła na wykładowcę, który potrafi podejść z szacunkiem i pokorą do tego, czego nie zna :)

      Usuń
  52. Muszę powiedzieć, że uwielbiam Cię za ten post. Nie przekona się wszystkich, że bloggerzy są też ludźmi, nie zarabiamy, czy robimy to z przyjemności. Jednak możemy próbować może ktoś kiedyś zmieni o nas zdanie.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  53. Wiesz nawet nie skomentuje za bardzo tego wpisu. Jak ludziom przeszkadzają blogerzy to niech po prostu nie czytają ich wpisów i będzie spokój. Takie głupie teksty przeciwko nam, blogerom są śmieszne i dziecinne, ale co zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  54. Bardzo się cieszę, że wzięłaś się za napisanie tego posta.
    Niestety niektórym ludziom nie da się przemówić do rozsądku, ale co zrobić...Świetnie prowadzisz swojego bloga i wkładasz w niego bardzo dużo pracy, podobnie jak każdy inny czytelnik zajmującymi się jakimikolwiek stronami/portalami dotyczącymi recenzji i opinii książek.
    Nie warto poprzestawać na krytyce osób, które nie mają pojęcia co mówią, tylko iść do przodu i dalej robić to, co się kocha, zarażając swoją pasją innych! ♥

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  55. Zgadzam się z Tobą ! Sama najpierw prowadziłam blog z opowiadaniami potem pokochałam dzielić się tym co czytam z innymi i to daje tyle radości ! ;) Ale faktycznie fajnie jest wrócić do recenzji i przeczytać ja jeśli chce się po jakimś czasie wrócić do serii która się porzuciło ;)
    Kocham pisać , może nie zawsze mi wychodzi ale nie przestanę. No i dzięki mnie udało mi się nakłonić osobę która w życiu książki w ręce nie trzymała do czytania i to zaczęła od 400 stronnicowej książki xd to jest moc i kazdy kto choć raz spróbuje będzie miał tego cudownego kopa do działania w tym kierunku dalej :* najważniejsze robić to co się kocha a świat będzie piękny :*

    Buziaki
    coraciemnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  57. W końcu tutaj dotarłam po moim wpisie o książkoholikach!
    Trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Też na blogu nie zarabiam i nie wyobrażam sobie, abym to kiedykolwiek zmieniła. Nie mam terminów, nie mam wymagań, sama się rządzę.

    OdpowiedzUsuń
  58. Przypomina mi się wpis o zastrzeżeniach do wydawnictw, z którego szło więcej powiedzieć o podejściu blogerów, niż wydawcach.
    Ten ma się podobnie - niby jest odpowiedzią na zarzuty kierowane w stronę blogerów, ale zamiast apologią jest potwierdzeniem, że krytyka ta jest konieczna.
    Dlaczego? Zacznijmy od początku.
    Do komunikacji używamy słów. Możemy porozumiewać się prosto, bądź wysublimowanie, ale najważniejsze, by adresat zrozumiał komunikat. W tym celu trzeba wiedzieć co dokładnie znaczą dane słowa, a nie używać ich wedle kaprysu. Zaczynasz od akapitu, który może przyprawić o ból głowy podczas próby zrozumienia - co autorka miała na myśli, a co faktycznie napisała. A więc, jesteś zawstydzona sposobem w jaki część czytelników traktuje blogerów. Ale również jesteś zła na to, że część ludzi was lubi, a część nie, jak również uważasz, że nie należy generalizować was jako grupy (ale dlaczego nie - brakuje uzasadnienia). I to dwa razy, chyba, że za drugim należy rozumieć to dosłownie w formie "bloger do wora, wór do jeziora". Do darmowych książek jeszcze wrócimy, ale ogólnie - kogel mogel.
    Przejdźmy do wyjaśnień.
    Blog prowadzi się dla przyjemności. Ok, ale jakiej?. Ludzie książek nie kupują, więc i nie czytają tekstów około-książkowych. Ok. Ale jest garstka ludzi, którzy kupują, czytają i masz satysfakcję, że zachęciłaś właśnie ich do kupienia i przeczytania, podając informację o tym, gdzie można tanio nabyć książkę.
    Więc... skoro tak, to może lepiej przerzucić się na facebookową grupę wyszukującą promocje?
    No i nie widzę związku między posiadaniem bloga, a wiedzą o nowościach wydawniczych, zwłaszcza, że w tym celu wystarczy... śledzić nowości wydawnicze.
    Możliwość kontaktu, współdzielenia pasji - brzmi nieźle, ale do czasu gdy pojawia się hasztag #niepodobasietowypad i wychodzi szydło z worka. Bo po takim stwierdzeniu nie ma już miejsca na refleksję, krytyczną myśl, jest jasna deklaracja - albo jesteś aby klepać się po plecach, albo mały krzyżyk w rogu.
    Czyli przyjemność = KWA.
    Jedziemy dalej. Zarzut o pisanie pozytywnych recenzji aby dostawać książki przy blogerach pojawia się często, szkoda więc, że odpowiedź jest do zupełnie innego pytania (nazwałbym je "dlaczego postanowiłam założyć bloga"). Wyjaśnienia wyjaśnieniami, nie ma co się nad nimi zatrzymywać, bo czeka na nas kwiatek w postaci pracy, jaką jest współpraca recenzencka. Dowiadujemy się, że książka (w cenie 20-30 zł) wymaga trzech do pięciu dni czytania (nie chcę aby to zabrzmiało jak nabijanie się z osób wolno czytających, ale w tym momencie ludzie, co przerabiają dwie książki dziennie parskają śmiechem), potem trwa proces konstruowania opinii (dobra, pisanie tego postu trwa już godzinę, nie bądźmy wredni), a następnie zrobienie zdjęcia (chociaż ze względu na pisanie o tym, powinienem używać wielkich liter, a więc ZROBIENIE (TAM TAM TRAM!) ZDJĘCIA). A na koniec publikacja i udostępnienie informacji. Ot, "trochę" roboty. Oczywiście w hipokryzji do wcześniejszego głoszenia, że czyta się dla przyjemności, że bloga prowadzi się dla przyjemności, że przecież wymienia się opiniami jest dla przyjemności. Nie - teraz to jest trochę roboty, za te 20-30 zł.
    Ot i prawda o darmowej książce.
    Nie wiem skąd się wzięła teza o zarabianiu krocia na blogach. Chyba tylko po to, aby móc ją zaraz quasi obalić - bo, a) większość blogerów nie zarabia, b) kilku zarabiają. Dlaczego, w jaki sposób, co ich różni - zero refleksji (poza - mają więcej wyświetleń).
    Przy egzemplarzach recenzenckich jest to samo co zwykle - przecież to nasze wynagrodzenie i jak to, że nie możemy ich sprzedać. Są skażone! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Licznik cegiełek w tym momencie zbliża się do czterech tysięcy, więc można to uznać za fundament pod coś (chociaż wątpię, aby przekładał się na pewność siebie blogerki); linkowanie na facebookowej grupie pewnie też podbije licznik odsłon, ale wątpię aby to przysporzyło radości.
      Dlaczego? Bo istotne jest znalezienie punktu równowagi między szkiełkiem i okiem, a sercem. Tłumaczenia w rodzaju "to tylko opinia", czy "nie jesteśmy krytykami" nie zwalniają od podstaw - myślenia, argumentacji, uzasadniania i pisania z sensem. Subiektywizm nie jest żadnym wytłumaczeniem. Ważne nie jest "ta książka jest fantastyczna, podobała mi się", lecz dlaczego ta książka się podobała, jakie elementy się na to składały. W przeciwnym wypadku to tylko generowanie szumu.
      Tutaj jak na razie prezentujesz podejście "jestę blogerę, nie muszę się starać".
      A i słowo odnośnie przytoczonej zasady - próbuj przebić głową ścianę. Do skutku. Nieustanie. Bez względu na wszystko.
      Ewentualnie - ale to tylko w ostateczności - możesz posłuchać, jak ktoś z boku mówi, że robisz to źle.

      Wiem, że to walka z wiatrakami i wpis pewnie powstał dla wyświetleń i poklepanie się wzajemnie po plecach, ale co mi szkodzi?

      Usuń
    2. Przede wszystkim - dziękuję za długą wypowiedź.
      Jeżeli chodzi o to dzielenie pasji - nie chodzi o to, że jeżeli ktoś ma inne zdanie od mojego, to ma robić "wypad". Właśnie dlatego na moim blogu nie moderuję komentarzy i nie usuwam tych, które mi nie "leżą". Wypowiedzieć może się każdy i ja na większość komentarzy odpowiadam. Zdaję sobie po prostu sprawę z tego, że nie każdemu muszę się podobać, w końcu nie jestem dolarem.
      Chodzi mi o to, że jeżeli ktoś ma się irytować moimi brakami itp., to po co? Lepiej dla wszystkich będzie, jezeli znajdzie stronę, która oferuje mu to, czego szuka :).
      Panie Tomku, być może zrobienie byle jakiego zdjęcia, na biurku przy koszmarnym świetle nie jest trudne, jednak staram się, by za każdym razem fotografia oddawała np. klimat książki, zeby było czym oko nacieszyć - choć oczywiście nie twierdzę, że są jakieś świetne. Nie.
      Wszystkie te zarzuty nie są wzięte z sufitu Szanowny Panie. Jestem już chwilę w blogosferze i uważnie obserwuję, co się dzieje. Być może Pan nie miał z tym do czynienia, ale to nie znaczy, że inni również nie mieli.
      Jeżeli chodzi o moją pewnośc siebie - proszę się nie martwić, jest całkiem w porządku ;)

      Panie Tomku, przecież ja nie twierdzę, że wszyscy blogerzy są fantastyczni. Ja również nie jestem. Nie uważam też, że swobodne blogowanie zwalnia z myślenia- absolutnie. Cały ten tekst ma jedno zadanie - podkreślenie tego, że nie wszyscy są tacy sami i aby przekonać się, czy rzeczywiście ktoś nie zasługuje na uwagę, należy przeczytać jakiś tekst tej konkretnej osoby. Chodzi mi tylko o stereotyp, nic więcej. Nie każę Panu zmieniać opinii o blogerach, nic z tych rzeczy.

      No trudno, w takim razie poklepałam parę osób po plecach, a one mnie i jest nam przyjemnie ;)

      Usuń
    3. Właśnie dlatego na moim blogu nie moderuję komentarzy i nie usuwam tych, które mi nie "leżą". Wypowiedzieć może się każdy i ja na większość komentarzy odpowiadam. Zdaję sobie po prostu sprawę z tego, że nie każdemu muszę się podobać, w końcu nie jestem dolarem.
      Właśnie widzę, że jednak zaczęłaś i teraz się zastanawiam, czy moje komentarze pod innym wpisem, które są odpowiedzią na coś, co napisał inny komentujący, zostaną opublikowane. Bo z tego co widzę, a mam włączone powiadomienia mailowe do tamtego posta, to nikt nie pisał nic obraźliwego, żebyś musiała zastosować takie rozwiązanie.

      Usuń
  59. Piwo Ci się należy. I to takie duże ;)

    Prowadzę bloga na którym umieszczam swoje recenzję, raz lepsze raz gorsze, od 2013 roku. Odsłon trochę mam, komentarzy również ale nie sprawdzam ich z wypiekami na twarzy.

    Co jakiś czas widzę takie wpisy na innych blogach i tak się zastanawiam... Gdzie są te wszystkie głosy, te wszystkie zarzuty wobec blogerów? Poza tym, że próby ich obalania widzę na blogach (z reguły dość młodych), ataków jakoś dostrzec nie mogę.

    Raz jeden, na łamach portalu booknews, wdałam się w polemikę ze Sławomirem Krempą, założycielem vortalu granice.pl ale ta dyskusja to trochę co innego. Konkretne argumenty i poglądy, chociaż patrząc przez pryzmat czasu teraz niektóre rzeczy ujęłabym inaczej.

    Książki dostajemy za darmo. Fakt. Nasza praca i czas kosztuje. Oczywiście. Ale jeżeli ktoś robi to z czystej pasji tę książkę i tak by kupił prawda? Więc po co podliczanie i gorzkie żale ile mu to zajmuje?

    OdpowiedzUsuń
  60. Przyznam sie ze wiele masz racji i mnie to strasznie irytuje jak slysze docinki innych. Masakra jakas. Ze nie zarabiam ze cyferki ze dostaje darmo cos czego nie sprzedam blabla liczy sie pasja osobiscie jestem mniej populatna pewnie od Ciebie ale licza sie male sukcesy wiele osob namowilam do kupna i przeczytania czy nawet zalozenia bloga fajna wymiana zdan z innymi do tego samorozoj toc jest duzo pozytywow. A ze kasy nie ma... Jestesmy blogerami ksiazkowymi a nie zarabiajacymi na reklamavh etc jak niekotrzy. Podkreslam niektorzy. Piszemy z pasji czytamy z radoscia i tego sie trzymac. Cyferki same kiefys przyjda :) pozdrawiam i zapraszam :) ciesze sie ze trafilam na ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  61. Kotku, jeśli twoje "opinie mają charakter całkowicie subiektywny", to cudza książka nie jest ci do niczego potrzebna. Możesz powiedzieć swoje niczego nie czytając, to pretekst bez którego obejdziesz się całkiem łatwo. Po prostu pisz co ci się w głowie roi, o gustach się nie dyskutuje.
    Gdybyś jednak chciała powiedzieć o cudzej książce coś co wykracza poza opowieść o twoim guście, to niestety, musisz mieć warsztat recenzencki.
    Ten Przewodas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie dalej będę pisać o tym, co mi się w głowie roi - jak dotychczas ;)

      Usuń
  62. 1. Autorka nie rozumie słowa "ambiwalentny".
    2. "Wiecie jak to jest, ze swoich notatek łatwiej jest się połapać, więc po roku od zapoznania się z jakąś powieścią, gdy nie pamiętałam jej treści, mogłam zajrzeć do konkretnego wpisu i wszystko stawało się jasne" - o mowo polska...
    3. "NO JAK TO NIE ZARABIACIE? PRZECIEŻ DOSTAJECIE KSIĄŻKI! No cóż, do tego argumentu nawiązywałam wcześniej, dostajemy coś za coś, książka na własność jest swego rodzaju wynagrodzeniem, lecz przeważnie są to typowe egzemplarze recenzenckie, których nie da się sprzedać. Są skażone wszelkiego rodzaju pieczątkami, podpisami itp. Dlatego jedyne, co z tego mamy, to przyjemność czytania. Jako blogerzy mamy też swoje terminy, których trzeba dotrzymać, jeżeli czytaliście kiedyś pod presją, to na pewno wiecie, o co chodzi" - tu umarła logika. To Pani zarabia czy nie zarabia? To, że Pani ma terminy, to dla nikogo, kto pracuje, nic nowego - a propos, czy Pani kiedykolwiek pracowała na etacie albo na swoim? Chyba nie, bo wiedziałaby, że deadline'y to zmora każdego i nikt z tego powodu blogerów żałować nie będzie.
    4. " BLOGERZY KSIĄŻKOWI NIE SĄ KRYTYKAMI. Przeważnie nasze opinie mają charakter całkowicie subiektywny." - padłem, a krytyk to przepraszam jest jaki? Ma wiedzę i warsztat (Pani w ogóle tę kwestię pominęła), ale też jest subiektywny.
    5. "Mam wrażenie, że nie bloger. Jeżeli źle wyrazi się o jakiejś książce, powstaje nagonka". - cóż za cudowne niezrozumienie sedna problemu, prawda? Aha, bo... "Ktoś, kto nie potrafi pisać, nie powinien się za to zabierać. Gówno prawda." - jesteśmy w domu.
    Wszystkie stereotypy o blogerach potwierdzone. W sumie, czy można było się czegokolwiek innego spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. To sformułowanie rzeczywiście nie jest do końca trafione, czego wcześniej nie zauważyłam - dziękuję za uwagę.
      Na blogu nie zarabiam.
      Drogi Panie anonimie bez podpisu - zadziwię Pana. Pracowałam w wielu miejscach, na etacie, a przez pewien czas nawet ponad etat, dodatkowo studiowałam. Obecnie również pracuję.
      Z pozostałych punktów niestety nie mam się do czego odnieść.

      Usuń
  63. Jak najbardziej się zgadzam z Tobą! Pisanie bloga to przyjemność i wiele pracy. Szkoda, że tak mało osób to docenia... Ja się jeszcze nie spotkałam z hejtem, ale często słyszałam od innych blogerów coś na ten temat... Uważam, że blogerzy nie zawsze będą doceniani za ciężką pracę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Niktoris, jako była blogerka pozwolę sobie zapytać: czy pracujesz zawodowo? Czy może czytanie książki, cyknięcie jej fotki i napisanie o niej kilku słów nazywasz ciężką pracą? Bo jeśli tak, to bym chciała tylko i wyłącznie "tak ciężko" pracować.

      Usuń
    2. Myślę, że kwestia wieku standardowego blogera jest tu istotna ;) Większość jest dość młoda, ich jedynym obowiązkiem jest szkoła... Mimo ogromu czasu narzekają na jego brak, a prowadzenie bloga to ciężka praca ;) Wiem, że popularności sobie tym nie przysporzę ale poczekajcie dziewczyny na uroki dorosłego życia. Wtedy dopiero zaczniecie narzekać.

      Usuń
  64. Idealne "zgaszenie" wszelkiej maści hejterów ;) Nie jestem na bieżąco z blogiem, ale widzę ogrom pasji i całe mnóstwo serca włożone w sklejanie kolejnych postów już po przeczytaniu kilku z nich. Kąśliwymi komentarzami nie ma co się przejmować. Ten czepia się życia innych, który w swoim nie ma niczego niepowtarzalnego. Ty tworzysz niepowtarzalne. Kontynuuj. Jesteś na fali, wykorzystaj to do cna i łap wyższe. Negatywne komentarze nie podparte żadną porządnie merytoryczną, a zarazem obiektywną opinią, po prostu omijaj. Ot kolejny jegomość któremu zwieracze ulżyły. :P
    Pozdrawiam i ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mateuszu, a więc i Ciebie tutaj przywiało! Witaj w moich skromnych progach :)
      Pięknie powiedziane!
      Niestety czasami ciężko się nie przejmować... Nie chodzi już nawet o to, że chciałabym sobie tylko pisać i wszyscy mieliby się ze mną zgadzać, tylko kurcze... Niech to wszystko będzie napisane kuluralnie po prostu...
      Bardzo się cieszę, że mój blog pomaga Twoim zwieraczom xD
      Pozdrawiam Cię ciepło i również ściskam :D

      Usuń
  65. Sama bym tego wszystkiego lepiej nie ujęła! Podsumowanie tego wszystkiego jest cudowne! Koniecznie zapiszę sobie tego posta, abym w chwilach zwątpienia mogła do niego wracać :)
    Pozdrawiam!

    czytamogladampisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło dziękuję :)
      Pozdrawiam ciepło i powodzenia w blogowaniu!

      Usuń
  66. Post bardzo dobry. Ja co prawda dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem, nie mam na koncie wielu książek przeczytanych do tej pory, ciągle nadrabiam, ale współprace z wydawnictwami, autorami lub księgarniami narazie zostawiam. Jeśli ktoś kiedyś się mną zainteresuje, fajnie, jeśli nie to i tak nadal będę pisać. Założyłam swoje miejsce w sieci głównie dla siebie. Są różni ludzie i różne opinie. Ja nikogo nie krytykuję i nie podoba mi się podejście innych ludzi do blogerów. Osoba pisząca bloga wyraża swoją opinię na temat danej książki, nie jest to "oficjalna" recenzja tylko subiektywne spostrzeżenia na dany temat. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  67. Swojego czasu miałam bloga książkowego (kto ciekawy, ten się na pewno doszuka :)), a że byłam młodziutka, zaledwie gimnazjalistka, to nie był on szerokich lotów. Jest jednak dla mnie bardzo ważny, spędzałam dużo czasu, aby był tak dobry, jak tylko mógł być. Podpisuję się więc rękami i nogami pod akapitem "Ktoś, kto nie potrafi pisać, nie powinien się za to zabierać". Super!

    OdpowiedzUsuń
  68. Tak jest. Motywy prowadzenia bloga są różne, jak i sami ludzie nie są identyczni. Nie można zatem wrzucać do jednego worka. Ja również "piszę sobie blog", ale głównie z potrzeby wyszukiwania książek dla dzieci, bo chcę czytać im coś interesującego. Taki spis naprawdę się przydaje, żeby nie brać do ręki byleczego. A z darmowymi książkami? Śmiech na sali! Wymagania wydawnictw często niebotyczne. A przy takim zagęszczeniu blogerów na metr kwadratowy ;) to wejście w "łaski" redakcji, praktycznie niemożliwe. Ja wypożyczam książki z biblioteki i dopóki nam starczy egzemplarzy, to frajda dla dzieci przy wyszukiwaniu kolejnych książek na półkach jest wielka :) A, że ja potem spisuję, co przeczytaliśmy, to proszę się nie gniewać, tylko po prostu tego nie czytać, jeśli miałoby kogoś drażnić :) Zresztą te najnowsze nowości mamy baardzo rzadko, bo nas nie stać na wydane ekstrawaganckie "niewiadomoco" i nabijamy tylko punkciki w naszej bibliotece miejskiej...malewielkieksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  69. Dobrze, że zostało to napisane. Trzeba przypominać nie tylko nam, blogerom, ale w ogóle, użytkownikom sieci, że taki punkt widzenia również istnieje i wiele w nim rozsądku. Przy okazji dowiedziałem się czegoś o egzemplarzach recenzenckich, a mianowicie, że "Są skażone wszelkiego rodzaju pieczątkami, podpisami itp." Do tej pory nie korzystałem z tej "opcji", gdyż zajmuje się bardziej klasykami o raz tytułami zapomnianymi, dziś niepopularnymi i wyznaję motto: im starsza książka, tym lepsza. Wcale nie chodzi tu o jakość papieru :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń